Facebook Google+ Twitter

"Chłopaki Anansiego", czyli literatura o słowach

Książka Gaimana przypomina puszkę Pandory, z której wysypują się zagadkowo coraz to nowe odniesienia, obserwacje i metafory. "Chłopaki Anansiego" to opowieść o znaczeniu słów.

"Chłopaki Anansiego" są jak dobrze skonstruowany obraz. Cieszy oko przechodnia, a konesera przyciąga przemyślaną głębią symboli. Oczywistym komplementem ze strony czytelnika byłoby stwierdzenie, że Gaiman włada słowem w unikalny sposób, łącząc ujmującą prostotę ze świetnym warsztatem, wyczuciem i dowcipem. W rubaszny sposób pokpiwa sobie z opisywanej rzeczywistości, nie zakładając jednak z góry zdecydowanych rozstrzygnięć, pozostawia je naszej ocenie. Umiejętność opisywania bez kategoryzowania i szufladkowania, wyrozumiałość wobec swoich bohaterów, ale i wobec czytelnika, który dzięki temu (oraz dzięki bezpośrednim zwrotom do niego) może w historii uczestniczyć i osądzać ją.

Myślę, że nawiązująca do bestsellerowych "Amerykańskich Bogów" książka jeszcze ją przerosła. autor udoskonalił umiejętność posługiwania się symbolem, konstruując świat, który bez rozbicia na najdrobniejsze składniki otwiera całe bogactwo treści najróżniejszej maści. Tym razem obiera sobie za jeden z motywów panteon egzotycznych, afrykańskich bogów, spośród nich wyróżniając Anansiego, boga-Pająka chadzającego zawsze w cytrynowożółtych rękawiczkach, zielonym kapeluszu i kraciastym garniturze. Ta zabawna postać, która pozostawiła wątłe, acz sympatyczne wrażenie po sobie w "Amerykańskich Bogach", tutaj pokazana jest w mniej oczywisty sposób, najpierw jako nieodpowiedzialny i złośliwy rodzic, później jako nieuleczalny kobieciarz i lekkoduch, kończący historię ciepłym gestem. Gaiman uczy nas pokory w każdym przypadku - żaden z jego bohaterów nie jest jednorodny i płaski, to złożone, często wewnętrznie skonfliktowane charaktery, które nie nadają się do szufladkowania "dobry"/"zły". Syn Anansiego, Gruby Charlie, dzięki serii niefortunnych przypadków, zapoczątkowanych na pogrzebie ojca, pokonuje wstyd i kompleksy i odnajduje pewność siebie i animusz, które w dość metaforyczny sposób przegoniła z niego sąsiadka. Wątków psychologicznych jest z resztą więcej, w zabawny sposób opisuje Gaiman strach przyszłego małżonka przed teściową (w śnie Charlie razem z małżonką poślubia demoniczną, rozsypującą się panią Noah), ojciec jest dla syna powodem wstydu, a rodzeństwo walczy ze sobą, by wreszcie dojść do kompromisu. Skąpana w onirycznej atmosferze historia niezwykłych przygód Grubego Charliego to jedna wielka metafora, w której znaleźć można dziesiątki niezaprzeczalnie trafnych obserwacji i dozę zdrowej ironii.

Dlaczego więc jest to literatura o słowach? W pewnym sensie tłumaczy to już pierwszy rozdział, mówiący o potędze słowa, dzięki któremu wszystko powstało. Co więcej, słowo tworzy także historie, które bóg Pająk odebrał Tygrysowi wiele wieków temu. Po co walczyć o historie? Bo ten, kto je ma, rządzi światem. Nie trzeba daleko szukać, spójrzmy na media - te, które mają słowo, mają władzę. Po drugie, boskim atrybutem Anansiego i jego potomstwa są piosenki, którymi potrafi on rozpędzać smutki i zmieniać rzeczywistość. Opanowanie tej sztuki daje pewność siebie i możliwość naprawiania szkód bądź karania winnych. Pieśń ma moc sprawczą dzięki słowom, w które wierzymy. Słowo opisuje rzeczywistość i pomaga nam ją rozumieć, literatura - próbuje je okiełznać i stosować jako narzędzie. To dopiero jest magia! Gaiman daje nam bardzo subtelnie do zrozumienia coś, o czym zdajemy się zapominać na co dzień - słowo to nie tylko nośnik informacji wymienianej podczas krótkiej rozmowy, ale to potężna broń, którą trzeba (a przynajmniej warto) umiejętnie się posługiwać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Świetna recenzja o świetnej książce :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.