Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1509 miejsce

Chcesz jechać na wycieczkę do Pragi? Dobrze się zastanów

Do Czech jechałam pełna optymizmu i radości, że w końcu uda mi się odwiedzić naszych południowych sąsiadów. Tym bardziej gorzkie było moje rozczarowanie.

Stolica Czech jest miastem ładnym - to oczywiste. Jest jednak również miastem dość ciasnym - kręte i wąskie uliczki pełne zarówno samych prażan, jak i turystów z różnych zakątków świata, dość szybko powodują spory tłok. Wydawać by się mogło, iż bez nauczenia się po czesku kilku zwrotów grzecznościowych, typu "przepraszam", szybko w tej masie ludzi utoniemy. Nic bardziej mylnego. Sami Czesi, choć zapewne owe zwroty grzecznościowe w swym języku znają, zwyczajnie ich nie stosują. By przebić się w miarę w jednym kawałku przez praskie ulice, bardziej od zdolności językowych przydadzą się nam łokcie i spory tupet. Jadąc do Pragi, nie ucz się więc zwrotów grzecznościowych w miejscowym języku. Bo, o ile kiedyś być może istniały - dziś już odeszły w zapomnienie. Nie licz na "dziękuję", nie licz na "przepraszam".  / Fot. Aleksandra Pucilowska

Poza "dziękuję" i "przepraszam" dobrze byłoby jednak nauczyć się wszystkich innych słówek po czesku, bo po angielsku dogadać jest się raczej trudno. Czy to lepsza restauracja, czy przydrożny McDonald, czy "Bar u Szwejka", czy choćby kasjerka w TESCO - po angielsku odpowiedzieć będą mogli naprawdę nieliczni. A Twoje usiłowania, jako obcokrajowca, by wytłumaczyć o co chodzi, szybko spełznąć mogą na niczym. Wola zrozumienia Ciebie przez drugą stronę będzie mocno ograniczona, o ile w ogóle istnieć będzie w jakimś minimalnym choćby stopniu. To Ty masz w końcu problem, nie oni.

Z tym wiąże się sprawa kolejna: jadąc do Pragi, zabierz ze sobą albo bardzo dobrą mapę, albo GPS-a. Bo kiedy już się zgubisz, to będzie ciężko uzyskać od przechodniów informację, w jaki sposób mógłbyś dotrzeć do obranego celu. Niech zobrazowaniem sytuacji będzie historia, która przydarzyła się mnie i mojej dziewczynie: stałyśmy przy dworcu autobusowym Praha Florenc bezskutecznie usiłując znaleźć tabliczkę z nazwą ulicy, na której się znajdujemy. Niedaleko nas stała pewna pani, która pracowała na pobliskim parkingu strzeżonym. Kinga, to jest moja dziewczyna, podeszła do niej i z uśmiechem na twarzy spytała, czy owa pani mogłaby udzielić nam informacji, jak nazywa się ulica, która znajduje się przed nami? Reakcja była niejako kwintesencją całego nastawienia mieszkańców Pragi do turystów: pani krzyknęła po czesku, że nie ma ochoty nam pomagać, machnęła na Kingę ręką i odwróciwszy się na pięcie odeszła w kierunku do nas przeciwnym. Konsternacja moja i mojej dziewczyny zakończyła się pobłażliwym uśmiechem i wsadzeniem nosa ponownie w mapę. Ulicę, której poszukiwałyśmy udało się szczęśliwie po chwili odnaleźć. / Fot. Aleksandra Pucilowska

Nie wiesz, gdzie jesteś? Radź sobie sam! / Fot. Aleksandra PucilowskaJeśli jesteś wegetarianinem/weganinem, weź ze sobą spory zapas zupek chińskich. Jedzenia bez mięsa jest bowiem w Pradze jak na lekarstwo. A jeśli w menu będzie już wyszczególniony dział "dań bezmięsnych", to radzę uważać, bo znaleźć mogą się w nim takie "kwiatki", jak... spaghetti bolognese czy chicken-salad.

Z restauracjami powiązana jest zresztą również kolejna rada: nie nastawiaj się na miłą obsługę. W Pradze Resturacja, w której to klient nigdy nie ma racji. / Fot. Aleksandra Pucilowskaobowiązująca bowiem na całym świecie zasada "klient ma zawsze rację" przechodzi swego rodzaju modyfikację na "to kelner ma zawsze rację". My siedzieliśmy w pewnej restauracji w większej grupie (kilkanaście osób). Cztery osoby z naszego stolika zamówiły sałatkę z łososiem. Kelner przyniósł zamiast niej łososia w kawałku - danie - nota bene - ponad dwa razy droższe od tego, które zostało zamówione. W momencie, kiedy spokojna prośba o zmianę dania nie poskutkowała, wdać musieliśmy się w niekrótką utarczkę słowną, która zakończyła się prośbą o rozmowę z menadżerem restauracji. Menadżer przyszedł i stanął po stronie... kelnera. Rozmowa przedłużyła się na kolejne kilkanaście minut. Danie zostało - koniec końców - wymienione, ale w atmosferze daleko odbiegającej od tej, w której chciałoby się jeść obiad na urlopie. O moich grillowanych warzywach - w całym tym zamieszaniu - zapomniano. Kiedy się o nie upomniałam dostarczone zostały bardzo szybko. Niestety, całkowicie już zimne. Resturacja, w której to klient nigdy nie ma racji. / Fot. Aleksandra Pucilowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Hm - to z pewnością. Ale, żeby mieć takiego pecha, by w ani jednej resturacji nie spotkać się z miłą obsługą? Kłotnia była w opisywanej restauracji, w kolejnej nie dało się dogadać po angielsku ani trochę, a i rozmówki czesko - polskie niewiele pomogły, w McDonaldzie, gdzie kupowałam sałatkę obsługujący mało nie zabił mnie wzrokiem, a w McCafe, gdzie kupowałam poranną kawę - pani była miła dla wszystkich, których obsługiwała przede mną. Rozmawiali po czesku. Kiedy podeszłam ja i zaczęłam rozmowę po angielsku - wyraz twarzy obsługującej pani zmienił się nie do poznania.
To trzeba już nazwać bardzo, ale to bardzo dużym pechem. W Czechach była też moja mama swego czasu - i też wrażenia miała podobne do moich, niestety.

W każdym innym kraju, w którym byłam spotkałam ludzi zarówno miłych, jak i niemiłych. Jedynie w Pradze - napotkałam tylko na tych drugich, niestety.


I nie ośmieliłabym się stwierdzić, że cały kraj jest taki, jak w opisie :) Tego też nie uczyniłam w reportażu. Bo, o ile na razie nie mam absolutnie żadnych chęci, by do Czech powracać, to i tak już z moją dziewczyną w drodze powrotnej do Berlina, snułyśmy plany, by pojechać w jakieś inne miejsce do Czech, by zobaczyć jak to wyglądać będzie poza stolicą.

Mam nadzieję, że faktycznie miałyśmy pecha. Bo Czechami - jako krajem - zafascynowana byłam od lat - i mam nadzieję, że Praga tego nie zmieni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Olu, miała Pani pecha. Ja byłam w Pradze (co prawda, już ładnych parę lat temu) i byłam tym miastem zachwycona :-)

To, co Pani napisała, w gruncie rzeczy można powiedzieć o każdym mieście na świecie :-) I w Warszawie, i w Madrycie znajdą się obskurne hotele, kiepskie restauracje czy niemili ludzie. To nie świadczy od razu, że cały kraj jest taki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.