Facebook Google+ Twitter

Celtic wygrał z Barceloną. Wieczór cudów na Celtic Park

Jeśli któryś z piłkarzy Celticu po zakończeniu kariery wyda autobiografię, temu spotkaniu powinien poświecić osobny rozdział. Bardziej okazałego prezentu na jubileusz 125-lecia istnienia klubu nie mogli sobie wymarzyć.

 / Fot. EPA/BRIAN STEWARTWalka, walka i jeszcze raz walka. "The Bhoys" zagrali tak, jak się po nich spodziewano, stosując najprostsze - by nie powiedzieć prymitywne - środki. Zamiast dziesiątek podań, wystarczyło jedno. Zamiast kanonady strzałów, wystarczyły dwa uderzenia w światło bramki Victora Valdesa.

Neil Lennon jako piłkarz był znany z nieustępliwości. I tylko z niej (Wojciech Kowalczyk scharakteryzowałby go pewnie jako "bardziej drewnianego niż parkiet"). Jako że nie miał wiele do przekazania swoim zawodnikom w kwestii estetyki gry, zaszczepił w nich wyspiarską zadziorność z natężeniem ocierającym się o heroizm.

Od Ligi Mistrzów Celtowie odpoczywali dwa lata. W swoim ostatnim starcie w sezonie 2008/2009 zajęli ostatnie miejsce w grupie, za duńskim Aalborgiem. W Scottish Premier League, po karnej degradacji Rangersów, wieszczono im spacer po tytuł nr 44. Tymczasem w szeregi zespołu Lennona wkradła się demobilizacja, wygrali sześć z jedenastu spotkań, punktowo dorównuje im skromny Hibernian. Nie narzekającej na nadmiar wrażeń szkockiej publiczności pozostały derby Edynburga i Dundee, które nie są nawet namiastką klimatu piłkarskiej wojny domowej w Glasgow.

Konfrontacja z Barceloną to święto, ale w takich okolicznościach to wręcz karnawał. Przed dwoma tygodniami wicemistrzów Hiszpanii uratował w ostatnich sekundach Jordi Alba. Wczoraj zabrakło im czasu, sił i koncepcji, by choćby zremisować.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.