Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

176424 miejsce

Camp Nou i Estadi de Mestalla – hiszpańskie areny snów

Magia telewizji sprawia, że hiszpańskie stadiony wydają nam się olbrzymimi amfiteatrami, których klimat i magia rozpalają tłumy. W rzeczywistości nie robią tak piorunującego wrażenia.

Hiszpania – kraj żyjący futbolem
Camp Nou. / Fot. Kamil SzympruchHiszpańska liga uchodzi za najlepszą na świecie zarówno pod względem poziomu, jak i frekwencji na trybunach. W większości miast, mających swoje drużyny w Primera Division wykupione są na cały sezon niemal wszystkie wejściówki. Kupienie biletu kilka dni przed meczem graniczy niemal z cudem. Hiszpanie nie powstydzą się również stadionów. Takie nazwy, jak Camp Nou, Santiago Bernabeu czy Estadi de Mestalla budzą respekt na całym świecie, a panująca na nich atmosfera owiana jest legendą. To miejsca prawdziwej fiesty – chóralnie mówią Hiszpanie.

Camp Nou – duma Katalonii
Na samą nazwę stadionu zawsze przeszywały mnie ciarki. W dzieciństwie kojarzył mi się z potęgą Barcelony, z popisami Romario i Christo Stoickova, no i ze wspaniałą futbolową historią. Zawsze chciałem go zobaczyć, by poczuć atmosferę piłkarskiej świątyni.

Na stadion można dojechać metrem z głównego dworca kolejowego. Na mapie był zaznaczony na obrzeżach miasta, ale gdy wysiadłem na wskazanej stacji miałem wrażenie, że wciąż jestem w centrum. Od przystanku do Camp Nou jest jakieś 450 metrów. Muszę przyznać, że gdy dotarłem już na miejsce byłem rozczarowany. Stadion jest zakryty drzewami oraz stojącymi obok niego budynkami i nie robi żadnego wrażenia. W ogóle wygląda jak kilkupiętrowy blok i nie przypomina za bardzo stadionu z moich wyobrażeń.

Być może spowodowane jest to tym, że hiszpańskie stadiony wyglądają zupełnie inaczej niż te w Europie Środkowej. Przede wszystkim są typowo piłkarskie. Nie mają bieżni i zajmują niewiele miejsca ze względu na trybuny budowane warstwowo, w pionie. Niczym to nie przypomina chociażby naszego Stadionu Śląskiego, który jest płaski i zajmuje olbrzymią powierzchnię.

Przy Camp Nou uwagę zwracają efektowne boiska treningowe oraz olbrzymie bilbordy z gwiazdami Barcelony. Stadion połączony jest korytarzem z klubowym muzeum i firmowym sklepem, w którym można nabyć rzeczy związane z ukochaną drużyną. Na stadion ciągną wycieczki młodzieży w wieku szkolnej, dla której zobaczenie Camp Nou to wielkie przeżycie. Przeważnie są to chłopcy z drużyn trampkarzy, których ta wizyta ma zmotywować do solidnej pracy na boisku. Na futbolową świątynię nie można sobie wejść ot tak. Za 11 euro kupuje się przepustkę na tourne po wszelkich zakamarkach zarówno stadionu, jak i jego zaplecza. Przede wszystkim można zajrzeć do szatni i zasiąść na miejscu, które zwykle zajmuje Ronaldinho. Można zobaczyć salę konferencyjną, bar, kaplicę, miejsca komentatorskie, wszystkie puchary z dorobku klubu no i przede wszystkim stadion z niemal każdego miejsca. Począwszy od murawy i ławki rezerwowych, kończąc na najwyższych trybunach. Boisko wydaje się zdecydowanie mniejsze niż na ekranie telewizora, ale w porównaniu z bardzo wysokimi trybunami – to jest właśnie to. Trzeba przyznać jedno. Mimo niezbyt atrakcyjnego wyglądu z zewnątrz, wyjście z szatni na murawę i rozejrzenie się po trybunach, to tak niesamowite przeżycie, że tylko dla niego warto się tutaj pojawić.

Zobacz fotoreportaż: Z wizytą w świątyni futbolu na Camp Nou

Estadi de Mestalla – perła Walencji
CF Valencia to prawdziwa duma mieszkańców tego regionu. Barwy klubowe można dostrzec w każdym zakątku miastach, a o gwiazdach tutejszego klubu słychać w każdej knajpie. Estadi de Mestalla podobnie, jak Camp Nou otoczony jest budynkami mieszkalnymi, co zdecydowanie zmniejsza jego atrakcyjność. Nie brakuje jednak młodych chłopców, którzy biegają z kamerą i filmują betonowe fragmenty stadionu. Zastanawiam się, czy mieszkańcy okolicznych bloków oglądają mecze w telewizji, mając arenę wydarzeń tuż za oknem. Pewnie wrzawa ze stadionu wszystko im zagłusza. Mestalla jest pokaźnych rozmiarów. Można go obejść dookoła i zobaczyć wystające fragmenty trybun. Nie ma jednak możliwości, tak jak w Barcelonie na zwiedzenie stadionu. A szkoda! Uwagę zwracają kolejki przed kasami, chociaż obecnie jest przerwa w rozgrywkach. Po prostu ludzie wykupują karnety i bilety na przyszły sezon. Piłkarska gorączka zupełnie nie zrozumiała dla futbolowego laika. Coś niesamowitego.

Nie ma to jak oglądanie meczu na żywo i bycie w centrum wydarzeń. Jednak samo oglądanie piłkarskich aren może dostarczyć fanom futbolu ogromnej satysfakcji. Zainteresowani dobrze wiedzą, co mam na myśli.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.