Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

419 miejsce

Cała prawda o E-symbolach w produktach

Coraz częściej nasi lekarze i dietetycy alarmują, że nie wiemy co jemy. Coraz więcej media przypominają, by większą uwagę zwracać na to, co kupujemy w sklepach z żywnością. Robiąc zakupy, nadal jednak ignorujemy podstawowe wskazówki i zalecenia dotyczące naszych żywieniowych nawyków. Czy ktoś z Państwa sprawdzał kiedyś, czy na etykiecie produktu znajduje się tajemniczy dodatek "E"?

 / Fot. Rlsheehan, public domainRobiąc codzienne zakupy, rzadko kiedy czytamy etykiety na naszych ulubionych produktach. Jesteśmy do nich przyzwyczajeni, wiemy, jak smakują, więc po co sprawdzać ich skład - myślimy. Jest to podstawowy błąd, świadczący albo o naszej niewiedzy, albo ignorancji. Nie znając składu danego produktu czy gotowej do przyrządzenia potrawy, tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, co ląduje na naszym talerzu.

A jeśli już skłoni nas coś do tego, żeby mimochodem rzucić okiem na etykietę na opakowaniu, czy to naszego ulubionego sera, napoju, czy choćby paczki gum do żucia, najczęściej nie wiemy, co jest na niej napisane. Oczywiście potrafimy etykietę ze składem przeczytać, ale niestety gorzej jest z jej zrozumieniem. Mnóstwo tam kilkusylabowych nazw substancji chemicznych, trudnych do wymówienia wyrazów, cyferek poprzedzonych tajemniczym symbolem „E”… No właśnie, co ów symbol oznacza?

Co oznacza "E" na produktach?
Obecność literki „E” na etykiecie mówi nam, że w składzie danego produktu występują substancje dodatkowe. Natomiast przeznaczenie ich występowania w produkcie warunkują trzycyfrowe liczby, występujące właśnie po symbolu „E”. Z poszczególnego szeregu cyferek można odczytać, czy substancje dodane do produktu są: barwnikami (E 100-199), substancjami konserwującymi (E 200-299), przeciwutleniaczami i synergentami (E 300-399), stabilizatorami, emulgatorami i substancjami zagęszczającymi (E 400-499), spulchniaczami (E 500-599), czy wzmacniaczami smaku i zapachu (E 600-699).

Dodatki te są standardem w produktach żywieniowych, a ich występowanie jest powszechne. Producenci żywności stosują różnego rodzaju substancje syntetyczne, aby wzmocnić smak danego produktu, jego zapach, konsystencję, albo po prostu poprawić jego wygląd lub uzyskać pożądany aromat. Dodawanie niektórych z tych substancji jest wręcz niezbędne, po to choćby, by zabezpieczyć dany produkt przed zepsuciem (w tym celu stosuje się przede wszystkim substancje konserwujące, które spowalniają proces utleniania witamin i tłuszczów oraz czerstwienia skrobi w pieczywie).

Dzięki substancjom przeciwgrzybicznym można produkować żywność o przedłużonej trwałości, a zastosowanie poszczególnych składników wydłuża okres przydatności do spożycia danego produktu. Bez tych substancji wyroby takie jak nabiał, mięso czy ryby, a nawet owoce i warzywa – kwaśnieją, tracą wartości smakowe, a w konsekwencji gniją, w żaden sposób nie nadając się do spożycia. Sporo również na etykietach „substancji identycznych z naturalnymi”. Jednak fraza ta brzmi dość myląco, bowiem występowanie słowa „naturalny” nie oznacza wcale, iż jest to naturalny dodatek. Otrzymano po prostu skład identyczny z naturalnym, ale nie bezpośrednio z naturalnego surowca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Jest tych dodatków w żywności sporo. Wiele z nich potrzebnych. Ale... Kiedyś w szkole o tych symbolach było w ramach programu nauczania TECHNIKI. Jak jest teraz?
Technika jako przedmiot jest traktowana po macoszemu i w gruncie rzeczy nie wiadomo za co uczniowie otrzymują w ramach tego przedmiotu oceny. Poza tym kto dzisiaj się uczy w szkole czegoś z techniki, muzyki...? Chodzi oczywiście o szkołę podstawową i gimnazjum.

Komentarz został ukrytyrozwiń

E-symbole , polepszacze, utrwalacze czy barwniki, aż na samą myśl głowa boli. Przywołując słowa Mietka .... " wole jabole jak Coca Cole "

Komentarz został ukrytyrozwiń

cd :
Po drodze wszyscy płacą podatki.
A największą daninę - szary zjadacz.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdam trochę przewrotne pytanie: skoro autor twierdzi, że są też w żywności substancje szkodliwe, to czemu Minister Zdrowia przymyka na to oko? A może to nie Minister Zdrowia tylko już zupełnie inny minister: może "minister chemi" lub "minister niby żarcia". Co robią: Sanepid, Minister nibyZdrowia i Minister Rolnictwa twierdząc, że mamy jedzenie coraz lepszej jakości? Czyżby nas oszukiwali? Czy produkcja tuczników w 3 miesiące (w czwartym miesiącu takiego tuczy by już wszystkie pozdechły) nie skaża zwierząt za ich życia i nie skaża również ich zjadaczy? Może dlatego potrzeba wciąż nowych polepszaczy, ulepszaczy, etc> I potrzeba coraz lepszych gastrologów i medykamentów, suplementów ...
I "byznes" się kręci.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jotgie
  • Jotgie
  • 08.10.2011 23:27

Są także środki szkodliwe, które w zasadzie... nie są szkodliwe! No bo czy można sobie wyobrazić niektóre produkty bez E261?! A jest to ocet. No bo jak bez tego środka zrobić ogórki konserwowe czy grzybki marynowane?! A ocet jest uważany (przez niektórych) jako środek szkodliwy dla zdrowia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odpiszę sobie tę listę "szkodliwych E..." Lidia Markowicz ma rację w myśl starego powiedzenia " Co za dużo to niezdrowo" Pozdrawiam, Tomasz

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyznaję, że należę do, sporej chyba, grupy osób, które o problemie wiedzą, ale nie zawsze coś z tym fantem robią. Czasem pamiętam, częściej nie :-) Ale ta ściągawka bardzo się przyda!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Lidia Markowicz
  • Lidia Markowicz
  • 08.10.2011 20:57

E 621, czyli glutaminian sodu, został wyizolowany w stanie czystym z wodorostów - Laminaria. Jest głównym składnikiem tzw. hydrolizatów białkowych, stosowanych jako popularne przyprawy do potraw. Sam kwas glutaminowy jest także składnikiem naszych organizmów jako tzw. neuroprzekaźnik, trudno więc uznać te związki za dodatki sztuczne. E 211, czyli benzoesan sodu występuje w jagodach, żurawinie, pomidorach, grzybach, cynamonie, goździkach i niektórych produktach mlecznych, gdzie jest produktem fermentacji.
Uznanie tych produktów za szkodliwe zależy jak to często bywa,od spożytej dawki. Ale w przekroczonych dawkach nawet woda staje się substancją szkodliwą. A już na pewno bardziej szkodliwe są stosowane bez umiaru witaminy, zwłaszcza te nierozpuszczalne w wodzie (nadmiar rozpuszczalnych jest dosyć łatwo wydalany). W tym aspekcie szczególną uwagę należy zwrócić na witaminę A, bo to ona m.in. nie powinna być spożywana przez kobiety w ciąży. Zażywają ją ludzie w kompleksach witamin, a dodatkowo witaminą tą wzbogacanych jest wiele produktów żywnościowych. Witamina C w nadmiarze również nie jest tak całkowicie bezpieczna. Stosowana jako antyutleniacz, w wyższych stężeniach wykazuje wręcz przeciwne działanie.
Odżywiajmy się więc przede wszystkim produktami, które zakupimy i przetworzymy sami, a wtedy unikniemy tych chorób wynikających z nadmiaru dodatków. A i witamin łykać nie będziemy musieli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.