Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15138 miejsce

Cena świętego spokoju czyli o Hutniku i Garbarni słów kilka

Kilka miesięcy temu, podczas piłkarskiego halowego turnieju juniorów młodszych, który drużyna Garbarni wygrała – zaistniał problem sposobu wyłonienia króla strzelców tejże imprezy.

Juniorzy młodsi Garbarni jeszcze mają szansę na tytuł Wicemistrza Krakowa / Fot. Kuba WiśnickiPonieważ na czele listy snajperów znajdował się zawodnik Brązowych oraz piłkarz drugiego finalisty tej imprezy z równa ilością zdobytych goli, po zakończeniu meczu o 1. miejsce jury zastanawiało się, czy w celu wyłonienia najlepszego strzelca nie zarządzić konkursu rzutów karnych dla tych dwóch zawodników. Wszak byłoby to widowiskowym zwieńczeniem bardzo dobrze zorganizowanej imprezy. Tymczasem zawodnik Garbarni przyniósł z szatni egzemplarz Regulaminu Turnieju, który został wręczony wszystkim zespołom przed zawodami i z którym trener Stanisław Śliwa zapoznał wszystkich swoich podopiecznych.

- Zawsze zalecam swoim zawodnikom zapoznanie się z regulaminem, gdyż w przypadku kwestii spornych mogą oni sami zasygnalizować problem, którego ja lub kierownik możemy nie dostrzec. Znajomość reguł, które obowiązują wszystkie zespoły, nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wręcz odwrotnie - to nieznajomość zasad, zwłaszcza w przypadku różnorakich turniejów, w których organizatorzy układają reguły różniące się od siebie niuansami, szkodzi - powiedział mi opiekun Młodych Lwów.

W przytoczonej przeze mnie sytuacji sympatyczny młody piłkarz z Ludwinowa wskazywał na zapis, w którym zostało określone, że w przypadku równej ilości zdobytych goli tytuł króla strzelców przypada zawodnikowi zespołu, który zajmie wyższą lokatę w końcowej klasyfikacji turnieju. Ponieważ Garbarnia turniej wygrała, statuetka dla najlepszego snajpera automatycznie przypadła właśnie jemu. Chłopak nie widział konieczności rozgrywania konkursu rzutów karnych jako swoistej dogrywki, ponieważ w myśl ustanowionego prawa on już był zwycięzcą.

Gdyby nie jego czujność i wpajana przez trenera chęć zapoznania się z zasadami, rzuty karne pewnie by rozegrano. Ich rezultatu nie da się przewidzieć, bo choć zapewne są widowiskowe, to jednak jest to zawsze pewnego rodzaju loteria. Dziś nie jest ważne, czy piłkarz obawiał się przegranej, czy też śpieszył się na spotkanie z dziewczyną: ważne jest to, że potrafił skorzystać z ustalonych wcześniej zasad, które obowiązują wszystkich uczestników.

Od kilku sezonów jestem stałym bywalcem zimowych rozgrywek juniorów w hali. Od czasu kiedy w 2009 roku po wicemistrzostwo Krakowa, a następnie Małopolski sięgała ekipa Roberta Włodarza, mająca w składzie Mateusza Cebulę, Filipa Zelka, Krzyśka Jamkę, Gjentijana Haxhijaja (choć akurat "Dżenti" borykał się w tym czasie z kontuzją), Mariusza Stokłosę, Kamila Irzyka, Michała Lelka, Pawła Dobruckiego czy Sebastiana Tylka (przepraszam, że nie wymieniam wszystkich, ale nie jestem w stanie przytoczyć z pamięci więcej nazwisk na potrzeby niniejszego tekstu) - ciągle czekam na podobny sukces młodych Garbarzy. Jeden z zapalonych sympatyków Garbarni, który obserwował tamte turnieje, powiedział mi wtedy o sukcesie Młodych Lwów w ten sposób: "To jest właśnie piękne w piłce. Nieważne ile masz kasy, skąd jesteś, ważne jak bardzo kochasz to co robisz”. Miał zapewne na myśli stan klubowej bazy i organizacyjnych możliwości Garbarni w porównaniu do klubów, które zostawiła w pokonanym polu, bądź do tych, z którymi toczyła wyrównane boje; tak jak z Wisłą. Skomentowałem wtedy jego słowa na gorąco, że zapewne ma na myśli piłkę juniorską, bo później już tak różowo nie jest.

I było coś w tym na rzeczy, że juniorzy z takiego klubu jak nasz - biednego, małego, przez ogromną część swojej historii bezdomnego - toczyli walkę na boisku jak równy z równym z klubami mającymi ekstraklasowe drużyny i profesjonalne zaplecze. Ten sukces miał wymiar nie tylko sportowy, pozwolił uwierzyć, lub raczej umocnił wiarę w sens sportu. To właśnie boisko zweryfikowało piłkarskie umiejętności zespołów, bo na nim zawodnicy byli – wszyscy bez wyjątku - równi. Wobec rywali, wobec sędziów i wobec regulaminów...

Sport młodzieżowy charakteryzuje się właśnie tym, że choć czasem zawodnikom brakuje sił i umiejętności, to jednak nigdy nie brakuje im ambicji i zaangażowania. Czyli tego, na niedostatek czego narzekamy niekiedy w „dorosłych” zawodach. Na boisku w rozgrywkach juniorskich na ostateczny rezultat wpływ mają umiejętności zaprezentowane na boisku, poparte właśnie ambicją, zaangażowaniem i wolą walki. I to jest w porządku. Oczywiście, że dorośli (rodzice, krewni, trenerzy, działacze) w rozmaity sposób próbują „pomóc” swoim podopiecznym w osiągnięciu korzystnego rezultatu. Jeśli jest to motywacja pozytywna, zachęcająca do większego wysiłku, wyzwalająca chęć rywalizacji, ale w ramach szeroko pojętych zasad fair-play – wszystko jest w porządku.

Gorzej, jeśli na wynik usiłuje się wpłynąć z naruszeniem zasady równości, w tym przypadku zasady równości wobec regulaminu. A rzecz taka miała miejsce w spotkaniu juniorów młodszych Hutnik – Garbarnia, o którym chcę napisać. Niniejszym zaneguję wynik z boiska, ale jednak postaram się udowodnić, że został osiągnięty z naruszeniem, złamaniem, zlekceważeniem (aby nie używać mocniejszego słownictwa) regulaminu rozgrywek, który był dostępny dla wszystkich zainteresowanych przed rozpoczęciem Halowych Mistrzostw Krakowa Juniorów Starszych i Młodszych w sezonie 2011/12. Nie dość, że tenże regulamin został złamany, to jest jeszcze na to przyzwolenie ze strony organizatora, który sam tenże regulamin ustanowił, a to już zakrawa na czystą kpinę…

Ale po kolei. W bieżącej edycji Halowych Mistrzostw Krakowa juniorów młodszych zespół Stanisława Śliwy spisuje się rewelacyjnie, plasując się w pierwszej czwórce tych rozgrywek. Zdecydowanie przeważa nad wszystkimi Wisła Kraków, natomiast o drugą lokatę walczą Hutnik, Garbarnia i Cracovia. Wicemistrzostwo jest akurat o tyle istotne, że jego zdobycie premiowane jest awansem do stawki finałowej na szczeblu Małopolski. Po sukcesie ekipy "Makarona" z 2009 roku doczekaliśmy w Garbarni zespołu mogącego powtórzyć tamten sukces. Nie będę miał pretensji o to, jeżeli zawodnicy tego nie zrobią, bo w pewnym momencie usiłuje się ich pozbawić równości wobec regulaminu…

W siódmej kolejce tych rozgrywek, 8 stycznia tego roku Brązowi zmierzyli się w spotkaniu z Hutnikiem. Wynik na boisku, po bardzo dramatycznym przebiegu spotkania i golu strzelonym w ostatniej niemal sekundzie spotkania to 4-3 dla Hutnika. Mecz był godny rywali, szybki, zacięty, ze zmiennym przebiegiem akcji. Po spotkaniu zawodnicy podali sobie ręce, a Stanisław Śliwa zajął się obliczaniem szans na awans w obliczu pozostałych spotkań.
Jednakże uważni obserwatorzy dostrzegli, że w zespole Hutnika wystąpiło dwóch zawodników, którzy grali już w tej edycji halowych rozgrywek, tyle że w ekipie …juniorów starszych.

Oczywiście nominalnie są to juniorzy młodsi, tyle że Regulamin Zimowego Halowego Turnieju Juniorów Starszych i Młodszych w § 3 punkt 2 stanowi:
„Zawodnik może być dopuszczony do gry tylko w jednym zespole tego samego klubu, z wyjątkiem bramkarza. Bramkarz traktowany jest jak w rozgrywkach Małopolskiej Ligi Juniorów.”

Sprawa ewidentnie czysta i prosta: skoro obaj zawodnicy zagrali - a zagrali - w spotkaniach juniorów starszych tej edycji HMKJ, to nie mieli prawa wystąpić w spotkaniu z Garbarnią, które miało swój ciężar gatunkowy. Przesunięcie tychże zawodników wzmocniło ekipę Hutnika przed spotkaniem z Brązowymi, jeden z nich nawet zdobył gola na 3:3.

Tymczasem okazuje się, że juniorzy młodsi i starsi Hutnika to dwa osobne podmioty prawne. Nie zagłębiając się w szczegóły, formalnie są to dwa odrębne kluby. I między nimi rzekomo dokonano transferu tychże zawodników, co już dozwolone jest. Organizator rozgrywek stwierdził, że nie widzi w tym nieprawidłowości i protesty Garbarni nie zostaną uwzględnione. Moim zdaniem, gość chce mieć po prostu święty spokój. Miałby go Pan, Szanowny Panie Organizatorze, gdyby w myśl Regulaminu, na którego straży ma Pan zresztą stać – czuwał Pan nad prawidłowym przebiegiem rozgrywek, bo taki obowiązek nakłada ten dokument na Pana. Decyzja powinna zostać podjęta z urzędu, jej brak jest niedopełnieniem obowiązków z Pana strony.

Zasłona dymna w postaci dwóch różnych podmiotów prawnych być może jest wygodna w sposobie prowadzenia działalności przez nowohuckich działaczy, jednak w tym turnieju zawodnicy występują pod jednym szyldem: Hutnik i obojętnym jest, jak różnią się litery przed główną nazwą. Jeśli nawet tak jest, to ciekaw jestem czy te podmioty wniosły do MZPN stosowne, wymagane opłaty.

Przyjęcie tego pokrętnego wytłumaczenia w tych rozgrywkach za dobrą monetę jest sprzeczne z zasadami fair-play, zgodnie z którymi ma przebiegać rywalizacja sportowa młodzieży, co jest jednym z głównych celów wyznaczonych przez organizatorów zawodów. Stawianie w ten sposób ponad prawem Hutnika wobec innych zespołów, które nie mają możliwości takich roszad w swych składach (choć na pewno kilku juniorów młodszych grających w starszej rocznikowo ekipie, a która już zakończyła rozgrywki, na pewno przydałoby się trenerowi Wisły Jackowi Matyji na mecz ostatniej kolejki właśnie z … Hutnikiem) jest niedopuszczalnym nadużyciem.

A jeśli się na to godzimy, to jest to dowód na to, że degrengolada sięga nawet futbolu młodzieżowego. Jeśli za taką cenę organizatorzy chcą mieć święty spokój, to można im tylko pogratulować świetnego samopoczucia. Ale, Panowie, w ten sposób pokazujecie młodzieży już na starcie przygody z futbolem, jak sobie można pewne rzeczy ułatwić.

Nie mam pretensji do zawodników Hutnika, którzy na boisku zagrali, wygrali i cieszyli się ze zwycięstwa. Być może nawet nie wiedzieli, że w tym spotkaniu grać nie powinni. Ale mam pretensje do ich opiekunów, którzy łamiąc zasadę równości wszystkich zespołów wobec Regulaminu Turnieju złamali także ideę fair-play, w dodatku udają, że przecież nic się nie stało i wszystko jest w porządku. W takim samym, może nawet większym stopniu, zawinili także organizatorzy Turnieju, którzy z urzędu powinni stać na straży tychże zasad, a dopuszczają do ich łamania i, co tu kryć, najnormalniej je firmują własną etykietą. To wy Panowie jesteście winni, że młodzi zawodnicy otrzymują taką lekcję, poprzedzoną pogadankami o ideałach w sporcie.

Nie liczę na to, że ten tekst przyniesie zmianę stanu rzeczy. Nie dziwię się rozgoryczeniu szkoleniowca Garbarni, który pyta, jak ma teraz wejść do szatni i powiedzieć chłopakom, że Regulamin Turnieju, z którym radził im się zapoznać, w zasadzie mogą teraz wykorzystać w roli papieru toaletowego.

To nie jest dla nich lekcja pokory, to jest dla nich lekcja upokorzenia. W wieku 16 lat doskonała szkoła, mająca wychowywać poprzez uprawianie sportu.
Cena świętego spokoju, o którym pisałem wyżej, jest bardzo wysoka. Szkoda tylko, że nie zapłaci jej ten, który tego spokoju pragnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Olaf
  • Olaf
  • 04.02.2012 09:53

Życie....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.