Facebook Google+ Twitter

„Chłopcy z motylkami”. Jacek Hugo-Bader pisze o Rosji i Polsce

Kto czasami czytuje literaturę faktu, reportaże, jednym słowem autorów piszących non-fiction, ten wie, że Hugo-Bader wybitnym reporterem jest. Przy tym przenikliwym, a nade wszystko odważnym reporterem.

Żebyśmy mogli przeczytać jego „Dzienniki kołymskie”, to on tę Kołymę musiał przebyć wzdłuż, najczęściej autostopem ale i pieszo. A miejsce to dla nas, zwyczajnych ludzi, przecież niedostępne i „dzikie”. Czyż nie potrzeba do tego przede Jacek Hugo-Bader / Fot. Adam Kliczek / Wikipedia, licencja- CC-BY-SA-3.0wszystkim wielkiej odwagi? Mówiąc językiem współczesnym, Hugo-Bader to facet z jajami. Bo reportaż – jak mówi Wojciech Tochman - „karmi się ludzkim nieszczęściem, krzywdą, a nie każdy przecież jest na to odporny i ten ciężar uniesie. Reporter, dobry reporter, musi”. Nie inne wrażenie możemy odnieść czytając kilka jego reportaży napisanych przed laty, a zamieszczonych w wydanym niedawno minibooku „Chłopcy z motylkami”. Ot choćby o tym, jak wchodzi w obecnym Kazachstanie do korytarza wykutego w olbrzymiej górze, gdzie ongiś dokonywano prób atomowych, a obecnie promieniowanie jest tam przekroczone nawet o 500 %. Prowadzi też rozmowy z ludźmi tamtych czasów, nawet z tymi, co pracowali nad wybudowaniem takich bomb, ale przede wszystkim z ofiarami napromieniowania. Tak, trzeba być odpornym.

Zaraz po Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej w ZSRR obowiązywał frontowy regulamin jedzenia. Tylko chleb i słonina. Chleba (czarnego) było więcej więc kładło się na kromkę plasterek słoniny wielkości znaczka pocztowego i przed kęsem popychało się palcem lub nosem. Słoniny starczało do końca, a chleb nasączony tłuszczem poprzez to posuwanie stawał się lepszym. „Ostatni kęs to święto”. Ludzie nie mają łatwo w państwie totalitarnym, ale też okazuje się, że tam gdzie „równość, wolność i braterstwo” także. Czyli w Polsce. Szczególnie wtedy jak się jest bezdomnym. Ale jak to sprawdzić? Najlepiej ubrać się w stare i brudne ciuchy, w buty o trzy numery za duże i bezdomnego udawać. Hugo-Bader przez wiele dni jako nędzarz odwiedza najelegantsze lokale Warszawy. Często spotyka się z braterstwem, gorzej z równością (wobec prawa), bo i lanie od ochrony hotelu dostał. Jak już przestał bezdomnym być, to zrobił się dłużnikiem, żeby sprawdzić na własnej skórze jak działają firmy windykacyjne w Polsce. Nasłał ich sam na siebie. A tu już żartów nie ma, wrzucili mu do samochodu zdjęcie córki, która była na wakacjach za granicą. Na szczęście zawału nie dostał, ale bliski niego był. Odwagi także trzeba, aby walczyć z młodocianymi przestępcami, „chłopcami z motylkami”, nawet z tymi z własnego osiedla.
Ten minibook z reportażami jest o ludziach, bo „ludzie zawsze będą chcieli czytać o innych ludziach”. Dlatego przeczytałem.

Minibook zawiera następujące reportaże:
„Archipelag złotego deszczu”,
„Magazyn pomocy naukowych”,
„Charlie w Warszawie”,
„Długopolacy”,
„Chłopcy z motylkami”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.