Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27502 miejsce

Chińska bańka mieszkaniowa

Chiny budują na potęgę. Czy nieruchomości w Chinach nie są zbyt drogie? Czy stanowiłoby to zagrożenie dla chińskiego sektora budowlanego?

W poprzednim artykule przedstawiliśmy sobie niedorzeczności zawarte w medialnych relacjach na temat mrocznych perspektyw chińskiej giełdy i świetlanej przyszłości giełd amerykańskich. Dzisiaj zajmiemy się innym chińskim rynkiem.

Ewidentne ryzyko
Doniesienia o rosnących od wielu lat cenach mieszkań w Chinach stanowią właściwie jedyną godną uwagi przestrogę płynącą z zachodnich mediów na temat Chin. Puste miasta stanowią tak ewidentną ilustrację faktu, który sygnalizował narastanie bańki na rynku nieruchomości w Hiszpanii czy Stanach Zjednoczonych (puste domy) przed ostatnim kryzysem, że nie sposób go ignorować. A udział sektora budowlanego w pokryzysowym wzroście gospodarczym Chin w porównaniu do jego udziału w rynku jest nieproporcjonalnie duży.

Podobno przyczyną szkód wywoływanych przez wybuch którejkolwiek bańki spekulacyjnej jest przekonanie, że z tą bańką jest inaczej, ta nie musi wybuchnąć. „Tym razem jest inaczej” oraz jego wersja „u nas jest inaczej” nie mają stanowić kanwy tego artykułu. Nie twierdzę, że bańka na chińskim rynku nieruchomości nie musi wybuchnąć, ani że nie stanowiłaby dla Chin niebezpieczeństwa (zresztą jedynego); nie zamierzam obalać praw ekonomii, twierdzę tylko, że być może wcale jej tam nie ma.

Niezdecydowana bańka
Rzut oka na wykres wzrostu cen mieszkań w Chinach uzmysławia, że w ciągu ostatniej dekady już trzykrotnie ten wzrost hamował i opadał poniżej zera, czyli ceny nieruchomości spadały, a do przebicia bańki nie dochodziło. Mimo, że średnio w tym okresie ceny mieszkań rosły, fluktuacje wokół tego wzrostu nie skutkowały przebiciem żadnej bańki. Wygląda to tak, jakby coś uzasadniało stały wzrost cen nieruchomości, a rajdy i zjazdy wokół tego poziomu były powodowane okresowymi hossami i bessami, być może zależnymi od szerszej sytuacji gospodarczej. Innymi słowy może od czasu do czasu powstają bańki na chińskim rynku nieruchomości, ale nie narasta konsekwentnie jedna wielka bańka, która wielkie pęknięcie ma dopiero przed sobą.

Antycypacja cen
Jednym, co mogłoby tłumaczyć „niebańkowość” permanentności owego wzrostowego komponentu fluktuacji cen chińskich nieruchomości, jest jego korespondencja ze wzrostem płac w Chińskim społeczeństwie. Tak pozostawione stwierdzenie mogłoby wydać się nonsensowne. Nie na tym bowiem polega wzrost gospodarczy, że wraz z płacami równomiernie rosną ceny (choćby były to ceny jednego tylko towaru). Wzrost płac nie czyni jeszcze wzrostu cen nieruchomości „niebańkowym”. Rozumowanie tutaj jest inne.

Czemu w Chinach stoi 64 mln pustych mieszkań a ich ceny nie spadają? Czy jest to wynik opisanego w poprzednim artykule mechanizmu inwestowania głupców w nadziei droższej odsprzedaży większym głupcom o podobnych nadziejach? Być może wcale nie. Bowiem na każde oddane do użytku mieszkanie pozostające pustym przypada kilka oddanych do użytku a znajdujących lokatorów, gdyż od dekad chińskie społeczeństwo przeprowadza się ze wsi do miast. Antycypując te przeprowadzki, dla inwestora działaniem całkiem racjonalnym jest kupić mieszkanie zawczasu, kiedy jest jeszcze tanie, poczekać kilka lat na wzrost płac, i sprzedać mieszkanie z zyskiem.

To mogłoby tłumaczyć, dlaczego rynek nieruchomości w Chinach, mimo objawów napuchnięcia, jest zdrowszy niż ów rynek w przedkryzysowych Stanach Zjednoczonych. Mieszkania nie są kupowane przez przypadkowych ludzi, tylko inwestorów, a zwykły zjadacz ryżu musi partycypować w zakupie mieszkania zaliczką średnio wynoszącą 40% wartości lokum i często też kupuje mieszkanie w ramach inwestycji, których alternatywy są w Chinach ograniczone. Antycypacyjny charakter wzrostu cen mieszkań usensowniałby też działania chińskich władz, starających się spuszczać powietrze z co rusz nadymającej się bańki nieruchomościowej, podczas gdy w niemal każdej bańce w historii nie do przecenienia była rola władz w jej pompowaniu, ignorowaniu, a także zaprzeczaniu istnienia jeszcze w trakcie jej wybuchu.

Zatem wiedząc, że za kilka lat trzeba będzie budować gęściej i wyżej, by pomieścić w miastach również wieś, a więc że ceny mieszkania nawet o takim samym standardzie pójdą w górę, inwestorzy wolą kupić je już dziś, pozostawiając pustymi, niż bawić się w deweloperkę.

Standard lokali
Być może przyczyna wzrostu cen mieszkań w Chinach jest też czysto prozaiczna. Nie tylko buduje się gęściej, wyżej i wokół nowocześniejszej infrastruktury; wznosi się też budowle wyższej jakości. Wzrasta jakość samych budynków, gatunek materiałów, energooszczędność czy wytrzymałość na wstrząsy tektoniczne. Ale przede wszystkim wzrasta jakość mieszkań. Nie są to już komunistyczne krzywościany. Inne, nowocześniejsze, są też ich instalacje. Zamontowane są lepsze okna i drzwi. Wyłożone są gustowniejsze parkiety. Wyposażenie jest bogatsze.

Niezależnie jednak od tego, czy na chińskim rynku nieruchomości bańka istnieje czy nie, zarówno „przygodne” posunięcia samego USA, jak i bardziej nieuniknione systemowe koleje tego kraju i jego relacji z Chinami, sprawiają, że kłopoty amerykańskie są znacznie większe niż chińskie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.