Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4017 miejsce

Cena pomocy – rozmowa z Dorotą Głowacką

Dorota Głowacka na tyle ochłonęła już po swoich wolontariackich "przygodach" w Elblągu, iż potrafi o nich opowiedzieć. Opieka nad chorymi dziećmi to, jak trafnie zauważył Edward L. Soroka, nie tylko bezgraniczna miłość, ale też okazja dla ludzi niezbyt uczciwych do znalezienia "łatwych" pieniędzy. Jeśli w dodatku są to ludzie z miejscowej "elity"– sprawa przybiera groteskowy obrót... Tyle, że groteska ta niszczy komuś życie.

Beata Traciak.:-Jak poznała pani pana S?
Dorota Głowacka.:-Gdy wiesz, że czas zabiera komuś każdą sekundę życia i zdajesz sobie sprawę z tego, że ciężko chore dziecko za chwilę stanie się roślinką-zaczynasz myśleć jak możesz pomóc.

Szukałam pomocy w Internecie. Zupełnie przypadkiem trafiłam na jeden z lokalnych portali. Zauważyłam, że mogę skontaktować się z redakcją przez live chat. Napisałam i... odezwał się pan S.- wydawca portalu. Zaoferował swoją pomoc.Tak właśnie się zaczęło.
Kim według pani był ów wydawca?

- Na samym początku sprawiał wrażenie bardzo pozytywne. Miałam wrażenie, iż na swej drodze spotkałam anioła. Byłam zachwycona tym, że jest chętny, by nam pomóc w ratowaniu śmiertelnie chorego chłopca.
Jaką pomoc mogła pani wtedy uzyskać?

-Redakcja portalu obiecała pomóc poprzez publikację apeli i historii choroby dziecka. Pod materiałami podane było konto Fundacji. Po krótkim czasie wydawca sam założył konto bankowe na rzecz chorego dziecka. Pytałam go o pozwolenie, ale pan S. Stwierdził, że wszystko jest absolutnie legalne. Skoro tak-nie wnikałam już w szczegóły.

Na łamach portalu pojawiło się mnóstwo czytelników, którzy wspierali rodziców chłopca. Ludzi, którzy wpłacali pieniądze na ratowanie życia chorego dziecka. Sama Pani Kasia Kowalska ofiarowała wtedy aż 5 tysięcy złotych. Była to największa kwota, jaka wpłynęła! Zapowiadało się pięknie.
Co wydawca zaoferował ze swojej strony?

- Pan S., jako wydawca, zaoferował nam pomoc w publikacji materiałów prasowych na łamach swojego portalu i legalną - jak twierdził - zbiórkę pieniędzy na rzecz chorego chłopca. Zaproponował nam też stworzenie fundacji. Pojawiły się nawet w miarę konkretne plany zrealizowania tego zamiaru. Niestety nie udało się... Problemem były pieniądze, jakie trzeba było od początku włożyć w przedsięwzięcie.

No cóż... Podejrzewam, choć dowodów nie znajdę, że wszystko było zaplanowane. Najgorzej, iż wciągnął w swój projekt, miedzy innymi poprzez moją osobę, wielu ludzi.
Jak przebiegała pani współpraca z wydawcą?

- Jak już wspomniałam, na początku było świetnie. Później nabrałam wątpliwości. Chociaż nie było to dla mnie łatwe, musiałam analizować każdy jego gest. Byłam ostrożna, ponieważ zbyt pięknie się wszystko zapowiadało.
Co wydarzyło się w trakcie organizowania pomocy dla Wojtka?

-Przede wszystkim powstały piękne plany nt. realizacji koncertu charytatywnego na jego rzecz a przy okazji licytacja fantów, jakie ofiarowali różni ludzie. Należały do nich: kilka cennych obrazów, pocztówki, płyty CD, zdjęcia zespołów muzycznych (z autografami artystów) i inne drobiazgi. W przedsięwzięcie zaangażowało się wielu ludzi i firm, jak również miejscowi kibice... Do dziś jestem im za to niezmiernie wdzięczna.
Jakiego rozgłosu nabrała wasza akcja pomocy?

- Akcja nabrała dużego rozgłosu w całej Polsce. Za granicą również znaleźli się chętni do ratowania chłopczyka. W akcję dołączyły się również inne portale internetowe oraz zespoły muzyczne. Jednak z koncert nie udał się, bo... wcale do niego nie doszło! Winię za to głownie wydawcę, gdyż nie wywiązał się z obietnic a wszystkich wprowadził w błąd...
W jakim momencie zorientowała się pani, że jest coś nie tak?

-Zorientowałam się w momencie, gdy pod jednym z opublikowanych materiałów pan S. umieścił informację o tym, że jestem odpowiedzialna za przekazanie zebranych pieniędzy rodzicom chłopca. Była to informacja nieprawdziwa. Nie miałam dostępu do konta bankowego ani też do strony internetowej, gdzie pan S. publikował materiały prasowe na temat Wojtusia.
Co przekonało panią ostatecznie o tym, że jest pani manipulowana?

- Przekonało mnie zachowanie wydawcy po koncercie "Mazowsza".
W dniu koncertu, a nawet około godziny przed koncertem, pan S. oznajmił mi, że w przerwie występu mogę stanąć ze skarbonką. Twierdził, że wszystko jest załatwione, wystarczy tylko iść.

Zgodziłam się, bo liczył się każdy grosz i każda chwila w życiu dziecka. Tłumaczyłam sobie, że to przecież walka o Wojtka. Byłam w szoku, gdy nie zostałam wpuszczona. Osoba kierująca ostre słowa w moją stronę myślała, że jestem pracownikiem redakcji pana S. Stało się tak dlatego, iż wydawca nie odbierał e- maili ani telefonów od organizatorów koncertu, którzy wyszli z inicjatywą zorganizowania zbiórki publicznej na rzecz naszego podopiecznego. Wróciłam do redakcji i wtedy po raz pierwszy doszło do małej sprzeczki między mną a panem S.
Jaka była pani reakcja na całe to zamieszanie?

- Trudno opisać, co czułam. Byłam wściekła i bardzo zawiedziona, przeszłam szok. Czułam, że jestem manipulowana i oszukiwana. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało. Chciałam sprawę w jakiś sposób wyjaśnić - niestety pan S. nie chciał o tym rozmawiać.
Jaka była pani decyzja?

- Pojawiła się szansa refundacji leku dla dziecka. W momencie, gdy pan S. się o tym dowiedział, zaprosił mamę chłopca na spotkanie, celem rozliczenia się ze zbiórki pieniędzy. Na prośbę mamy Wojtusia poszłyśmy tam we dwie. W spotkaniu wzięła również udział pani redaktor naczelna portalu. Podczas spotkania pan S. zaproponował zakończenie akcji pomocy i rozliczenie się z zebranych pieniędzy, ponieważ lek będzie refundowany. Spotkanie nie należało do przyjemnych. Padło wiele niemiłych słów, a wydawca. oświadczył, że dziecko nie dostanie pieniędzy na leczenie. Oznajmił również, że pieniądze przekaże na rzecz miejscowego hospicjum.

Ze względu na odrażającą atmosferę, postanowiłyśmy wraz z mamą chłopczyka opuścić redakcję. Doszłam do wniosku, że nie warto rozmawiać ani z naczelną ani z wydawcą. Pojawiły się też wątpliwości co do istnienia jakichkolwiek pieniędzy... Długo rozmawiałam na ten temat z mamą Wojtka i powiedziałam, że powinna sprawę zgłosić na policję. Powiedziałam również, że jeśli tego nie zrobi, to zrobię to ja. Tak właśnie się stało... Osobiście powiadomiłam policję i prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Od tego momentu zaczęłam przeżywać piekło. Po krótkim czasie pojawiły się problemy w moim życiu prywatnym. Pan S. zaczął mi grozić a nawet stał się moim cieniem. Straciłam wiele...
Co konkretnie czynił wydawca?

- Stał się niedostępny a nawet niebezpieczny. Zauważalna była w nim agresja w postaci gróźb pod moim adresem. Zaczęłam się go zwyczajnie bać jego osoby. Odgrażał się, że stracę pracę dom i rodzinę. Groził mi, że zrobi wszystko, abym została nikim i z niczym. Pomału zaczął spełniać swoje groźby.

Oczernił mnie na łamach swojej gazety, wypisywał kłamstwa na mój temat do Fundacji, opiekującej się Wojtkiem, pisał również brednie do prokuratury, policji a także do MSWiA oraz Rzecznika Praw Dziecka. Umieszczał kłamliwe komentarze na innych portalach. Wypisywał groźby na moją prywatną skrzynkę e-mailową jak i na komunikator gg. Przechowuję całą tę dokumentację, jako niepodważalny dowód. Ale i tak codzienność stała się dla mnie koszmarem.
Jaką kwotę udało się zebrać na łamach portalu pana S.?

- Pan S. na łamach swojego portalu (a później na policji) przyznał się do kwoty ok. 25 tysięcy złotych. Z materiałów sądowych wynikało z kolei, że zebrał ok. 30 tysięcy złotych. Dodam tylko to, że jestem także w posiadaniu kserokopii akt sprawy.
Jak wyglądała praca elbląskich organów sprawiedliwości?

- Nie powinnam oceniać pracy policji, prokuratury czy sądu, ale mam jej prywatnie wiele do zarzucenia. Uważam, że postępowanie prowadzono źle. Dlaczego? To proste. Pominięto wiele wątków w sprawie, nie przesłuchano żadnych świadków, których zgłosiłam we wniosku, a miało to wielkie znaczenie dla sprawy.

Był nawet taki moment, że to ja byłam wezwana jako sprawca czynu. Wydawca próbował oskarżyć mnie o prowadzenie zbiórek publicznych bez wymaganych dokumentów. W późniejszym czasie udowodniono jednak, że to pan S. kłamał, nie ja.
Jak zachowywała się prasa?
-Miejscowa? Unikała tematu, niewiele chciano o tym pisać i mówić? Dlaczego? Któż to wie...Próbowała interweniować red. A. Pawłowska z Radia Maryja, ale nie powiodło się. Sprawa wówczas była w toku, wyroku nikt nie był w stanie przewidzieć. Lepiej poszło matce chłopczyka z Polsatem. Ci się nie przestraszyli. Sąd w jakiś sposób musiał się liczyć z ich opinią.
Jaki był prawny finał sprawy i czy zebrane pieniądze trafiły do Wojtusia?

-Przede wszystkim umorzono sprawę, której nie powinno się umorzyć. Nie wyjaśniono gdzie są pieniądze ze zbiórki i do tej pory nie rozliczono wydawcy z funduszy, jakie zebrał na leczenie chłopca. Przypomnę tylko, że mowa to o ok. 30 tys. zł publicznych pieniędzy.

Sąd niestety nie dał mi możliwości swobodnej wypowiedzi, co miało duże znaczenie w sprawie. Nie przesłuchano również, jak mówiłam, osób wskazanych przeze mnie we wniosku. Poświadczyłyby one o tym, że pan S. kłamał.

Sprawa zbiórki została umorzona, a pan S. za zbieranie pieniędzy bez wymaganych zezwoleń został ukarany karą grzywny w wysokości... 200 złotych.
Za wprowadzenie policji i prokuratury w błąd oraz fałszywe oskarżenie mnie otrzymał rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat, 1.500 zł grzywny. Musi też pokryć koszta sądowe oraz orzeczony nadzór kuratora.
Co do mnie, straciłam w Elblągu dobre imię. Jednak to rodziców i samo cierpiące dziecko skrzywdzono najmocniej! Tego nikt już im nie zwróci.
Dziękuję za rozmowę i życzę w przyszłości więcej szczęścia do ludzi.
Źródła:
http://www.interwencja.polsat.pl//Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/Archiwum__News,5800/Obiecali_Pomoc_Nie_Wplacili_Ani_Grosza,765222/index.html
http://www.elblag.net.pl/7,17493,Czy-darczyncy-zostali-oszukani-przez-elblaski-portal.html
http://dziennikelblaski.wm.pl/zbiorce-pieniedzy-przez-elblaski-portal-przyjrza-sie-policjanci-z-ostrody,2491
http://www.info.elblag.pl/7,17788,TV-Polsat-w-sprawie-zbiorki-prowadzonej-przez-elblaski-portal.html

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

aleks
  • aleks
  • 16.04.2012 19:14

W związku z prowadzonym przez e-Kancelarię Grupę Prawno Finansową S.A.,
postępowaniem w sprawie 163784/PTK4, poszukujemy kontaktu z osobą
decyzyjną w SEBASTIAN BONA-KUCHEJDA CHILLI MEDIA. Sprawa jest
pilna, czekamy na kontakt z Pani/Pana strony lub przekazanie tej
wiadomości osobie odpowiedzialnej za daną działalność.

e-Kancelaria GPF S.A.
ul. Gen. Józefa Bema 2
50-265 Wrocław
71 327 28 20

Komentarz został ukrytyrozwiń
Karolek
  • Karolek
  • 22.03.2012 12:01

Bardzo ciekawy artykuł,którego głównym i negatywnym bohaterem jest pan S. - czyli Sebastian Bona-Kuchejda , znany w Elblągu, wielokrotnie karany oszust i naciągacz nazywający siebie "wydawcą i redaktorem naczelnym" pewnego skompromitowanego już elbląskiego portalu internetowego.
Działając od 2005 roku, pomimo nie zarejestrowanej legalnie działalności gospodarczej współpracował z pełniącym wówczas stanowisko komendanta elbląskiej KMP Wacławem Brudkiem , w ramach "wdzięczności i ścisłej współpracy" robił w tym czsie dla komendanta B. portal internetowy o bardzo podobnej nazwie do swojego , do którego pan B obecnie były już komendant ,desantował się po nagłym i nie spodziewanym przejściu na "zasłużoną emeryturę "
Jakie były motywy tej " współpracy" wysokiego rangą i stanowiskiem funkcjonariusza z oszustem możemy się tylko domyślać...
Faktem natomiast jest, że od tego momentu działalność przestępcza i bezkarność wzrastała do czasu aż grunt pod nogami SBK stał się tak gorący,że zmuszony został emigrować do Trójmiasta( z całym bagażem prawomocnych wyroków) , na jak długo ? zobaczymy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
śledzący temat
  • śledzący temat
  • 10.03.2012 18:42

sami zobaczcie:

http://dziennikelblaski.wm.pl/ukarany-za-zbiorke-pieniedzy-dla-wojtusia-bez-zezwolenia,5205

Komentarz został ukrytyrozwiń
karolina
  • karolina
  • 26.02.2012 16:59

Dobrze,że jesteś Dorotko :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tak
  • Tak
  • 25.02.2012 22:13

Tak, to bardzo dobry CZŁOWIEK !

Komentarz został ukrytyrozwiń
hania
  • hania
  • 25.02.2012 21:40

Wspaniała osoba o wielkim sercu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
Do Ad rem
  • Do Ad rem
  • 24.02.2012 17:25

@Ad rem

Tobie w walce na argumenty- pomoże tylko tow. Lenin !

Komentarz został ukrytyrozwiń
Zilo
  • Zilo
  • 24.02.2012 17:02

A ja jestem jej fanem link

Komentarz został ukrytyrozwiń
Marian Krępski
  • Marian Krępski
  • 24.02.2012 17:00

Panie "Ad rem" - cała Pańska wypowiedź NIE JEST "ad rem". Nie widzę powiązania pomiędzy treścią wywiadu a Pańskim komentarzem. Czy publikuje - czy nie - to sprawa redakcji W24, nie Pana. Toteż przytyk w rodzaju "z uporem maniaka" świadczy chyba o... zazdrości. A to uczucie nieładne, Panie "Ad rem".
O losie Pani Pezo (lub Głowackiej, to także JEJ problem, w żadnym wypadku nie Pański) także nie decyduje Pan. I chyba bardzo dobrze, bo na kilometr czuć od Pańskiej wypowiedzi pogardę dla każdego, kto nie jest Panem (lub Panią, tego nie zweryfikujemy).
Proszę więc albo naprawdę DO RZECZY - albo czas przestać komentować coś, co widać Pana przerosło.

Komentarz został ukrytyrozwiń
XYZ
  • XYZ
  • 24.02.2012 16:46

Przecież p. Dorotka wie, jakie ma nazwisko. Co ty jej w dowód zaglądasz? a co do p. Beaty, to nie widzisz co pisze? ślepy jesteś?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.