Facebook Google+ Twitter

Challange Cup: Fenerbahce zmiażdżyło Politechnikę

Swój drugi start w europejskich pucharach siatkarze Politechniki rozpoczęli od pojedynku z milionerami ze Stambułu. Jak to bywa w starciu biednego z bogatym, bezlitośnie zwyciężył ten drugi.

 / Fot. PAP/Bartłomniej ZborowskiNa warszawskim Torwarze pojawiły się gwiazdy światowej siatkówki: legendarny Ivan Milijković, fruwający Kubańczyk (383 cm w ataku) Leonel Marshall oraz znany polskiej publiczności Brazylijczyk Felipe Fonteles, najlepszy zawodnik PlusLigi ubiegłego sezonu. Na ławce trenerskiej usiadł były selekcjoner i opiekun ZAKSY Daniel Castellani.

Już sam ich przyjazd zapowiadał demonstrację brutalnej siły, pokaz umiejętności znamionujących drużynę klasową, głównego faworyta do końcowego triumfu. Ba, Fenerbahce ma potencjał na Final Four Ligi Mistrzów, nie na trzeciorzędny puchar, w którym przyszło mu grać w tym sezonie. Od pierwszej do ostatniej piłki siatkarze Castellaniego to udowadniali.

Scenariusz każdego seta układał się podobnie. Szybko zdobyte prowadzenie przez gości i stopniowe dobijanie przeciwnika, delektowanie się własną wyższością i obnażanie jego słabości. - Naszym celem było dziś bawienie się grą, ale nawet tyle nam się nie udało - mówił pogodzony z druzgocącą porażką, blady jak ściana trener Jakub Bednaruk. Żaden wstyd odpaść (rewanż za dwa tygodnie) z taką potęgą jak Fenerbahce, ale styl tej porażki zapala światło ostrzegawcze. W zasadzie sztab szkoleniowy szóstej drużyny PlusLigi w pewnym momencie mógł odłożyć na bok statystyki, zapomnieć o taktyce i przypomnieć zawodnikom podstawy tej dyscypliny, bo po ich stronie panował taki bałagan, że sukcesem byłoby samo jego opanowanie. Przez fatalne przyjęcie i pasywność w obronie mieli ogromne problemy ze skończeniem pierwszej akcji, w krótkich chwilach stabilizacji nie pomagali sobie psując zagrywki - w sumie aż trzynaście. Atakujący Paweł Adamajtis odbijał się od bloku rywali jak od ściany, środkowi Marcin Nowak i Mateusz Sacharewicz zdobyli łącznie 5 punktów. Trema tak pętała "Inżynierów", że dwukrotnie próbowali przyjąć serwy lecące wyraźnie w aut, a w drugiej partii w sytuacyjnej akcji odpuścili w bloku Milijkovicia. Czym to się skończyło, można pozostawić wyobraźni czytelników.

Serbowi należy poświęcić osobny akapit. Mistrz olimpijski z wielkimi braćmi Grbić, Goranem Vujeviciem i Andiją Gericiem, mistrz Europy, medalista mistrzostw świata i Ligi Światowej. Żywy pomnik swojej dyscypliny, stuprocentowy profesjonalista, przykładający uwagę do każdego detalu nawet na rozgrzewce. Po zakończeniu meczu zamiast pozować do zdjęć krzykliwym fankom, zaczął rozciągać się w rogu boiska. Potem nikomu nie odmówił rozmowy i jako ostatni z zawodników zszedł do szatni. Klasa. Trudno się dziwić, że on jeden zarabia więcej niż wynosi budżet warszawskiego klubu. W całym meczu Serb atakował ze skutecznością 66 proc.

"Myślałem, że najpierw trochę pogadamy, a oni od razu zaczęli bić. Tak bez ostrzeżenia. Nie tak to sobie wyobrażałem" - podsumował na Twitterze Bednaruk.

Pierwszy mecz II rundy Challange Cup:

AZS Politechnika - Fenerbahce Stambuł 0:3 (17:25, 17:25, 14:25)


AZS: Zatko, Nowak, Sacharewicz, Pawliński, Szalpuk, Adamajtis, Potera (l) oraz Kaczorowski, Koliew, Gontariu, Stępień, Gunia

Fenerbahce: Eksi, Gok, Kayhan, Fonteles, Marshall, Milijković, Kilic (l) oraz Tendar

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.