Facebook Google+ Twitter

Chińskie podróbki

Nie od dziś wiadomo, że Chińczycy blokują portale społecznościowe zachodnich konkurentów. Dotyczy to również przeglądarek oraz innych serwisów internetowych.

 / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:IllegalFlowerTribute1.jpgPrzede wszystkim wiąże się to z cenzurą. Władze Chin chcą zarówno kontrolować swoich obywateli, jak i zapewnić im złudną swobodę surfowania po internecie, która daje poczucie wolności słowa, nieograniczonego dostępu do usług, informacji oraz aplikacji, z których korzystają internauci na całym świecie.

Na czarnej liście "niechcianych" portali w Chinach, tuż obok Facebooka znajduje się m.in. Twitter, YouTube, Google czy Bing. Największe zagrożenie stanowił Twitter. Dzięki technologii mikroblogowej na zewnątrz mogły przedostawać się informacje, których normalnie opinia publiczna nigdy nie poznałaby.

Zachwyt nad portalami społecznościowymi ma zasięg globalny. Nie ominął również i Chin. Jest tu 400 mln internautów. Większość z nich używa portali społecznościowych, a aż połowa bloguje. Na potrzeby obywateli stworzono chińskie odpowiedniki zachodnich serwisów. Dostęp do nich pozwala pokazać swoją obecność w sieci. Władze godzą się na to, aby Chińczycy nie czuli wyobcowania i odmienności.Własne serwisy określają jako te, które bardziej odpowiadają potrzebom i kulturze mieszkańców Chin.

Furorę robi Kaixin, mocno krytykowany za niemalże identyczną strukturę jaką ma Facebook. W wywiadzie dla "Dziennika Kantońskiego" Cheng Binghao (były dyrektor technologiczny największego chińskiego portalu internetowego sina.com) powiedział, że Facebook jest jednym z najlepszych portali społecznościowych, ale nie można twierdzić, że wszystkie inne go imitują. Owszem, Kaixin wprowadził wiele innowacji, ale niezaprzeczalnie powstał na podstawie Facebooka. W podobny sposób działa Renren czy QQ.

Dotyczy to również "podróbek" Google i YouTube. W tym przypadku nawet nazwy są podobne- Goojje i YouTubecn.com. Pojawiły się w połowie stycznia z jednodniowym odstępem po sobie, tuż po wybuchu sporu pomiędzy Google a rządem chińskim. Chińskie władze, które nadzorują przestrzeganie praw autorskich i zamykają nielegalne strony, tego incydentu nawet nie skomentowały. Goojje jest złudnie podobna do Google. Zarówno w kwestii graficznej jak i znaczeniowej. W tłumaczeniu oznacza "starszą siostrę", natomiast Google- "starszego brata". W wyniku protestu Google, Chiny tymczasowo zawiesiły działalność Goojje. Użytkownicy automatycznie są przekierowywani na stronę Dierqi.com, pod którą ukryta jest chińska wyszukiwarka. W końcu Chińczycy są mistrzami w podrabianiu i to nie tylko stron internetowych.

źródła:
kaixin.com
guardian.co
wyborcza.pl
interia.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Chiny to problem złożony od zawsze.Produkcja podróbek to problem nie tylko państwa środka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie chce, zeby wyszlo, ze staje w obronie Chinczykow, bo tak nie jest, ale chcialem zwrocic uwage na ciekawe zagadnienie. Im dluzej jestem w Azji tym coraz bardziej rzuca mi sie w oczy, ze Zachod ma obsesje na punkcie patentow, licencji, pozwolen, zezwolen, certyfikacji, praw autorskich i wielu innych. W Azji to pojecie jest jesli nie nieobecne to przynajmniej bardziej ograniczone. Tu kazdy moze produkowac i sprzedawac do woli, a pojecie "podrobki" jako takie nie istnieje lub jest nieistotne. Sa sklepy z legalnymi DVD, koszulkami Manchesteru United czy garniturami Armaniego w centrach handlowych. A tuz obok wspomnianych centrum handlowych sa bazary z pirackimi DVD, podrobionymi koszulkami i ulicznymi krwcami. Powiedz mi ile zarabiasz, a powiem ci gdzie kupujesz...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.