Facebook Google+ Twitter

Chłopak na medal

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-11-18 11:04

Grzegorz Lanzer ma 23 lata, a jego wielką życiową pasją jest sport. Od czterech lat ćwiczy podnoszenie ciężarów w koszalińskim Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych "Start".

Mimo że jest od dziecka przykuty do wózka inwalidzkiego, nie poddaje się i osiąga sukcesy: jest członkiem kadry narodowej i weźmie udział w paraolimpiadzie w Londynie w 2012 r. Jak sam mówi, wózek inwalidzki nie jest przeszkodą, gdy się czegoś bardzo chce, a sport nadaje jego życiu trochę kolorów.

Przygoda ze sportem



Umawiamy się u Grześka w mieszkaniu. Mieszka na parterze, w jednym z budynków posiadających akurat podjazd, bo z tym jest różnie. Otwiera mi drzwi. Wesoły, sympatyczny chłopak, wita się mocnym uściskiem dłoni, zaprasza do środka. Przytulnie, uwagę przykuwa regał pełen różnych statuetek i medali. Jak zaczęła się przygoda ze sportem, pada moje pierwsze pytanie. Okazuje się, że bakcyla złapał już w szkole średniej, gdy nauczyciel wychowania fizycznego zabrał go kilka razy na siłownię, gdzie razem trenowali podnoszenie sztangi. Do Startu trafił w 2005 r., jak sam mówi, przypadkiem, bo zaprowadził go jeden z byłych trenerów. I tak się zaczęło. Pierwszy sukces? Grzesiek chwilę się zastanawia. To chyba był wrzesień, cztery lata temu, zająłem wtedy miejsce na podium w zawodach na Śląsku. Praktycznie tak się składało, że z każdych zawodów przywoziłem zdobycz, mówi. I zaraz dodaje z dumą: - Ale moje największe osiągnięcie do tej pory, to II miejsce na mistrzostwach Europy juniorów w 2007 r. w Grecji. Sam przyznaje, że treningi są ciężkie, przychodzą chwile zwątpienia. Ale sport pozwala czuć się potrzebnym, daje satysfakcję, na treningach i zawodach niepełnosprawni integrują się. Zdarzają się wspólne zawody z osobami sprawnymi ruchowo. Nawet udaje mi się czasem być lepszym od zwykłych sportowców! - śmieje się Grzesiek. Okazuje się, że czeka go niedługo nie lada wyzwanie, bo już 12 listopada jedzie na międzynarodowy turniej do Wrocławia, następnie jak dobrze pójdzie, wyjazd na Węgry i Puchar Europy na początku przyszłego roku. Oczywiście cały czas intensywna praca nad formą. To dla Grzegorza ważne, żeby dać z siebie maksimum.

Życie z perspektywy wózka



Pytam go, jak sobie radzi na co dzień? Zwykłe czynności nie stanowią dużego problemu. Grzesiek mieszka ze starszym bratem, czas dzieli między treningi i pracę. Do klubu ma blisko, bo pracuje w tym samym budynku. Plany na przyszłość? Może własna rodzina? Stanowczo zaprzecza
Teraz na pewno nie. Może kiedyś, mówi. W końcu zadaję mu pytanie o to, jak traktują go inni ludzie, czy obce osoby postrzegają go tylko przez pryzmat wózka? Od razu kręci głową.
- Nie czuję się dyskryminowany przez to, że jeżdżę na wózku. Dzisiaj widok niepełnosprawnego na wózku inwalidzkim to żadna sensacja. Może dlatego, że mam w sobie dużo pozytywnej energii, nie traktuję tego jak czegoś strasznego - tłumaczy mi Grzegorz. Do szkoły podstawowej, gimnazjum i ogólniaka chodziłem normalnie, nie byłem w klasie integracyjnej. I nikomu raczej nie przeszkadzał fakt, że urodziłem się z rozszczepionym kręgosłupem. Grześ nie zwraca uwagi na swoją niepełnosprawność, wyznaje zasadę, że wózek nie jest przeszkodą, byle tylko się nie załamywać. Czego życzy się ciężarowcowi na zawodach? - Połamania sztangi - śmieje się.


Autor: Tomasz Wojciechowski
http://www.mojeopinie.pl/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.