4 grudnia w sali konferencyjnej Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Marii Curie - Skłodowskiej w Lublinie odbyło się spotkanie z autorami książki „Życie jest z przenikania… Szkice o twórczości Ryszarda Kapuścińskiego”.
Książka zawiera kilkanaście artykułów dotyczących poszczególnych aspektów twórczości reportażysty – od analizy języka, przez poezję, fotografie do filozofii człowieka i kultury. Ale nie o tym chcę pisać, moim zamiarem jest zaznaczenie obecności bardzo ważnej osoby.
Na konferencji pojawiła się pani Alicja Kapuścińska, żona zmarłego reportera. Fantastyczna kobieta, pełna ciepła, życzliwości i sympatii. Na zadawane pytania odpowiadała z wielką chęcią, mówiła z uśmiechem, że często się powtarza - zmieniają się tylko miasta i słuchacze tego, co mówi. Dzięki niej mogliśmy poznać Ryszarda Kapuścińskiego od „codziennej” strony. Pani Alicja opowiadała o jego przyzwyczajeniach, podróżach i zamiłowaniu do czytania. Zapewniała o wielkiej skromności męża, którego najbardziej ulubioną formą relaksu było spacerowanie po Polach Mokotowskich, gdzie ma teraz powstać ścieżka jego imienia. Wielką radość z tego powodu wyraziła pani Alicja, ciesząc się, że władze miasta chcą właśnie w ten sposób uczcić pamięć o jej mężu, a nie zmuszając mieszkańców do zmiany dowodów osobistych, bo ulice przechrzczono by z obecnej nazwy na tą związaną z nazwiskiem jej męża.
Uczestnicy spotkania świetnie wykorzystali obecność najbliższej Kapuścińskiemu osoby, pytając panią Alicję o ich codzienne życie. I tak dowiedzieliśmy się, że pan Ryszard wyjeżdżając w każdą podróż zawsze zabierał klucze do domu, żeby mieć pewność, że ma dokąd wrócić. Żona towarzyszyła mu w podróży bardzo rzadko – spędziła z mężem rok w Afryce, podczas choroby Kapuścińskiego, a później mieszkali wspólnie przez 3 lata w Meksyku. Zapytana o tajemnicę tak szczęśliwego małżeństwa, pomimo częstych rozłąk, odpowiedziała, że wychodziła za mąż za reportera i znała charakter tej pracy. Mówiła, że gdy wyjeżdżał, starała się nie myśleć o czyhających na niego niebezpieczeństwach. Opowiedziała o latach walki z chorobą męża, o tym, że pan Ryszard miał w planach wydanie książki o jego rodzinnym Pińsku, ale już nie zdążył.
Pani Alicja powiedziała także o planach co do dalszych wydań twórczości męża. Zamierza przetłumaczyć jego wiersze na kilka języków, bo chce zrobić wszystko co w jej mocy, żeby twórczość pana Ryszarda została dla przyszłych pokoleń. Dwie godziny rozmowy z tą kobietą napełniły wszystkich wielkim optymizmem i jeszcze większą miłością do cesarza reportażu.