Facebook Google+ Twitter

Cantona. Buntownik, który został królem - recenzja

Książka francuskiego dziennikarza o jego rodaku, Ericu Cantonie, którego kariera piłkarska nie była długa, ale trwale zapisała się w historii światowego futbolu. Biografia niepokornego chłopaka o nietuzinkowych umiejętnościach piłkarskich.

Okładka książki Kilka biografii piłkarskich przeszło już przez moje ręce. Jeśli miałabym wskazać tę najbardziej kompletną, która nie skupia się wyłącznie na sferze boiskowej i osiągnięciach głównego zainteresowanego, która nie mówi wyłącznie o faktach powszechnie znanych i która nie wychwala wyłącznie wniebogłosy, a skupia się też na negatywnych cechach bohatera, to jednogłośnie wskazałabym na pozycję Wydawnictwa Anakonda "Cantona. Buntownik, który został królem" napisaną przez francuskiego dziennikarza Philippe Auclaira.

Książka ta nie jest wyrwaną z kontekstu, napisaną na kolanie opowiastką o człowieku, który znaczył coś w Manchesterze United. Nie jest zlepkiem suchych faktów z życia piłkarza. Jest prawdziwym majstersztykiem w kategorii biografii sportowych. Choć sam główny zainteresowany nie chciał tworzyć swojej biografii, to Auclair mimo to poświęcił niemal trzy lata własnego życia, by porozmawiać z tymi, którzy Cantonę znali osobiście, by prześledzić wszystkie dostępne materiały prasowe, w których przewija się nazwisko Cantony, by wreszcie stworzyć prawdziwe dzieło o życiu francuskiego piłkarza.

Autor historię Cantony rozpoczyna jeszcze przed jego przyjściem na świat, co jest bardzo rzadkim zabiegiem w przypadku biografii sportowych. Widzimy jego dziadków i rodziców osiedlonych na skałach w Les Caillos, czyli pierwszą małą ojczyznę Cantony. Można się zastanawiać, co autor miał na myśli, rozwodząc się aż tak dokładnie nad korzeniami Cantony. Jednak pierwszy rozdział biografii ukazuje wiele uwarunkowań, z których wynika taki, a nie inny charakter króla Erica. Potem już towarzyszymy głównemu zainteresowanemu w jego pierwszych krokach w realnym świecie, w jego pierwszych wzlotach i upadkach. Jesteśmy świadkami jego pierwszych kroków w świecie futbolu. Cantona od małego nie miał łatwo, ot taki charakter. Widzimy go jako człowieka szukającego akceptacji i zaufania.

Francuski piłkarz powszechnie wzbudza ambiwalentne uczucia. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Zwłaszcza, że jego niepokorny charakter jest niezwykle trudno zaakceptować. Auclair nie wybiela w żaden sposób Cantony, czasem daje mu rozgrzeszenie, lecz swoim ciętym komentarzem potrafi znaleźć odpowiednie słowa dla niebędącego w porządku zachowania Cantony.

Pisząc biografię o Cantonie można skupić się wyłącznie na głośnych medialnych aferach, bądź na jego piłkarskim kunszcie, jego bajkowych sztuczkach i jeszcze piękniejszych bramkach. Publikacja daje nam wszystkiego po trochę, czasem bagatelizując niektóre mecze piłkarskie, o których chciałoby się przeczytać więcej, a czasem z nadmiarem kontemplując te, o których wie się już niemal wszystko. Autor czasem pozwala sobie odpłynąć w momentami nużące opisy rzeczy i wydarzeń praktycznie niezwiązanych z życiem i światem Cantony, które jednak pozwalają nam dawkować informacje o samym zainteresowanym.

Książka jest wymagająca. Nie tylko dlatego, że ma ponad 400 stron i trzeba czasu i skupienia, by przez nią mówiąc kolokwialnie "przebrnąć". Czasem zbyt lakoniczne wyłącznie wspomniana mecze i zagrania, które przysporzyły Cantonie sławy. Autor wyszedł z założenia, że są to bramki i sztuczki powszechnie znane, o których nie trzeba już dodatkowo wspominać. Tym samym czytając, warto mieć pod ręką sprzęt, na którym można odszukać i sprawdzić dane wydarzenie, by w pełni zrozumieć zachwyt piłkarskiego świata nad niepokornym królem Ericiem.

Książka skupia się dość szeroko nad samą Premier League, dlatego jej niewątpliwą zaletą jest to, że śmiało polecić ją można nie tylko fanom Manchesteru United, ale też angielskiej piłki w ogóle.

Co mnie ujęło, to szacunek, szacunek, którego w obecnych czasach brakuje. Autor opisuje Cantonę w sposób, który ciężko wyrazić słowami. Widać w tym jego ogromny wkład i zaangażowanie, a tym samym szacunek do czytelnika. Niewątpliwie Auclair włożył spory kawał swojego serca w tę publikację, dlatego można wybaczyć mu zbędne opisy czy lekko przesadzone metafory. Widać, że sam piszący zdawał sobie z tego sprawę. Wiele treści, które zmieniłyby wydźwięk biografii z formy bardziej reportażowej w publicystyczną, umieścił po każdym rozdziale, odznaczając je kursywą i pozostawiając czytelnikowi wybór, czy chce się w nie zagłębić, czy nie.

Nie będę się tu rozwodzić szerzej nad sylwetką samego zainteresowanego, gdyż większość na pewno o Ericu Cantonie słyszała, a jeśli nie, to odsyłam tych mniej ciekawych do Wikipedii, a tych bardziej zainteresowanych do biografii Cantony Philippe Auclaira. Nie mogę się doczekać, kiedy ukaże się kolejna pozycja tego autora - "Thierry Henry. Samotność na szczycie". Jeśli autor nie spocznie na laurach i ponownie włoży tyle serca w przygotowanie kolejnej książki, to o jej jakość możemy być spokojni.

Wydawnictwo Anakonda przyzwyczaiło już do tego, że takie "smaczki" podaje w twardej oprawie i dopracowuje każdy detal. Walory estetyczne okładki i wydania zdecydowanie na plus. Razi jedynie praca korektora, bo niestety literówki, pozjadane literki czasem zabierają radość z czytania. Na szczęście książka rekompensuje te straty. Liczę, że w kolejnej pozycji literówek będzie mniej, bo wiadomo, że kilka zdarzy się każdemu :)

Tytuł: Cantona. Buntownik, który został królem
Autor: Philippe Auclair
Tłumaczenie: Marcin Grzywacz
Wydawnictwo Anakonda

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Takie życiorysy jak Cantona wywołują poruszenie nawet w świecie białych kołnierzyków, czy wśród pań uprawiających jogę. Sportowiec niepokorny potrafi bardziej zaintrygować swoją osobą, niż sam mecz z jego udziałem, niepokój na trybunach, czy przysypiający komentator najznakomitszych środków masowego przekazu. Osobiście od dłuższego czasu chowam w szufladzie "Gazza - My Story" (Gascoigne w barwach Huntera Daviesa) i odkładam przypadkiem zdobytą lekturę na później. Ciekawa recenzja miewa i taką zaletę, że przypomina o dziewczynie zamkniętej w garażu, rybkach kołyszących się na płycie indukcyjnej, albo o zapomnianej biografii. No, i to jest ciekawa recenzja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.