Facebook Google+ Twitter

Call Of Juarez - Gunslinger [recenzja gry]

Czerwcowy PS+ zaowocował kilkoma ciekawymi, darmowymi tytułami. Wśród nich pojawił się Call of Juarez Gunslinger - produkcja prosto z polskiego studia. Czy warto poświęcić kilka giga na dysku dla tej pozycji?

Grę oczywiście stworzyło polskie studio Techland, a wydawcą był Ubistoft. Grałem na konsoli Playstation 3.
 / Fot. .

Opowieści cowboya

Gunslinger to opowieść o życiu Silas Greavesa, o jego poszukiwaniu zemsty i sprawiedliwości. To właśnie fabuła - a w zasadzie sposób jej opowiadania, czyni ten tytuł innym od wszystkich. Gra odbywa się na zasadzie retrospekcji. Silas wpada do baru i opowiada zebranym, co mu się przytrafiło. W trakcie opowieści, Silasem z przeszłości jesteśmy my. Jest to na tyle ciekawy zabieg, że Greaves często ubarwia swoje opowieści i wyolbrzymia akcje. Nadaje to nieco humorystyczny charakter całej historii. Cowboy często żartuje sobie z zebranych tubylców i zaczyna opowiadać niestworzone rzeczy, po to by za chwile sprostować historie. Wówczas na ekranie najpierw przechodzimy misję, którą bohater zmyślił, a po chwili cofa się czas i kończymy ją poprawnie. Wielki plus za poprowadzenie historii! Jeżeli jednak chodzi o samą treść fabuły, to nie jest zbyt dobrze. Przez całą grę nie miałem najmniejszej ochoty czytać dialogów. Jest po prostu nudno. Pochwalić mogę jedynie zaskakujące zakończenie.
 / Fot. .

Nie samą fabułą gracz żyje. Przejdźmy więc do gameplayu.

Jeżeli oczekujecie tutaj kolejnego battlefielda albo call of duty, to lepiej nie zabierajcie się do tej produkcji. Gunslinger z pewnością nie jest grą realistyczną. Jest to tytuł bardziej arcadowy. Mamy tu mnożnik punktów za serie zabitych przeciwników, spowolnienie czasu, umiejętność pozwalającą automatycznie celować w głowy itp itd. Jest to strzelanka zręcznościowa. Nie zdobędziemy wysokiego wyniku skradając się i zabijając wrogów po cichu. Wówczas będziemy zdobywać punkty "na czysto". Seria zabójstw możne zwiększyć ilość naszych punktów, nawet do kilkudziesięciu razy.
 / Fot. .

Drzewko umiejętności

Gunslinger bardzo pozytywnie mnie zaskoczył drzewkiem umiejętności. Mamy dostępne 3 rodzaje skillów.
Desperado - Silas wyposażony w dwa rewolwery
Łowca - Silas działający na dużych dystansach - Karabiny
Traper - Silas walczący z bliska - Strzelby/obrzyny
Każda umiejętność ma duży wpływ na naszą grę. Nie doświadczymy tu skillów w stylu "+10% Hp". Wszystkie umiejętności w pewien sposób zmieniają naszą rozgrywkę. Jest to coś, co bardzo cenię.
 / Fot. .


Poziom trudności

Z początku gry mamy do wyboru dwa poziomy trudności. Łatwy oraz trudny. Po przejściu gry, odblokowuje nam się "Prawdziwy zachód". Już na "trudnym" wystarczy kilka naboi, by przeciwnik posłał nas do piachu. Podczas agresywnej gry musimy wykazać się zręcznością, by uniknąć śmierci.

Bardzo miłym zaskoczeniem okazał się dla mnie wcześniej wspomniany zablokowany poziom trudności. Nie doświadczymy tu jedynie podniesienia wartości zdrowia przeciwników oraz zmniejszenia naszej odporności na strzały, co ma miejsce w większości z gier. "Prawdziwy zachód" Zabiera nam cały HUD! Znika wskaźnik liczby naboi, a nawet celownik! Jest to zabieg na tyle ciekawy, ponieważ strzały "z biodra", bądź dwóch rewolwerów oddawać będziemy "na oko". Uwierzcie mi - po wyczuciu tego systemu strzelania, zabójstwa sprawiają nam dużo więcej satysfakcji. Dużo łatwiej jest się wówczas wczuć w klimat gry.
 / Fot. .

Oprawa audiowizualna

Pierwsze, na co zwróciłem uwagę, to muzyka. Westernowe brzmienia po prostu idealnie wciągają nas w klimat gry, a głos Silasa... Lepiej nie dało się tego zrobić. Brudny wokal genialnie wpasowuje się w rolę naszego bohatera. Oprawa wizualna nie stoi jednak na najwyższym poziomie. Wyraźnie widać piksele na 32 calowym telewizorze. Cóż... Prawdopodobnie to wina tamtej generacji konsol... Po kilku minutach grania przestałem jednak zwracać na to uwagę i bawiłem się świetnie. Grafika cieszyła oko, zero spadków klatek. Czasami jednak "szukałem" po ekranie przeciwników, ponieważ zmywali mi się z terenem przez kreskówkową szatę graficzną.
 / Fot. .


Pojedynki rewolwerowców

Każdą misję kończy pojedynek rewolwerowców. Polega on na umiejętnym używaniu dwóch analogów. Jednym koordynujemy prędkość sięgnięcia po broń, a drugim "skupienie".
Pojedynki są... Słabe. Co prawda nie przeszkadzały mi, ponieważ jest ich niewiele. Nie mam jednak ochoty skillować się w tej rozgrywce, do czego zachęcają twórcy, poprzez tryb gry specjalnie temu poświęcony.
 / Fot. .


Znajdźki!

Znajdźki w tej grze to coś, na czym powinni się wzorować inni producenci gier! Zwiedzając lokacje, możemy natrafić na "skarby". Po ich podniesieniu, dostajemy sporą ilość doświadczenia + Teksty w których opisane są prawdziwe zdarzenia z dzikiego zachodu. Są to informacje ciekawe i z pewnością nie jedną osobę zachęcą do zebrania wszystkich znajdziek.
 / Fot. .


Podsumowanie

Call of Juarez Gunslinger to gra bardzo dobra. Grało mi się w nią przyjemnie. Mało kiedy mam ochotę przejść grę drugi raz, tym razem tryb NG+ mnie do tego zachęcił. Wadą gry może być długość. Produkcje tą możemy przejść w nie więcej niż 6 godzin... Jest to czas krótki. Nie powinno Was to jednak zniechęcić do tego tytułu ponieważ jest on na prawdę wart uwagi. Moja ocena to 8/10
 / Fot. .


Plusy
-Sposób poprowadzenia opowieści
-Zaskakujące zakończenie fabuły
-Pomysłowe umiejętności
-Ciekawie zrobione znajdźki
-Przyjemny arcadowy gameplay, odskakujący od dzisiejszych FPS'ów
-NG+ i poziom trudności "Prawdziwy zachód"
-Oprawa muzyczna

Minusy
-Długość gry
-Nieudane pojedynki rewolwerowców
-Nieciekawa fabuła

Screeny pochodzą z gram.pl I cdaction.pl I gry-online.pl
Recenzję napisał Michał Osipiuk.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.