Facebook Google+ Twitter

Cenzura w Polsce coraz bliżej. Zaprotestuj 23 stycznia!

Od kilku miesięcy w internecie aż huczy, a to wszystko za sprawą rządowego pomysłu dotyczącego cenzury. Środowisko internautów jest oburzone. Czyżbyśmy wracali do czasów PRL?

 / Fot. Paula Mozdrzewska

Dozwolony użytek


Podsekretarz Stanu w MSWiA Adam Rapacki ma już pomysł na piractwo w sieci - (źródło: capital24.tv)"Grupa Internet przygotowała kilka propozycji rozwiązań ustawowych nad którymi będziemy się za chwilę musieli zastanowić, a między innymi wyeliminowanie tego dozwolonego użytku, które pozwala ściągać na przykład pliki muzyczne i przechowywać u siebie, to tak jakbyśmy dali przyzwolenie na dokonywanie kradzieży w sklepie..." - co ciekawe Małgorzata Woźniak z Wydziału Komunikacji i Promocji Biura Ministra udzieliła takiej odpowiedzi:
"tematyka konferencji prasowej (...) sprowadzała się przede wszystkim do programów i gier komputerowych". W takim razie skąd w wypowiedzi p. Rapackiego znalazła się informacja, która dotyczy muzyki? Nie wiadomo, pewne jest natomiast, że wg p. Rapackiego ściąganie plików z muzyką z internetu to kradzież. Pani Małgorzata Woźniak w swojej informacji (źródło: tłumaczy) powołuje się na art. 278. § 2, który faktycznie mówi, że kradzieżą jest uzyskiwanie cudzego programu komputerowego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, ale nic nie mówi na temat plików muzycznych, trzeba również zaznaczyć, że p. Woźniak nie może się zgodzić z zarzutem "przyrównując dozwolony użytek do kradzieży minister Rapacki w pewnym sensie pomówił osoby, które korzystają z tego ustawowego uprawnienia, o działanie, które jest kradzieżą." i wyraźnie podkreśla, że jeżeli w kodeksie karnym występuje kradzież to sprawca kradzieży jest złodziejem.

Cenzura w imię czego?


Nowa wersja przepisów wprowadzających Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych budzi nie mniej kontrowersji. O wpisie bądź wykreśleniu ma decydować sąd, a cały rejestr ma być publiczny. Tu pojawia się pewna wątpliwość, czy ten rejestr nie stanie dobrze opracowanym katalogiem stron pedofilskich, a to wszystko w imię walki z pedofilami. Każdy świadomy użytkownik Internetu wie, że nie da się skutecznie zablokować na poziomie ISP dostępu do danej strony. Dlaczego zatem rząd za pieniądze podatników pomaga pedofilom w odnalezieniu takich materiałów w sieci?
W nowej wersji przepisów nie znajdują się już zapisy o stronach propagujących nienawiść czy faszyzm, są natomiast zapisy o treściach, które mogą narażać użytkowników Internetu na zagrożenie. Na tym etapie prac widać jednoznacznie, że rząd za wszelką cenę chce ocenzurować internet. Podczas konsultacji społecznych nie było żadnego przedstawiciela telekomów. Obecnie w Wielkiej Brytanii oceniono, że walka z piractwem, blokowanie stron, czy odcinanie użytkowników od internetu (Taki zamiar przedstawił p. Rapacki) kosztuje znacznie więcej niż wynoszą starty właścicieli praw autorskich. Jak to zatem jest, że rząd tworzy prawo, które działa tylko i wyłącznie na korzyść pewnej grupy biznesowej?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (31):

Sortuj komentarze:

warszawiak
  • warszawiak
  • 31.10.2010 09:47

Dyktatura władz politycznych , policji politycznych , Kościoła Katolickiego + koniec wolności , swobody,
schodzimy do podziemia , to w tzw. "komunie " nie robiono tak , ani u Hitlera .
Co jest o zapowiedziach demokracji z lat 1989r ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Andrzej Kierski : Jak mniemam dziś został Pan poczęty?! Tak więc Panu wyjaśnię, że cenzura jaka by nie była służy tylko władzy. Podam przykład.. zamieszczam tu obok komentarza zdjęcie pedofilskie, po czym zgłaszam policji, że ta strona publikuje takie zdjęcia... Zaraz Pan powie, że przecież moderatorzy usunąć te zdjęcia... tak, ale powiedzmy,że ta strona to moja konkurencja, a ja posiadam spory botnet i co wtedy zrobią moderatorzy, jak co 1s pojawiać się będzie 100 zdjęć? Nic nie zrobią, a strona zostanie zablokowana w ciągu 6h. Polecam dokształcenie się w zakresie sieci i dopiero później wygadywanie takich bzdur.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju Kierski - dotychczasowe zapisy prawa w żaden sposób nie bronią prawa autorskiego i należy tworzyc kolejną misterną prawną pułapkę? Czy zdaje Pan sobie sprwaę, że obywatele zachodnich demokracji dają sobie radę podpierając się dziesięciokrotnie mniejszą liczbą legislacji niż ta co obowiązuje obywatela Naszej Najjaśniejszej. Wschodni blichtr i napuszenie. A maluczcy w prawnej ciemnocie - to jest to co jeszcze nam najbardziej do szczęścia potrzebne.
Hamurabi stworzył bardzo prosty kodeks. A adwokaci budując przez tysiąclecia swą potęgę zadbali o odpowiedni jego rozwój dla własnych korzyści. A tu szczególnie - mimo tysięcy absolwentów prawa dostęp do prawnej pomocy jest praktycznie żaden. Co rząd to teczka grubieje miast stawa się cieńsza. "Teczka" praw i obowiązków obywatelskich. Mało kto się już w tym wszystkim łapie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszelkie rozporządzenia UE działają wprost. Jeśli natomiast w Polsce pracuje się nad krajową ustawą w tym względzie, to nie chodzi o unijne rozporządzenie lecz raczej dyrektywę. Nie narzuca ona w sposób bezwzględny niczego lecz określa pewne minimalne wymogi. Może też zwierac różnorakie wyłączenia o które mogły się ubiegac określone kraje (w określonym czasie, rzecz jasna). Niestety, często się okazuje, że Polska nie walczy o jakiekolwiek wyłączenia i "łagodniejsze" traktowanie. Bardzo często natomiast się zdarza, że samorzutnie "występuje przed szereg", zaciskając własnego pasa i wprowadzając przepisy zdecydowanie ostrzejsze od obowiązujących w innych krajach unii. Tak jest na przykład z ustawami związanymi z ochroną środowiska, które nie tylko mocno ograniczają rozwój ale momentami rujnują samo środowisko. A pamiętacie pomysły naszych legislacyjnych matołków o niezbędności krycia ścian obór kafelkami? Podejrzewam, że nasi nawiedzeni twórcy tworzą kolejną bzdurę i powołają kolejny urząd po to by za rok biadolic o mizerii państwowej kiesy i konieczności oszczędzania na pacjentach szpitali.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Protestuję!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

To są zapowiedziane cuda Donalda Tuska i jego ekipy,a tak go młodzi popierali? i co dalej będzie kontrola jakiego papieru toaletowego używamy ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Witoldzie,
mam ochotę kontynuować dyskusję, ale odnoszę wrażenie, że ciut zalewamy wątek ;) Spróbuję bardziej skompresować swoje przemyślenia, ale na pewno ucierpi na tym jasność formułowanych myśli..

Spodobała mi się pańska uwaga odnośnie odbioru społecznego Internetu. Właśnie, większość ludzi jest dziś przekonana, że dostęp do Internetu jest niczym przyrodzone prawo naturalne. Nie negując (i będąc zwolennikiem) ogromnej roli jaką odegrał i wciąż odgrywa Internet (pozytywnych i negatywnych konsekwencji), wydaje mi się właśnie, że tu dochodzi do nieporozumienia. Internet to dobrodziejstwo, z którego korzystamy "z łaski" USA (podobnie jak GPS) a nie absolutnie i niepodważalne prawo dane obywatelom.

Swoboda i anonimowość internautów naruszane są za każdym razem gdy jakiś bit informacji zostanie wczytany, przesłany i zapisany, a to już stanowi inherentny element sieci i nie da się tego zmienić (póki co). Korzystając z Internetu zgadzam się na to, że wszystko co robię będąc podłączonym do Internetu stanowi potencjalne zagrożenie. Bardziej obawiam się niektórych internautów niż bardziej lub mniej demokratycznie legitymizowanej władzy.

Jeśli chodzi o prawo UE, to pisząc prawo pierwotne mam na myśli traktaty i tym podobne, wtórne to akty prawa wydane w procedurach przewidzianych w UE.

Co do pierwszeństwa prawa. Oczywiście, sędziowie Trybunału nie byli jednomyślni, jak pisałem, to sprawa kontrowersyjna i dyskusyjna. Konstytucja ma ograniczać władzę państwową, także przy zawieraniu umów międzynarodowych, jendak UE stanowi tutaj instytucję wyjątkową. Jest precedensem w historii świata. Jej działania nie da się opisać w kategoriach klasycznego prawa międzynarodowego i prawa konstytucyjnego. Moim zdaniem, jedynym legalnym sposobem na zmianę tego stanu rzeczy jest wyjście z UE. Kto nie chce, nie musi się bawić w ten cyrk, a przecież Polacy sami w referendum wyrazili chęć zabawy we wspólnej piaskownicy. Co oczywiście nie zmienia mojego zdania, że słusznie krytykuje się Unię za deficyt demokratycznej legitymizacji jej działań, i że powinno się legalnie dążyć do zmiany tego stanu rzeczy.

Odnośnie "płaszczyku" to chodziło mi nie o motywację ukrywania swoich działań, ale o to, dlaczego od razu zakłada się, że władza dąży do założenia kagańca wolnej myśli. Nie jest to nielogiczne założenie, ale moim zdaniem zbyt daleko idące. W ten sposób wypracowany dorobek demokracji możemy śmiało odrzucić. Pozostaje nam jeszcze anarchia.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 20.01.2010 19:56

Maciej Meller

Rząd musi znać nastroje społeczne przejawiające sie w związku z wprowadzeniem w życie tak nie popularnych rozporządzeń UE jakby choć tych, które dotyczą ograniczenia stron internetowych. Być może nadmiernie propagowana idea (że internet to największa swoboda dla obywatela,) wytworzyła w odbiorze społecznym takie przekonanie, ze tego najwyższego prawa (wolny Internet) nie może ruszyć żadna siła prawna (jeśli nie jest złamane szczególne prawo-bezpieczeństwo kraju), a tym bardziej ideologicznie nastawieni urzędnicy UE wysokiej rangi, którzy w drodze anektowania kolejnych obszarów swej władzy, chętnie zerkają na przestrzeń wirtualną. Być może, że jest to moja niesprawiedliwa ocena. Chociaż istnieją wypowiedzi znaczących polityków europejskich świadczących o takiej niewesołej dla obywateli tendencji. Nieobce są rządowi takie praktyki jak lobbing. Występuje również lobbing internautów. Można go ograniczyć, ale też dostrzec w nim pozytywne elementy (aktywność społeczna-czasami jedyne kontakty towarzyskie). W artykule Sylwii Czukowskiej „E-cenzura w Internecie” dziennik-Gazeta Prawna 19 styczeń 2010 autorka zamieszcza wypowiedź Mariusza Cieślika prezesa Internet Society Polska,-który dostrzega w poczynaniach rządu powrotu do praktyk przed 1989 r. Jego teza pokrywa się ze stanowiskiem ekspertów (ograniczenie wolności słowa w sieci). ISP to organizacja o charakterze międzynarodowym wspomagająca rozwój globalnej sieci. I jeśliby doszło do konfliktu (limitować czy też nie) właśnie pomiędzy prawem pierwotnym a prawem wtórnym (ten podział wynika z prawa wspólnotowego) no to co wtedy będzie ważniejsze. Myślę, ze pierwszeństwo mają państwa członkowskie. Mogę sie mylić. „Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym. Telefony komórkowe, Internet, superszybkie cyfrowe systemy przekazu danych, które zbliżają do siebie niegdyś odległe światy mediów radiowo-telewizyjnych i telekomunikacji, stanowią nieodłączny element krajobrazu czasów rewolucji informatycznej – w domu, w szkole i w pracy. Komunikacja nie podlega już prawie żadnym ograniczeniom, ani czasowym, ani geograficznym”-według portalu http://europa.eu/pol/infso/index_pl.htm Jedno piszą, a drugie robią.

O Konstytucji RP i jej prawach-wypowiedziałem sięe indywidualnie. Jasne, że wszyscy podlegamy. I kwestia porządku prawnego-zgadzam się, że istnieje ta równoległość, o której Pan napisał w swym komentarzu, lecz jednak pojawiają się wykluczające się stanowiska w interpretacji wyższości jednego prawa nad drugim. Sędziowie Trybunału Stanu są podzieleni w tym względzie. Mi bardziej odpowiada opinia sędziny TS Krystyny Pawłowicz, która odniosła się krytycznie wobec prymatu prawa wspólnotowego nad krajowym.
„Nie rozumiem też dlaczego pod płaszczykiem walki z pedofilią ma w najlepsze rozwijać się walka z wolną myślą” -a co maja powiedzieć wprost –że zamykamy buzie blogerom, dziennikarzom w Internecie-po prostu źle sie czujemy przy odmiennych opiniach i wolna myśl to największe zło demokracji. Muszą coś kombinować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W imię czego garstka towarzyszy partyjnych (PO, PiS lub inna wanda) ma narzucać nam swoją wolę? Fakt, mają władzę i siłę (policja i inne..), ale komuniści też mieli...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odnośnie komentarza pana Witolda mam dwie uwagi:

1) Nie bardzo wiem, jak co rząd miałby zrobić w sprawie rozporządzenia UE. Przystępując do tego mechanizmu państwo polskie zgodziło się na związanie się zarówno prawem pierwotnym, jak i wtórnym UE. Z tego wynika, że jeśli rozporządzenie UE jest, nazwijmy to w uproszczeniu, odpowiednikiem ustawy w państwie członkowskim oraz obowiązuje bezpośrednio to państwo nie ma w tej kwestii nic do gadania. Inaczej, miało na etapie uchwalania tego prawa w instytucjach UE.

2) Wszyscy podlegamy Konstytucji RP. Niestety, albo stety, źródłem prawa w UE jest także Trybunał Sprawiedliwości, który w swoim orzeczeniu wydał już opinię takową, że przepisy konstytucji państwa członkowskiego nie zwalniają go z wykonywania zobowiązań wynikających z prawa unijnego. Jest to sprawa kontrowersyjna i dyskusyjna, zaznaczyć trzeba jednak, że także polski Trybunał Konstytucyjny zajał się tym problemem i stwierdził, że oba porządki prawne obowiązują równolegle. W związku z tym, Konstytucja RP nie zwalnia państwa ani obywateli polskich z przestrzegania prawa unijnego.

Nie rozumiem też dlaczego pod płaszczykiem walki z pedofilią ma w najlepsze rozwijać się walka z wolną myślą. Czyż podobnych możliwości nie stwarza cały system sprawiedliwości i ścigania w państwie? Przecież na straży rejestru stać ma niezależny sąd RP. Jeśli podnośi się w wątpliwość bezstronność sądu w tej sprawie, to równocześnie kwestionuje się bezstronność sądu w jakiejkolwiek innej sprawie, choćby rozwodowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.