Facebook Google+ Twitter

Chińczycy w Datongu nie chcą zawieść turystów

Po powrocie z Yungang, wykutych w skale grot, udaję się z kolegą na przechadzkę po Datongu. Nie mamy mapy, więc wyprawa mocno się wydłuża, ale za to odkrywamy Chiny, do których większość turystów nigdy nie trafi.

GNU General Public License Posąg Buddy / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Datong_14_grotta.jpgPo przekroczeniu granicy mongolsko-chińskiej w Erliam wsiadamy w autobus do Datongu. Jest to trzymilionowe górnicze miasto, w którym ciężko o atrakcje. Dla turystów pełni zazwyczaj rolę bazy wypadowej do wykutych w skale świątyń buddyjskich, wybudowanego na urwisku Wiszącego Klasztoru, czy Heng Shan, świętej góry taoizmu.

Na pierwszy ogień idą pobliskie groty skalne z kilkunastometrowymi posągami Buddy. Świątynie robią przytłaczające wrażenie i zmuszają do podziwu dla ogromu pracy, który musiał zostać włożony w przemienienie skały w dzieło sztuki. Głębszą refleksję uniemożliwiają kanonady fleszy kłębiącego się za nami roju turystów. Uciekamy od zgiełku i wracamy do Datongu. Na miejscu część z nas udaje się do świątyń buddyjskich. Ponieważ razem z Piotrkiem mamy już dość widoku Buddy, więc postanawiamy przejść się w stronę centrum.

Slumsy po chińsku?


Z powodu braku mapy musimy kierować się przeczuciem. Błądzimy po szerokich ulicach wdychając spaliny i wystawiając się na lejący się z nieba żar. Ciężkie warunki rodzą w nas przekonanie, że nasza droga musi biec w innym miejscu. Skręcamy w boczną uliczkę i trafiamy... No właśnie, sami za bardzo nie wiemy gdzie. Rozglądamy się na boki po małych, sypiących się ceglanych domach. Na nasz widok zamierają zdziwieni ludzie, którzy pewnie pierwszy raz w życiu ujrzeli białego człowieka. Czy to jest slums? Raczej nie, bo w Chinach mimo wielomilionowych wędrówek ze wsi do miasta, slumsów nie ma. Co by o nich nie mówić domy, które widzimy nie są z folii, czy dykty i choć są mocno zniszczone to wyglądają na w miarę solidne. Widoczna gołym okiem bieda, oprócz współczucia, sieje w nas niepokój. Nie jest go w stanie ukoić nawet okazywana nam przez miejscowych sympatia. Zawracamy i z powrotem trafiamy na główną ulicę.

Domena publiczna Ulice Datongu / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Datong_old_town.jpgPonieważ kończą mi się juany przez całą drogę wchodzę do każdego napotkanego banku - jedynego miejsca w którym mogę legalnie wymienić pieniądze. Na widok przystawionej do szyby studolarówki kasjerki kręcą przecząco głową. Przy którejś próbie kobieta pokazuje mi karteczkę z opisaną po angielsku drogą do punktu wymiany walut.

Sto dolarów budzi śmiech...


Po kilku minutach znajdujemy się na odpowiedniej uliczce. Kilkadziesiąt metrów przed "moim" bankiem stoi inna placówka reklamująca się jako finansowy supermarket. Ponieważ jestem mocno zmęczony skracam sobie drogę i wchodzę do pierwszej placówki. W środku trafiam na młodego i elegancko ubranego kasjera. Pokazuję mu studolarówkę i pytam czy mógłby ją rozmienić. Roześmiany chłopak przytakuje ochoczo głową, więc podaje mu banknot. Kasjer bierze go do pod światło i przygląda się z nabożnym skupieniu. Sto dolarów! - krzyczy do mnie z entuzjazmem. Dziwię się jego radości, ale przytakuję mu. Chłopak woła swoich kolegów. Przez długą chwilę obmacują mój banknot śmiejąc się przy tym do rozpuku. W końcu zwracają na mnie uwagę. Pieniądze muszę rozmienić w pobliskim banku. Oni - niestety - nie mogą tego zrobić.

Po wymianie pieniędzy w banku znów szukamy drogi. Wchodzimy do wielkiego, eleganckiego hotelu ze słowem "międzynarodowy" w nazwie i pytamy się recepcjonistki jak dojść do centrum. Kobieta słysząc angielski przygryza z nerwów wargę i przezwyciężając przerażenie łapie za telefon, by zadzwonić do tłumacza. W trosce o jej serce wychodzimy czym prędzej na zewnątrz. Pozostaje nam pytać się ludzi. Miejscowi są przyjaźni, ale nie jesteśmy w stanie się z nimi porozumieć. Na szczęście trafiamy na trójkę dukających po angielsku nastolatek. Dziewczyny proponują, że nas oprowadzą i na widok naszych udręczonych twarzy kupują nam wodę.

Dlaczego Mao Tse-Tung jest na banknotach?


Pierwsza w miarę swobodna rozmowa z miejscowymi daje upust męczącej nas ciekawości. Przez lata zaczytywaliśmy się w artykułach opisujących krzywdę zwykłych Chińczyków. W Chinach większość z tych informacji jeśli już przedostaje się do mediów to w zniekształconej formie. Jak w takiej sytuacji wygląda zdanie samych Chińczyków? Czy ulegli propagandzie sukcesu i uznali, że w ich kraju wszystko jest w porządku, czy też klną na swój rząd i gotują się do powstania? A może sprawy, które oburzają Zachód wśród samych zainteresowanych nie wywołują większego zainteresowania? Wiemy, że poruszanie tych tematów może się różnie skończyć więc staramy się być delikatni. Być może nie powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach na ulicy. Tym bardziej chcemy to zrobić.

Piotrek pyta się dziewczyn dlaczego Mao Tse-Tung jest na wszystkich chińskich banknotach. W pytaniu jest aluzja o tutejszy kult założyciela komunistycznych Chin, "aspirującego" do tytułu trzeciego ludobójcy XX wieku. Choć czasy, gdy każdy Chińczyk miał obowiązek studiowania myśli przewodniczącego już dawno minął, to Mao pozostaje w Chinach postacią popularną. Co ważne kult nie jest wymuszony, choć trochę manipulowany i dotyczy również młodzieży. Skąd się bierze? Duży wpływ ma na to propaganda partii bojącej się, że grzebanie w przeszłości może poruszyć lawinę krytyki, która zagrozi jej władzy.

Temat jest ciekawy i niejednoznaczny. Z pewnością warto o nim podyskutować, tym bardziej z Chinką. Niestety, dziewczyny nie pojmują naszej aluzji i z dyskusji nic nie wychodzi. Mao jest liderem Chin. Koniec kropka. Nie widzimy sensu zaprzeczać.

GNU Free Documentation License Portret Mao Tse-Tunga przy wejściu do Zakazanego Miasta / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Mao_Zedong_Portr%C3%A4t_am_Eingang_zur_Verbotenen_Stadt.jpg?uselang=plOblicze ludzi na prowincji wypełnia przede niewiarygodna sympatia dla obcych. Przekonaliśmy się o tym następnego dnia, gdy spytany o drogę student pojechał z nami na miejski dworzec, bojąc się, że moglibyśmy wsiąść w zły autobus. Niektórzy Chińczycy chcą pomóc aż za bardzo. Zapytani o drogę udzielają odpowiedzi nawet gdy z powodu niewiedzy muszą wskazać pierwszy lepszy kierunek. Robią to jednak ze szlachetnych pobudek. Boją się, że na twarzy przybysza z dalekiego kraju mógłby zagościć zawód.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Adam! Posiadaczu 4 pióra jeśli widzisz na stronie błąd to wystarczy skontaktować się z redakcją na Skypie i masz pole do popisu... :))

link a_42855.html

Czwarte pióro
Użytkownik może edytować każdy tekst w serwisie oraz zapisywać zmiany bez udziału użytkownika z wyższymi uprawnieniami.
Użytkownik może moderować teksty oznaczone "do moderacji" i zatwierdzać je bez udziału użytkownika z wyższymi uprawnieniami.
Użytkownik ma dostęp do modułu "Zarządzanie galerią".
Użytkownik ma dostęp do modułu "Subskrypcja".
Użytkownik ma dostęp do modułu "Materiały zatwierdzone"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Boże... Gdzie są moderatorzy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.