Facebook Google+ Twitter

Chcą wyrugować religię ze szkół

Polacy zdecydowanie przeciwni edukacji religijnej zapewne nie posyłaliby swoich dzieci na lekcje katechezy. Czy zaprzestanie jej finansowania przez państwo to kolejny palikotowy problem zastępczy, który ma dowieść, że lewica jeszcze żyje?

 / Fot. A. CaprelliDeterminacja antyklerykałów w walce o absurdalne przywileje dla niewierzących daleko przewyższa ich zdolność do stawienia oporu nieludzkiemu kapitalizmowi, który bez skrępowania molestuje większość. Kanapowi politycy są zbyt tchórzliwi, żeby dać odpór bankom, tak jak zrobił to PiS wyczerpując w praktyce prosocjalną retorykę. Natomiast dobrze im idzie atakowanie księży – obiektem agresji była w ostatnich latach bardziej znacząca część z nich, aniżeli dyskryminowana część homoseksualistów, która podrasowuje raporty o przemocy autorstwa organizacji LGBT.

Teraz populiści antyklerykalni wzięli na celownik katechezę szkolną. Nadali kształt obywatelskiemu projektowi ustawy o zaprzestaniu finansowania nauczania religii z budżetu . - Ani konkordat, ani konstytucja nie nakłada na państwo polskie obowiązku finansowania katechezy - bronił tego projektu w sejmie przedstawiciel inicjatywy "Świecka szkoła" - Marcin Celiński.

Odsetek uczniów zapisanych w roku szkolnym 2014/2015 na lekcje religii w przedszkolach wynosił 83,9 proc., w szkołach podstawowych - 91,5 proc., w gimnazjach - 90,8 proc., w liceach ogólnokształcących - 84,8 proc., technikach i liceach zawodowych - 84,6 proc., w szkołach zawodowych - 89,5 proc.

Konsekwentnie tylko 10 – 16 procent społeczeństwa neguje wychowanie do chrześcijańskich wartości w pełni profesjonalnej, systemowej oprawie. Owe 10 procent to zwolennicy religijnego homeschoolingu albo innowiercy, albo „etycy”, albo ignorujący temat.

Konkordat, prawo rodziców ujawnione w wyborze religii (a nie etyki; co z nią?) i powyższa statystyka dostatecznie chronią obecność teologiczną w szkole. Chroni ją również podstawa cywilizacyjna: renomowane uniwersytety nie wstydzą się wydziałów teologicznych, przecież od nich się wzięły. Katolickie szkolnictwo, najczęściej dotowane przez państwo zajmuje niezachwianie wysoką pozycję w rankingach; wzięło się ze szkół parafialnych. Katecheza jest przedłużeniem myśli chrześcijańskiej, tej samej myśli, która stanęła u podstaw nauki.

„Świecka szkoła” (na szczęście nie Zanbderga) i „głupie panny” od Petru (cytuję jedną z nich: „1 mld 350 mln zł rocznie przeznaczane na finansowanie religii można by wydać na bezpłatne obiady dla dzieci w szkołach, wyposażenie pracowni przedmiotowych i dodatkową naukę angielskiego dla najbiedniejszych dzieci”) ani myślą o uprawianiu pieniactwa na rachunek partyjny. Przewidywalna strata czasu, na którą naraża sejmową aktywność pomysł lewicy to także nasze pieniądze, z których można by ufundować dzieciom obiady w ocalałych od likwidacji stołówkach.

Nikomu też do głowy nie przychodzi, aby zaoszczędzić na "Wychowaniu Fizycznym". Atencja dla starożytnej sentencji, "w zdrowym ciele, zdrowy duch", nie przebrzmiała a powodzenie, którym cieszy się katecheza wśród rodziców i uczniów, wynika też z rozumienia wagi odwrotności rzymskiej maksymy.
Tagi:


Komentarze (104):

Sortuj komentarze:

/Pytanie do ciebie: czy uznajesz za właściwe zakaz palenia nikotyny na przystanku? Albo nakaz ratowania samobójcy?/

Za właściwe uznaję zakaz kichania i kasłania w autobusach ;)

A poważniej:

1. Palenie - to klasyczny przykład sytuacji, gdy niepełne rozpoznanie ( przez społeczeństwo, w konsekwencji postawy świata nauki) prowadzi do określonej sytuacji prawnej. Czysty tytoń na przykład, ma sporo korzystnych właściwości. Stosowany umiejętnie. Papierosy z tysiącami dodatków - nie. A co się "wciska" ludziom w nieporównywalnych proporcjach..?

2. Nakaz ratowania samobójcy - to też kwestia kontekstu. Nawet jeśli ryzykujesz tylko własnym życiem. A jeśli życiem też innych..? Owszem, to co zostało zaimplementowane poprzez życie w określonym systemie przekazywanych wartości, ma istotny wpływ na decyzję. To są sekundy wewnętrznej walki: przekonań z własnym strachem. Ale kontekst, według mnie - też powinien być brany pod uwagę, a nie bezwzględne reguły.
I ten powinien być zaimplementowany właśnie w system wartości. Nie jako potencjalna wymówka, ale jako narzędzie dobrej oceny sytuacji.
Nie zarzucasz chyba ratownikom, że w określonych warunkach - rezygnują z kontynuowania akcji ..? To jest właśnie rzeczywisty kontekst, a nie teoretyczne "filozofowanie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Po pierwsze, twoim zdaniem, nie ma prawdy. Skoro nie ma prawdy, nie można implementować dobra wspólnego, które w jakiś sposób obejmuje wszystkich z poziomu politycznego, czyli z poziomu współpracy społecznej./


Po pierwsze - przypisywanie mi tego, że nie ma prawdy - jest nieprawdą. Z czego wynika, że według mnie - prawda jest.
2+2=4 - jest prawdą, przy określonych założeniach. Teologia - jest prawdą, przy określonych, jej wewnętrznych założeniach.
Czy założenia są prawdziwe - o, to już inna bajka. I jakże istotna!
W matematyce to tylko wygoda, bo system dziesiętny jest wygodniejszy, niż ósemkowy na przykład.
Ale w "eksploracji" (wszech)świata - to nie jest argument.

"Dobro wspólne" ? Ależ jest.
To chyba Ty jesteś zwolenniczką "prawa naturalnego" ?
Czy ono pojawiło się wraz z nadejściem Jezusa? Czy może w chwili kiedy Mojżesz wgramolił się na górę na raty, czego efektem były "moralne tabliczki"?
A może jednak jeszcze wcześniej, choć może nieco inaczej rozumiane?

Reasumując, "dobro wspólne" "można zaimplementować", przede wszystkim odkrywając jak najwięcej kart ( historia, wiedza), bo tylko wtedy jest możliwy najpełniejszy, społeczny osąd. Po wtóre, jest on wreszcie, częściowo przynajmniej - zmienny. Bo zmienia się świat. Drogą ewolucji - o co postuluję. Dlatego jestem przeciwny "rugowaniu" religii w ogóle, o co, jak rozumiem, w ogóle nie chodzi. Natomiast stwarza się takie wrażenie, jakby właśnie o to chodziło. I to jest nieuczciwe.
Pytanie - dlaczego? Z rzeczywistej troski o sacrum ( niektórzy - niewątpliwie) Czy może jednak dlatego, że określona grupa walczy o swoje przywileje, wykorzystując przy tym świadomie i cynicznie ( niektórzy) społeczne nastroje..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

/To powiedz wprost, przed jakim wyborem stawiasz społeczeństwo./

W tym przypadku wybór jest prosty: posyłać dziecko na lekcje religii do salki przykościelnej albo nie posyłać. Efekt, moim zdaniem i wbrew temu, co wypisują ludzie tacy jak Buber - będzie lepszy. Dla sacrum i dla profanum.

P.S. O "narzucaniu" innym - miałem na myśli tutaj interwencje polityczno-militarne. W imię "demokracji", która jest "the best", tak wspaniała, że musi być narzucona innym. Co jest wymówką oczywiście. Ale to niejedyna wymówka. Są i inne.
Jak w przypadku Busha na przykład, któremu "Bóg kazał" napadać na Irak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cóż, sacrum redefiniowano wielokrotnie, a ja się zastanawiam, czy da się je w ogóle wtłoczyć w ramki definicji. Poza tym cały czas mamy do czynienia z ewolucją (a nawet rewolucją), której swego rodzaju symbolem może być los przedtrydenckiej przegrody chórowej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sacrum - nie wiem, czy podobnie je definiujemy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artku, piszesz:
Jak dać skuteczny odpór wylewającemu się zewsząd hedonistycznemu bełkotowi, połączonego z niemniej bełkotliwą narracją "wyższości" reklamowanego "stylu życia" ponad wszelkie inne. Do tego stopnia, aby uzurpowanie sobie prawa do narzucania go innym, było "wiarygodną" wymówką wobec rzeczywistych powodów.

To powiedz wprost, przed jakim wyborem stawiasz społeczeństwo.

Po pierwsze, twoim zdaniem, nie ma prawdy. Skoro nie ma prawdy, nie można implementować dobra wspólnego, które w jakiś sposób obejmuje wszystkich z poziomu politycznego, czyli z poziomu współpracy społecznej.

Może więc to twoje poglądy są potworkiem, bo w efekcie odrzucenia jakiejś orientacji społecznej na dobro, zgodnie z prawdą - obudzimy się w jakimś szwedzkim raju, gdzie nikt nie reaguje na bicie kobiety.

Pytanie do ciebie: czy uznajesz za właściwe zakaz palenia nikotyny na przystanku? Albo nakaz ratowania samobójcy? Bo to chyba z indywidualizmu próbujesz wywieźć jakikolwiek (minimalny) społeczny system wartości.

I wreszcie, czy dajesz ludziom prawo wyboru społecznego systemu wartości, bo może większość nie chce szwedzkiego raju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mario, nadal mam do czynienia z dziećmi i młodzieżą, choć już w innym charakterze. I nadal obserwuję to, co podczas pracy w szkole. Cieszę się, kiedy podczas rozmowy dotyczącej historii sztuki lub literatury nastolatki z zainteresowaniem pytają o symbolikę chrześcijańską albo o istotną postać lub wydarzenie z Biblii. Ale mniej się cieszę, kiedy sobie uświadamiam, że uczęszczający na katechezę licealista nie wie, kiedy i dlaczego w liturgii używa się wody, światła, ognia czy popiołu, a gimnazjalista nie rozpoznaje w ikonografii ewidentnego przedstawienia Ostatniej Wieczerzy albo nie zna słowa Golgota.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Inne intencje chyba wami kierują. Marta postukuje wyprowadzenie katechezy ze szkoły z troski o sacrum. Artur z troski o profanum - o powagę szkoły w jej racjonalistycznej misji, żeby z dzieci nie robić idiotów upajając ich mitami, i dlaczego akurat takimi mitami./

Ja zaś z troski o sacrum, pozostawiłabym ją w szkole. Zgadzam się z Martinem Buberem, że wyprowadzenie sacrum, nawet tak marnego jak słabo przygotowany do swojej misji ksiądz, jest krokiem do absolutyzmu i profanacji rozumu./


Niezupełnie tak, a raczej zupełnie nie.
"Sacrum", aby zostać "wyprowadzone", najpierw musi być wprowadzone, nieprawdaż?
Czy jest?
Wątpię. Nie jest nim machinalne czynienie znaku krzyża, machinalne powtarzanie modlitwy. Nie jest nim zajmowanie się wszystkim, tylko nie tym, co prowadzący ma do przekazania. A taka jest rzeczywistość. Lekcji "jednej z".

Buber twierdzi, że byłoby jeszcze gorzej. Ale nie mówimy a "wyprowadzaniu" katechezy w niebyt, tylko do salki katechetycznej. I dlatego już tutaj widzę falsyfikację twierdzenia.
Odnosi się ono po prostu do niepostulowanego. Klasyka gatunku.

Problem jest ogromny.
Jak dać skuteczny odpór wylewającemu się zewsząd hedonistycznemu bełkotowi, połączonego z niemniej bełkotliwą narracją "wyższości" reklamowanego "stylu życia" ponad wszelkie inne. Do tego stopnia, aby uzurpowanie sobie prawa do narzucania go innym, było "wiarygodną" wymówką wobec rzeczywistych powodów.

Ale "szkolna katecheza" - jako antidotum?
Moim zdaniem - działanie przeciwskuteczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mario, po co ta kpina. Nie jestem przeciwna religii w szkole ale nie widzę dramatu gdy jej w szkole nie będzie. Lekcje religii nie zając nie uciekną. w parafialnej salce będę tłumy, zapewniam. co najmniej uczniowie mniej w internecie siedzieć będę. Nie ma nic smaczniejszego jak zakazany owoc.
a sprzedając historię i matmę "wyhodujemy" a nie wyedukujemy młodzież.

Komentarz został ukrytyrozwiń

to się doczekałeś, Pawle, prowokacji. jak andrzej gwiazda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.