Facebook Google+ Twitter

"Casablanca" Siegoczyńskiego w Teatrze Powszechnym. Mit zdemolowany

Michał Siegoczyński, zafascynowany, co podkreśla, filmem Michaela Curtiza „Casablanca”, przygotował w warszawskim Teatrze Powszechnym spektakl inspirowany tym kultowym obrazem. Sięganie do tradycji, by poddać ją zabiegom innowacyjnym postulował już Eliot. Nic w tym złego, ale działanie takie służyć miało jakiejś wyższej idei. Tej niestety w „Casablance” Siegoczyńskiego zabrakło.

 / Fot. Teatr PowszechnyCo gorsza, mam nieodparte wrażenie, że magiczny tytuł „Casablanca”, który znają wszyscy miłośnicy kina, stał się dla reżysera i autora scenariusza jednocześnie, czymś w rodzaju protezy, która ma ułatwić życie niezbyt udanej sztuce. Taki romans z klasyką kina wyraźnie reżyserowi odpowiada. Trzy lata temu przygotował spektakl „HollyDay”, inspirowany „Śniadaniem u Tiffany'ego”. Także niestety przegadany, z bezbarwnymi rolami i słabym tekstem.

Niezrażony, kontynuuje jednak Siegoczyński przygodę z kinowymi hitami. Tym razem postanowił „zdekonstruować i zdemolować” filmowy mit czyli „Casablancę”. I ten cel właściwie osiągnął.

Trzy godziny spektaklu dłużą się w nieskończoność, choć sześcioro aktorów na scenie stara się z różnym skutkiem, by było: śmiesznie, ironicznie, głęboko, refleksyjnie, przerażająco. Ale nie jest. Jest banalnie, bo przede wszystkim wiele do życzenia pozostawia tekst sztuki. Jest niby ironicznie, niby refleksyjnie i niby odkrywczo.

Siegoczyński odchodzi od filmowego oryginału, co akurat problemem nie jest. Losy postaci podążają nieco innymi drogami niż w filmie Curtiza. W rolę Ilsy w spektaklu wcielają się: Eliza Borowska, Aleksandra Bożek i Karina Seweryn, tworząc odpowiednio postać kobiety pełnej ciepła, feministki i pustej wewnętrznie lalki. Ricka gra Krzysztof Franieczek, zaś postać Laszla kreuje Grzegorz Falkowski.

Na tle ascetycznej scenografii, z wykorzystaniem projekcji multimedialnych i muzyki na żywo, snuje się opowieść o tym, że prawdziwej miłości nie ma, wojna jest zła, jej ofiarą padają głownie kobiety, podczas gdy mężczyźni tak naprawdę ekscytują się nią niczym mali chłopcy.  / Fot. Teatr PowszechnyJest tu jeszcze o feminizmie, wojnie płci, pustce popkultury. Tylko, że to wszystko już było i jeśli już koniecznie chce się do tych motywów wracać, by po raz kolejny powtórzyć widzowi, że wojna nie wygląda tak jak w filmie Curtiza (o czym zresztą dużo wcześniej mówił Umberto Eco, nazywając Casablancę „popkulturowym mitem”), a kobiety „od zawsze” były traktowane instrumentalnie, to trzeba znaleźć jakieś nowe środki wyrazu. 25-minutowa scena aktów seksualnych „wszystkich ze wszystkimi”, którą muszą obejrzeć widzowie, którzy po przerwie jednak wrócą na widownię, może do tego nie wystarczyć. Nie specjalnie przemawiają do mnie „żarty” w stylu „To twój szczęśliwy numerek” (kamera najeżdża na przedramię z wytatuowanym numerem); nadzy aktorzy zdążyli już zgorszyć stolicę w TR Warszawa jakieś 20 lat temu, a „tnąca się” Ilza Kariny Seweryn zamiast współczucia budzi niesmak.

Nawet jeśli u podstaw tego spektaklu miał leżeć jakiś głębszy sens, to realizacja zawiodła.
Współczuję z całego serca aktorkom, które muszą zmagać się z bliżej nieokreśloną wizją reżysera, starając się nadać jakieś kształty "ich" Ilzie. Tu wspomnieć należy zwłaszcza Aleksandrę Bożek. Na role męskie spuszczę zasłonę milczenia, bo „i śmieszno, i straszno”, i jeszcze sztucznie i „plastikowo”.

Ten spektakl, to zawód dla mnie tym większy, że dla mnie Michał Siegoczyński jest wciąż reżyserem świetnego monodramu Remigiusza Grzeli "Uwaga - złe psy!" ze świetną kreacją Małgorzaty Rożniatowskiej w roli szalonej żony Jerzego Szaniawskiego w Teatrze Wytwórnia. Może uda się jeszcze tak pełnokrwisty spektakl przygotować, bo tym razem lepiej raczej wypożyczyć DVD z filmową wersją "Casablanki". Przynajmniej wiadomo, że czeka na nas romansidło z propagandowym morałem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Casablanka jest Jjedna hitem kultowym i przecz z tymi ktorzy chca przy tym majstrowac nawet kosztem przeniesienia na deski teatru. Dostrzegam w tych zachowaniach pewna nieudolnosc weny artystycznej i idzie sie na tak zwane skroty przerabiajac podrabiajac wiele dziel klasyki filmowej teatralnej.Z Uprzejmoscia KL

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.