Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14939 miejsce

Chiński teatr ...obrazki z ulic Pekinu

Zgodnie z cesarska tradycją, chiński teatr to rozrywka zarezerwowana dla elit. Na szczęście, przy odrobinie sprytu, najlepsze przedstawienia można obejrzeć za darmo, na ulicach Pekinu.

Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0 Taniec smoka. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Blue_dragon_dance.jpg

Akt pierwszy

Okolice placu Tiananmen.

Idę z Piotrkiem w stronę Białej Pagody, jednego z pekińskich zabytków. Nagle dołącza do nas kilkunastoletni Chińczyk, ubrany zgodnie z najnowszymi kanonami zachodniej mody. - Jacy wy jesteście wysocy - śmieje się sięgający nam do ramion chłopak. - Czy w waszym kraju wszyscy tacy są? Z rozbawieniem odpowiadamy na jego pytania i wdajemy się w głębszą dyskusję. Chłopak opowiada nam o atrakcjach Pekinu i historii Chin. W międzyczasie kieruje nas w uliczkę, mającą skrócić długą drogę. Zdradza, że jest studentem malarstwa i pyta, czy nie chcielibyśmy zobaczyć jego prac. Jasne, że tak. To mamy szczęście, bo właśnie stoimy obok galerii z jego wystawą.

Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie witamy się z właścicielem. Mężczyzna oprowadza nas po wystawie, zachwalając z pasją kolejne obrazy. Jacy ci ludzie są mili i uczynni. Powinniśmy odwdzięczyć się biednemu studentowi i kupić jeden z jego obrazów. Chyba, że… Chyba, że nasz malarz nie namalował w życiu żadnego obrazu. Chyba, że długa rozmowa była tylko przedstawieniem, mającym zwabić nas do galerii. Chyba, że właśnie trafiliśmy na jedną z szajek wykorzystujących naiwność zachodnich turystów, o których czytałem wcześniej w przewodniku.

Chwalimy obrazy, ale od zakupu wymigujemy się brakiem pieniędzy. Pozostajemy głusi na namowy artystów i grzecznie się żegnamy. Wychodząc, wpadamy na parę amerykańskich turystów, prowadzoną przez kolejnego malarza.

Akt drugi

Księgarnia z zagranicznymi książkami w okolicach Zakazanego Miasta

Domena publiczna. Obchody nowego roku. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Chinese_new_year_copenhagen_2006.JPG W skupieniu kartkuję jedną z anglojęzycznych książek. Z lektury wyrywa mnie pytanie uśmiechniętej Chinki. - Co czytasz? O czym jest ta książka? Odwzajemniam uśmiech i w jednym zdaniu streszczam lekturę. Odbywamy krótką pogawędkę. - Miło mi się z tobą rozmawia. Może przejdziemy w jakieś bardziej ustronne miejsce? Tak bardzo chciałabym podszlifować mój angielski. Niedaleko stąd jest moja ulubiona kafejka. Mam nadzieję, że czeka nas fascynująca rozmowa.

Rozmowa rzeczywiście będzie fascynująca. Zdziwię się tylko, że zamawiasz wykwintne potrawy i zakrapiasz je drogimi drinkami. Sielanka minie, gdy kelner zażąda ode mnie astronomicznej sumy za wypite przeze mnie piwo. Co więcej, będzie naciskał, żebym zapłacił również za ciebie. Pewnie jakoś się z tego wykaraskam, ale będzie mnie to kosztowało dużo krzyku i nerwów.

Odmawiam, tłumacząc się brakiem czasu. Dziewczyna odchodzi w poszukiwaniu nowego naiwnego. Jest ładna i miła. Nie dziwię się, że tylu turystów udaje się jej naciągnąć.

Akt trzeci

Dom towarowy

GNU Free Documentation license. Tańce ludowe. / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:HK_Sheung_Wan_Blake_Garden_Folk_Dancers_193.JPG W końcu udało mi się zdobyć adres domu towarowego z tanią odzieżą. Szykują się ostre negocjacje. Przedsmak dały mi zakupy w tutejszych sklepach. W Chinach na produktach nie ma naklejonych cen - płaci się tyle, ile zechce sprzedawca. Oczywiście, od obcokrajowców żąda się więcej. Spragnieni sprawiedliwości mogą negocjować, pokazując liczby na palcach, wpychając do rąk odliczoną kwotę pieniędzy lub grożąc odejściem do innego sklepu. Na początku wszystko jest nowe i zabawne. Po kilku dniach cały ten teatr staje się irytujący. Zaczynamy tęsknić za sklepami, w których klient, chcący zapłacić tyle co inni, nie musi z tego powodu tracić czasu i nerwów.

Po krótkich poszukiwaniach znajduję stoiska ze spodniami. Wolno przechodzę przez stragany i pytam sprzedawczynię o cenę krótkich spodenek, które wpadły mi w oko. Kobieta dyktuje zaporową kwotę stu sześćdziesięciu juanów (około dwudziestu pięciu dolarów). Przypominam sobie radę znajomej, by zbić pierwszą ofertę do dwudziestu procent i nie dać więcej niż trzydzieści. Próbuję się uspokoić i obliczyć swoją propozycję. Gdy ją wreszcie wyjawiam, sprzedawczyni obraca to w żart. Wzruszam ramionami i zbieram się do odejścia. Kobieta łapie mnie za koszulę i zaczyna schodzić z ceny. - Jaka jest pana propozycja? Proszę być poważnym. No dobrze, obniżę cenę, ale robię to tylko dla pana. Niech pan się szybko decyduje, bo za minutę oferta przestanie być aktualna.

Po kilkuminutowym przekomarzaniu zgadzamy się oboje na siedemdziesiąt juanów. Mimo wszystko jestem z siebie niezadowolony, bo wiem, że przepłaciłem. Trzeba zapłacić frycowe.

Pozostaję przy stoisku i pytam się sprzedawczynię o długie spodnie. Kobieta wybija kalkulatorze sto osiemdziesiąt juanów, na co kręcę przecząco głową. Precyzyjnie wyliczam swoją ofertę i ogłaszam ją pewnym siebie głosem. Sprzedawczyni ironicznie się uśmiecha i uświadamia mi, że chcę zapłacić za długie spodnie mniej niż za krótkie. Szydzi z mojej chciwości i wyrzuca ze stoiska.

Przez chwilę trapi mnie wstyd i poczucie winy. Tylko czy rzeczywiście mam się czego wstydzić? Przecież jestem w Chinach, kraju w którym każdy bez pardonu walczy o swoje, a wszelkie opory w tej dziedzinie są traktowane jako fanaberie rozpieszczonego Zachodu. Wracam do stoiska i podbijam cenę do stu dziesięciu juanów. Po minucie wychodzę ze spodniami.

Epilog


Chińczycy to nie cwaniacy czyhający na wypchane portfele zachodnich turystów. Nawet w Pekinie wystarczy wyjść poza popularne miejsca, by spotkać ze spontanicznym i ciepłym przyjęciem. Jednak im bliżej strefy turystycznej, tym nasza czujność powinna wzrastać. Po pierwszym dniu każda pozornie przypadkowa znajomość stawała się podejrzana. I za każdym razem uchroniło nas to od problemów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Dobry tekst.
Akt drugi wg mnie najlepszy :)
Akt trzeci ciekawy :D
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michale bardzo podoba mi się styl Twoich opowieści z ciekawych podróży, plus:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

trzeba to sobie powiedzieć jasno

Chiny to przygoda
szopping to tylko w Stanach;]
co się będziemy czarowac;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zakupy robiłem w tym samym czasie i nadal się w nie ubieram:]

Komentarz został ukrytyrozwiń

w tym jak piszesz "domu towarowym" heheh zwanym silk market sprzedają podróby i wytargować mozna niemla do paru juanów;]
to co tam kupiłam latem 2007 dziś już nie funkcjonuje;]
zepsuło się, podarło, rozpadło;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ze sprzedawcą w sklepie można się dogadać przy pomocy gestów. Naciągacze po angielsku mówią perfect, a na stragach z rzeczami i pamiątkami znają potrzebne zwroty. Ogólnie Chińczycy słabo znają angielski, ale jak człowiek chce to się porozumie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Super tekst, świetna historia

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to niezłe triki stosują miejscowi...
Plus za lekturę i za to, że nie dałeś się tym naciągaczom

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.