Facebook Google+ Twitter

Camogli. Morze i kwiatki cukinii

Dzięki Bogu za tanie linie. Gdyby nie one, nigdy prawdopodobnie nie znalazłabym się w Camogli, uroczym miasteczku na liguryjskim wybrzeżu.

Plaża w Camogli / Fot. Gosia RadkiewiczDo Camogli łatwo dojechać z Genui. Podróż pociągiem trwa prawie pół godziny, kosztuje niecałe dwa euro, a jest warta wszystkiego. Wagony suną po torach zbudowanych nad samym morzem, co chwila zanurzając się w tunelach, które wydrążono w schodzących do wody górach. Za oknem na zmianę - ciemność i morze po horyzont. Palmy, zamki na skale i korty tenisowe. Te kilka stacji, na których się zatrzymujemy, jest całe w kwiatach i słońcu.

Camogli, jak niemal wszystkie miasta w Ligurii, zbudowane jest na zboczu góry. Stojąc na brzegu morza łatwo można zobaczyć wszystkie jego warstwy, ale w samym miasteczku trudno się nie zgubić w plątaninie wąskich uliczek, stromych schodów i kamienic, których parter często leży przy innej ulicy niż ostatnie piętra. Na kamienice zresztą nie sposób nie zwrócić uwagi - są doskonałym przykładem pomysłowości Włochów i tego, co nazywam "the Italian Way"*. Otóż miłośnicy makaronu, wina i dobrej zabawy uznali, że szkoda im czasu (i pieniędzy!) na zewnętrzne sztukaterie, wzięli więc pędzle i farby i wymalowali zdobienia na elewacjach. Przykładem specyficznej wirtuozerii w tym szaleństwie była ściana, na której w wymalowanym półotwartym oknie drzemał namalowany czarny kot. Nie wspominając o namalowanym praniu, które dawno już wyschło na jednej ze ścian przy ulicy prowadzącej na stację.

Camogli. Morze i kościół z perspektywy plażowiczki. / Fot. Gosia RadkiewiczZe stacji w drodze na plażę trzeba pokonać trzy poziomy ulic, niezliczone ilości schodów i własny strach przed śmiercią. Moje specyficzne spojrzenie na świat kazało mi zastanawiać się, ilu pijanych amatorów włoskiego wina za 50 eurocentów (sic!) skręciło sobie kark, w środku alkoholowego baletu spadając ze stromych schodów wprost na plażę. A ta jest, jak na ironię, pełna kamoli. Wbrew pozorom, jest mnóstwo korzyści wynikających z tego faktu - rozłożony koc pozostaje czysty i odpada problem wypłukiwania piasku z kostiumu kąpielowego i wszystkich części ciała. Plażę z jednej strony ogranicza zbocze góry, z drugiej - zbudowany na skale kościół, którego dzwon wybija pełne godziny. Pomiędzy jednym a drugim turyści smażą się we włoskim słońcu, lokalni imigranci zaś usiłują im wcisnąć niezliczone ilości wyprodukowanych w Chinach gadżetów.

Słońce nie zna litości. Dobrze więc od czasu do czasu zejść z patelni i porozpieszczać się lokalną kuchnią. Tuż przy plaży rozpostarło parasole kilkanaście małych restauracyjek. Większość z nich jest jednak zamknięta między godziną 14 a 16, dodatkowo - jak wszędzie we Włoszech - do rachunku doliczany jest obowiązkowy napiwek. Będąc w Camogli postanowiłam więc - o zgrozo! - uraczyć się lokalnym fast-foodem. Zgroza pojawia się jednak tylko w założeniu, bo Włosi, jako naród kochający dobre wino i dobre jedzenie zadbali o to, żeby nawet szybkie przekąski wywoływały natychmiastowy ślinotok. Zamiast hot dogów, hamburgerów i innych śmieci, można tu dostać doskonałe foccacie, pizze i kilka liguryskich specjalności, jak smażone kwiatki cukinii. O, ludzie! Jakie to proste i genialne! Co za cudowny, dobry duch kazał kiedyś komuś zanurzyć kwiatki cukinii w cieście i smażyć je na oliwie.. I te wszystkie proste placki, z prostymi dodatkami porozrzucanymi po wierzchu... Szpinak, bakłażan, cukinia, pomidor, mozzarella, bazylia. Czegóż chcieć więcej? Prosto, tanio i smacznie. Dodatkowo, jeśli wstąpić do odpowiedniego miejsca, czekają nas zabawne konwersacje w angielsko-włoskim z właścicielką, wyglądającą jak typowa włoska mamma.

W poszukiwaniu deseru wstąpić należy do jednej z malutkich piekarni, które poukrywały się w ciasnych uliczkach. Pandolce (dosł. słodki chlebek) - tak nazywa się tutejszy dodatek do popołudniowej kawy. Rodzaj keksu obficie nadzianego bakaliami, z chrupiącą skórką. Kawę warto pić na stojąco, przy barze - wypita przy stoliku, z nie do końca zrozumiałych powodów - jest dużo droższa.

I tak spędziłam w Camogli większą cześć moich wakacji. Kawa, plaża, dobre jedzenie i dużo słońca. Plus góry i malowane domy. Czego chcieć więcej?


*więcej wkrótce

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 02.09.2008 23:10

Bóg nie ma nic wspólnego z tanimi liniami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Włochy na mojej liście;-) na przyszły rok;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.