Pozycja materiału w rankingach:
Kim chce zostać mały chłopak? Strażakiem, kominiarzem, albo lotnikiem. Tak jak amerykański pilot Charles Lindbergh, który samotnie przeleciał nad Atlantykiem i stał się sławny. Nasz bohater chciał tego samego: nieba, sławy i samolotu.
Ale, jak to w życiu bywa, wyszło całkiem inaczej.I przyszedł czas na wyrzeczenia. Marzeniem Krzysztofa była „Szkoła Orląt” w Dęblinie.
– Niestety – mówi – badania lekarskie nie pozostawiły cienia wątpliwości: nie nadawałem się na pilota. I w ten sposób moje marzenia o lataniu zostały rozwiane, zanim zdążyły się skonkretyzować.
W niczym to jednak nie zniweczyło jego pasji modelarskich. Od czterdziestu lat, z równym zapałem i zacięciem, wykonuje modele samolotów: szybowców i samolotów bojowych. Skoro nie może łatać na prawdziwych, to zrobi sobie własne. Na początku były modele plastikowe, potem papierowe, drewniane... A potem pan Krzysztof miał 10 lat i przechodził z mamą koło Składnicy Harcerskiej, wprost nie mógł oderwać wzroku od kolorowych pudeł z nową dostawą modeli do sklejania.
Do dziś się z tego śmieje – Rodzice mieli ze mną spokój. Wystarczyło, że kupili mi kilka takich modeli, a nie mieli ze mną żadnych kłopotów. Zresztą, wychowywałem się w rodzinie, w której panował dryl wojskowy, jako że mój ojciec był pułkownikiem.
Wycieczki do biuraDziś w domowych zbiorach Pan Krzysztof ma kompletny mundur lotnika i RAF-owskimi skrzydełkami. To wszystko po polskim lotniku z Dywizjonu 305, który zginął w 1942 r. podczas nalotu na Hamburg.
Kilka lat temu zaczepił go znajomy z propozycją przekazania śmigła samolotu. – Jeśli nie weźmiesz – zagroził – to porąbię na drobne kawałki, będę miał drewno na rozpałkę.
– Myślałem, że to będzie jakieś potrzaskane śmigło, a okazało się, że było najprawdziwsze, produkcji Plaga-Leśkiewicz. Oczyściłem ten mój skarb, wypastowałem pastą do podłóg, wypolerowałem i śmigło wygląda jako nowe.
– Niesamowite wrażenia, gdy raz się widzi chmury, innym razem słońce i refleksy światła na chmurach – wspomina. – Szybowiec nie jest tak stabilny jak pasażerski odrzutowiec, więc raz się wznosi w górę, raz opada. Nieustanna huśtawka, do której trzeba przywyknąć. Ale to cała przyjemność odczuwać dreszczyk emocji. Człowiek podczas takiego lotu nie zastanawia się, czy ten lot jest bezpieczny, gdy widzi niesamowicie piękne widoki, nie dające się z niczym porównać i gdy wyzwala się dawka adrenaliny. A cóż dopiero mają do powiedzenia zawodowi piloci, poddawani najtrudniejszym testom, których pociąga np. akrobacja samolotowa – te wszystkie beczki, korkociągi, cały ten balet podniebny.
Zobacz także:
MEDtube.pl hitem internetu! Polacy zrewolucjonizują medycynę?
(odsłon: +492)