Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2141 miejsce

Chcesz jechać na wycieczkę do Pragi? Dobrze się zastanów

Do Czech jechałam pełna optymizmu i radości, że w końcu uda mi się odwiedzić naszych południowych sąsiadów. Tym bardziej gorzkie było moje rozczarowanie.

Stolica Czech jest miastem ładnym - to oczywiste. Jest jednak również miastem dość ciasnym - kręte i wąskie uliczki pełne zarówno samych prażan, jak i turystów z różnych zakątków świata, dość szybko powodują spory tłok. Wydawać by się mogło, iż bez nauczenia się po czesku kilku zwrotów grzecznościowych, typu "przepraszam", szybko w tej masie ludzi utoniemy. Nic bardziej mylnego. Sami Czesi, choć zapewne owe zwroty grzecznościowe w swym języku znają, zwyczajnie ich nie stosują. By przebić się w miarę w jednym kawałku przez praskie ulice, bardziej od zdolności językowych przydadzą się nam łokcie i spory tupet. Jadąc do Pragi, nie ucz się więc zwrotów grzecznościowych w miejscowym języku. Bo, o ile kiedyś być może istniały - dziś już odeszły w zapomnienie. Nie licz na "dziękuję", nie licz na "przepraszam".  / Fot. Aleksandra Pucilowska

Poza "dziękuję" i "przepraszam" dobrze byłoby jednak nauczyć się wszystkich innych słówek po czesku, bo po angielsku dogadać jest się raczej trudno. Czy to lepsza restauracja, czy przydrożny McDonald, czy "Bar u Szwejka", czy choćby kasjerka w TESCO - po angielsku odpowiedzieć będą mogli naprawdę nieliczni. A Twoje usiłowania, jako obcokrajowca, by wytłumaczyć o co chodzi, szybko spełznąć mogą na niczym. Wola zrozumienia Ciebie przez drugą stronę będzie mocno ograniczona, o ile w ogóle istnieć będzie w jakimś minimalnym choćby stopniu. To Ty masz w końcu problem, nie oni.

Z tym wiąże się sprawa kolejna: jadąc do Pragi, zabierz ze sobą albo bardzo dobrą mapę, albo GPS-a. Bo kiedy już się zgubisz, to będzie ciężko uzyskać od przechodniów informację, w jaki sposób mógłbyś dotrzeć do obranego celu. Niech zobrazowaniem sytuacji będzie historia, która przydarzyła się mnie i mojej dziewczynie: stałyśmy przy dworcu autobusowym Praha Florenc bezskutecznie usiłując znaleźć tabliczkę z nazwą ulicy, na której się znajdujemy. Niedaleko nas stała pewna pani, która pracowała na pobliskim parkingu strzeżonym. Kinga, to jest moja dziewczyna, podeszła do niej i z uśmiechem na twarzy spytała, czy owa pani mogłaby udzielić nam informacji, jak nazywa się ulica, która znajduje się przed nami? Reakcja była niejako kwintesencją całego nastawienia mieszkańców Pragi do turystów: pani krzyknęła po czesku, że nie ma ochoty nam pomagać, machnęła na Kingę ręką i odwróciwszy się na pięcie odeszła w kierunku do nas przeciwnym. Konsternacja moja i mojej dziewczyny zakończyła się pobłażliwym uśmiechem i wsadzeniem nosa ponownie w mapę. Ulicę, której poszukiwałyśmy udało się szczęśliwie po chwili odnaleźć. / Fot. Aleksandra Pucilowska

Nie wiesz, gdzie jesteś? Radź sobie sam! / Fot. Aleksandra PucilowskaJeśli jesteś wegetarianinem/weganinem, weź ze sobą spory zapas zupek chińskich. Jedzenia bez mięsa jest bowiem w Pradze jak na lekarstwo. A jeśli w menu będzie już wyszczególniony dział "dań bezmięsnych", to radzę uważać, bo znaleźć mogą się w nim takie "kwiatki", jak... spaghetti bolognese czy chicken-salad.

Z restauracjami powiązana jest zresztą również kolejna rada: nie nastawiaj się na miłą obsługę. W Pradze Resturacja, w której to klient nigdy nie ma racji. / Fot. Aleksandra Pucilowskaobowiązująca bowiem na całym świecie zasada "klient ma zawsze rację" przechodzi swego rodzaju modyfikację na "to kelner ma zawsze rację". My siedzieliśmy w pewnej restauracji w większej grupie (kilkanaście osób). Cztery osoby z naszego stolika zamówiły sałatkę z łososiem. Kelner przyniósł zamiast niej łososia w kawałku - danie - nota bene - ponad dwa razy droższe od tego, które zostało zamówione. W momencie, kiedy spokojna prośba o zmianę dania nie poskutkowała, wdać musieliśmy się w niekrótką utarczkę słowną, która zakończyła się prośbą o rozmowę z menadżerem restauracji. Menadżer przyszedł i stanął po stronie... kelnera. Rozmowa przedłużyła się na kolejne kilkanaście minut. Danie zostało - koniec końców - wymienione, ale w atmosferze daleko odbiegającej od tej, w której chciałoby się jeść obiad na urlopie. O moich grillowanych warzywach - w całym tym zamieszaniu - zapomniano. Kiedy się o nie upomniałam dostarczone zostały bardzo szybko. Niestety, całkowicie już zimne. Resturacja, w której to klient nigdy nie ma racji. / Fot. Aleksandra Pucilowska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Hm - to z pewnością. Ale, żeby mieć takiego pecha, by w ani jednej resturacji nie spotkać się z miłą obsługą? Kłotnia była w opisywanej restauracji, w kolejnej nie dało się dogadać po angielsku ani trochę, a i rozmówki czesko - polskie niewiele pomogły, w McDonaldzie, gdzie kupowałam sałatkę obsługujący mało nie zabił mnie wzrokiem, a w McCafe, gdzie kupowałam poranną kawę - pani była miła dla wszystkich, których obsługiwała przede mną. Rozmawiali po czesku. Kiedy podeszłam ja i zaczęłam rozmowę po angielsku - wyraz twarzy obsługującej pani zmienił się nie do poznania.
To trzeba już nazwać bardzo, ale to bardzo dużym pechem. W Czechach była też moja mama swego czasu - i też wrażenia miała podobne do moich, niestety.

W każdym innym kraju, w którym byłam spotkałam ludzi zarówno miłych, jak i niemiłych. Jedynie w Pradze - napotkałam tylko na tych drugich, niestety.


I nie ośmieliłabym się stwierdzić, że cały kraj jest taki, jak w opisie :) Tego też nie uczyniłam w reportażu. Bo, o ile na razie nie mam absolutnie żadnych chęci, by do Czech powracać, to i tak już z moją dziewczyną w drodze powrotnej do Berlina, snułyśmy plany, by pojechać w jakieś inne miejsce do Czech, by zobaczyć jak to wyglądać będzie poza stolicą.

Mam nadzieję, że faktycznie miałyśmy pecha. Bo Czechami - jako krajem - zafascynowana byłam od lat - i mam nadzieję, że Praga tego nie zmieni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Olu, miała Pani pecha. Ja byłam w Pradze (co prawda, już ładnych parę lat temu) i byłam tym miastem zachwycona :-)

To, co Pani napisała, w gruncie rzeczy można powiedzieć o każdym mieście na świecie :-) I w Warszawie, i w Madrycie znajdą się obskurne hotele, kiepskie restauracje czy niemili ludzie. To nie świadczy od razu, że cały kraj jest taki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.