To jedyny tego typu festiwal w Europie wschodniej - w ostatni weekend lipca na zamku w Bolkowie, w woj. dolnośląskim, kilka tysięcy osób spotka się pod festiwalową sceną. Zobaczcie, czemu warto pojechać na tegoroczne Castle Party
Chris Corner był osobistością już za czasów Sneaker Pimps, a po debiutanckim singlu Kiss + Swallow i idącymi za nim dwoma fantastycznymi albumami jako IamX awansował do pierwszej dziesiątki najczęściej słuchanych w moim domu artystów. Nie miałam jak dotąd przyjemności zobaczyć tego zjawiska na żywo, jednak dostępne w sieci fragmenty i opinie szczęśliwców, którzy mieli, bardzo wzmagają uczucie głodu. Muzycznie IamX prezentuje coś pomiędzy brytyjską elektroniką sprzed dwudziestu lat, mrocznym trip-hopem z gatunku nieśmiertelnego Portishead, współczesnym quasi-elektronicznym punkiem a'la Bowie i eksperymentami w stylu nieodżałowanego Morthem Vlade Art. Wizualnie (co na koncertach nie bez znaczenia) Corner modnie bawi się formą, płcią i relacjami z publicznością, pozostając jednocześnie artystą awangardowym.
Torben Wendt, lider Dioramy, to kompozytor, wokalista, producent i... przystojniak. Na scenie typ współczesnego Mesmera- występ Dioramy będzie zapewne jednym z najbardziej oszałamiających tłum punktów programu tegorocznego Castle Party. Najnowszy album A different life jest brudny, mroczny i bardziej eksperymentalny niż poprzednie, ale to wciąż porządny kawał rytmicznej, tanecznej i zimnej choć analogowej elektroniki. Od czasów poprzedniej płyty panowie z Dioramy udoskonalili i tak rewelacyjne przeszkadzajki, trzaski i skrzypy, i choć wcześniejszy Amaroid nadal pozostaje moją płytą numer jeden, bez wątpienia nowe utwory w wersji koncertowej zmiażdżą mnie dokumentnie. To, że Diorama nie jest jednym z headlinerów festiwalu jest zapewne wynikiem zimnej kalkulacji organizatorów i dziwi wszystkich, którzy ich znają.
Kanadyjska legenda elektroindustrialu po raz pierwszy zagra w Polsce. Istniejący od ponad dwudziestu lat FLA powstał po odejściu guru muzyki elektronicznej Billa Leeba z także legendarnej formacji Skinny Puppy. Najważniejszą zaletą Leeba jako muzyka jest fakt, że nie jest fanem jednego sposobu grania, czego dowodzi kilkanaście jego pobocznych projektów muzycznych (które wszystkie mają zadeklarowanych wyznawców).
Szkoda, że poznałam muzykę Diary of Dreams już w okresie, kiedy jego szef Adrian Hates nieco obniżył artystyczne loty. Zespół wydał pierwszą płytę 1994 roku, wcześniej młodziutki Hates udzielał się na basie w Garden of Delight. Starsze płyty, choć nieco patetyczne, są bardzo emocjonalne, intymne i poruszające. Nowsze są może lepiej wyprodukowane, ale kompozycjom brakuje autentyczności. Stało się tak pomimo konsekwentnego trzymania się reguł gatunku zwanego dark-wave – czyli syntetycznego, elektrycznego rocka ery postindustralnej, z mocno wyeksponowaną rytmiką, z rzadka przetykanego surowym brzmieniem gitary, koniecznie z tragicznymi tekstami o samotności i niezrozumieniu. Bez względu jednak na subiektywną ocenę płyt, wypada napisać, że Diary daje fantastyczne koncerty, a na status megagwiazdy dark independent zapracował sobie w pełni zasłużenie. Widziałam ich na scenie trzykrotnie, i choć małe klubowe koncerty są zazwyczaj bardziej emocjonujące, w Bolkowie z pewnością zaprezentują się rewelacyjnie.
Nie możemy jakoś doczekać się w Polsce na Fields of the Nephillim, więc w Bolkowie wystąpi alter ego- coś jakby Fieldsi bez McCoya, NFD został bowiem założony przez byłych muzyków Fields Of The Nephilim, The Nephilim i Sensorium (co widać, słychać i czuć). Tak, wielu przypisuje im wtórność. Owszem, od klimatu Fieldsów specjalnie uciec się nie da, ale z drugiej strony kto by chciał?
Suicide Commando to energetyczne, mroczne, porażające belgijskie electro- EBM. Wyróżnia ich ciężki, szybki i monotonny bit z elementami noise i industrialu plus przesterowane wokale. Suicide Commando chwilami brzmi nieco tandetnie, ale to stylistyka szalenie u nas popularna i nie wątpię, że ich koncert będzie jednym z wyżej ocenianych przez publiczność, tym bardziej, że są niekwestionowaną gwiazdą szeroko pojętej sceny mrocznej elektroniki.
Fading Colours to rodzimy projekt. Pierwszą płytę wydali w 1995 roku, od tego czasu odchodząc stopniowo od gitarowych brzmień w stronę elektroniki z pogranicza dark-trance, dark–wave, folku i trip-hopu. Na uwagę zasługuje niezwykły wokal DeCoy. Zespół ma swoich wiernych fanów i grywa w Bolkowie regularnie.
Angelspit czyli cyberpunkowa lolita z Australii wystąpi w Polsce po raz pierwszy, zapewne zdobywając rzeszę fanek w kolorowym tłumie Castle Party już za sam strój. Zespół w udany sposób szuka swojego stylu czerpiąc garściami z istniejących na własnym podwórku trendów (kto zna Combichrist, wie o czym mówię). Ich debiutancka płyta opowiada o fantazjach szpitalnych.Zobacz także:
Artykuły
(75)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.47)
Wiek: 33 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
O mnie: Dziennikarka Obywatelska 2006 wg internautów, obecnie na w24 nieaktywna.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 20.07.2007 23:18
Ekstra. Czy są materiały obiektywne? :-)
Przemysław Trubalski 19.07.2007 22:57
No w końcu pisała dziennikarka obywatelska roku 2006 wg internautów!!
Paweł Mazur 19.07.2007 13:05
Oliwio miłej zabawy, na spalonej słońce ziemi zamku w Bolkowie, czy pod zamkiem ( bo tam lepsze imprezy) ';]
Autor usunął profil 19.07.2007 11:50
Świetna zapowiedź tej już kultowej imprezy na zameczku ;)
Gratuluje.
Oliwia Piotrowska 19.07.2007 11:21
szeroka relacja i zdjęcia będą, obiecuję :)
Autor usunął profil 19.07.2007 11:19
(+) Hm... moze to i wstyd sie przyznac, ale nie znam zadnego z tych artystow :-( Natomiast tekst swietny...
Łukasz Stafiej 19.07.2007 11:19
A moja bajka owszem:) Corner, FLA i LPD w jednym miejscu. Mniam. Czekam tylko az festiwal otworzy sie szerzej na neo-folk. Dziekuje za sprawny przeglad. Plus! Baw sie dobrze, Oliwio! I napisz, prosze, relacje:)
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +9109)