Facebook Google+ Twitter

"Chmura" - rzecz o tarczy antyrakietowej

Kilkadziesiąt lat temu płk. Kukliński zapłacił życiem swoich dwóch synów, żeby oszczędzić Polsce losu frontowego państewka, z którego skonfliktowane mocarstwa uczynią radioaktywną zaporę. Dziś establishment zaprzepaszcza tamtą ofiarę.

Prawda o tarczy jest taka, że nie chroni ona przed pociskami z Iranu, nie daje też żadnej ochrony Polsce przed Rosją ani nawet nie podwyższa bezpieczeństwa USA. Tarcza antyrakietowa jest narzędziem agresji i dominowania świata. Instalację przeforsowano nie wspominając rzeczywistej przyczyny powstania amerykańskiej bazy w Polsce. Być może sojusz przeciwko Rosji ma sens, ale dlaczego nie powiedziano tego wprost i pominięto milczeniem wiążące się z nim ryzyko?

Tak jednakowa, mało krytyczna i poddana tandetnym uniesieniom postawa prasy i telewizji zapętliła się w cyniczny brak odpowiedzialności – przecież ceną za poparcie mocarstwowych ambicji USA może okazać się skażenie radioaktywne. Syceniu odbiorców hurra patriotyzmem prezydenta towarzyszyło marginalizowanie obaw Kowalskich przed utratą neutralności. Żeby rzetelnie odpowiedzieć na pytanie o koszta zatarcia różnic między interesem USA a Polski potrzebna jest całościowa analiza stosunków międzynarodowych, uwaga skierowana na wewnętrzne napięcia w Rosji oraz kilka obserwacji bezpośrednio skoncentrowanych na tarczy antyrakietowej. Media rozbudziły antyrosyjską histerię, by skaptować nas do kontrowersyjnego projektu panamerykańskiej dominacji. Czeka nas rola wasala u boku Ameryki. Mieliśmy prawo się na to nie zgodzić.

Polska i Jerozolima


W relacji z podpisania umowy o tarczy antyrakietowej ujrzeliśmy Condoleezzę Rice – Mater Patriae, która z pobłażaniem przypatrywała się baraszkującym Tuskowi i Kaczyńskiego. Łaszący się do czarnej matrony politycy chcą wykazać przydatność imperialnej polityce. Amerykańska sekretarz stanu przylatuje jednak w towarzystwie Radka Sikorskiego i spożywa z nim lunch. Ten potomek polskiego generała – prawdopodobnie zamordowanego przez układ sięgający po władzę w powojennej Polsce – jest jak królewiątko oddane przez podbite plemię na wychowanie - w młodym wieku - na dwór cesarski. Ożeniony z waszyngtońską księżniczką znakomicie legitymizuje nowy porządek globalny wobec słowiańskiego lenna. Sikorski to postać równie tragiczna co wielka, bo to on wszak - mając pełną świadomość bezowocności oporu wobec decyzji neokonserwatystów - chciał wywalczyć możliwie najlepsze warunki zainstalowania złowieszczej tarczy.

Rice zaprezentowała idealnie skrojony wizerunek potęgi mądrej, sprawiedliwej i łaskawej. Gdyby zestawić ze sobą rytuały towarzyszące sprawowaniu władzy przez wielkie imperia to odkrylibyśmy ich zadziwiające podobieństwo. Tusk i Kaczyński świadomi, że do pełni szczęścia Nowa Jerozolima potrzebuje Rosji i Chin zrobią wszystko, żeby zadowolić amerykański protektorat przez swój skromny wkład. Ta intencja leży u podłoża antyrosyjskiej retoryki obu mężów stanu.

Nową Jerozolimą po Moskwie jest dla polskich polityków Nowy York. Tam latają najczęściej konsultując każdy swój krok z sztabem doradców Busha. W bratnich sporach zakulisowym rozjemcą pomiędzy polskimi politykami są nostalgicznie nastawieni do nadwiślańskiej kultury wpływowi Amerykanie o polsko-żydowskich korzeniach.

Ten odwzajemniony w Polsce przez sympatię dla Izraela sentyment jest dużo bardziej pragmatyczny niżby się z pozoru wydawało. Polska dla międzynarodowej finansjery jest jak dojna krowa, gdyż nasze papiery dłużne są jednym z najbardziej stabilnych przedmiotów handlowych.

Bez rewizji zależności ekonomicznych i kulturowych, medialnych, w które popadliśmy po upadku komunizmu,
oraz rozwiązania zaciskającego się na polskiej szyi węzła zadłużeń polski rząd nie zdoła podjąć bilateralnej współpracy z USA, etycznej a zarazem korzystnej. Cena za krew polskich żołnierzy ograniczy się znów do odłożenia którejś z rat dłużnych lub łaskawie udzielonej pożyczki na spłatę odsetek.

Polacy, którzy zbliżają się do czterdziestki nie znają ojczyzny wolnej od zadłużenia zagranicznego. Ich dzieci nie poznają swobody inwestowania w własny rozwój - nie w cudzą spekulację. Obciążenie gospodarki spłatami rat i odsetek zaczęło przekraczać wpływy z eksportu towarów. W tym roku po raz pierwszy więcej niż połowa produktu krajowego brutto (52 proc.) obsługuje dług zagraniczny. Zadłużenie zagraniczne Polski - długi firm, instytucji publicznych i osób prywatnych - osiągnęło poziom 170 mld euro. Zależność wynikająca z zadłużenia krępuje ruchy kolejnych rządów. Aby sprostać bieżącym zobowiązaniom zmuszeni jesteśmy zaciągać kolejne pożyczki. Jeśli Polska zostałaby uznana za niewiarygodnego dłużnika to konsekwencje takiego wizerunku odbiłyby się na gospodarce i doprowadziły rychło do upadku ekipy rządzącej. Zaś odmowa pożyczki to przysłowiowe trzymanie za słaby punkt organizmu rządzącego. Trudno wyrokować czy amerykańska lojalność polskich polityków to bardziej oblicze głupoty i zakłamania czy też strachu przed utratą płynności finansowej.

Śledząc doniesienia mediów łatwo było zauważyć załamanie się dobrego tonu w wypowiedziach o PO. Nie budząca dotąd zastrzeżeń Platforma nagle stała się obiektem zaciekłej krytyki. Obok niesforności w sprawie tarczy, niepokój finansjery budzi brak dyscypliny budżetowej. Państwo wypłacalne to takie, które tnie brutalnie wydatki publiczne i socjalne. Po kolejnej aferze wokół PO wyciągniętej przez media, premier Tusk jak gdyby zmiękł i nie upierał się już przy pierwotnie postawionych Amerykanom warunkach ustanowienia tarczy w Polsce. Kaganiec na polityków zwyczajowo podziałał. Gorzej będzie z cięciem wydatków społecznych.

Kolejne dno wydarzeń związanych z tarczą antyrakietową leży na poziome historycznej Jerozolimy. Mimo posądzeń o antysemityzm Polska jest szczerym przyjacielem Izraela. Na tle lewackiej sympatii dla Palestyńczyków rozumiemy trudne położenie Żydów egzystujących pod demograficzną presją Arabów.
Zgoda na tarczę jest wyrazem solidarności z Izraelem, który wystawiony jest na wyjątkowo trudny pojedynek z Iranem.
Jeśli dozbrajanie Iranu przez Rosję skończy się atakiem na Izrael to Kreml nie powinien – w zamyśle pokrzywdzonych - utrzymać statusu bezkarnego obserwatora gehenny Żydów. Rakiety, które sięgają pustyni Negev, gdzie znajduje się ośrodek jądrowy, są podarunkiem Moskwy dla Iranu. Umieszczenie satelity irańskiego na orbicie okołoziemskiej to też zasługa Putina. Postępowanie Rosji jest co najmniej dwuznaczne, bynajmniej nie pomaga, a szkodzi Tel-Avivowi. Tarcza antyrakietowa otrzeźwia wschodniego niedźwiedzia, jest ostrzeżeniem: i tobie może przydarzyć się coś złego. Dowiedzieliśmy się o tym przy okazji wojny na Kaukazie.

Co miały znaczyć słowa Radka Sikorskiego: "PiS i prezydent chcą zrobić z Polski Izrael"? Doszukiwałbym się w tej wypowiedzi krytyki lojalnościowych obietnic prezydenta. Kaczyński poparł agresję Izraela na Liban. Życzliwość dla Izraelczyków jest oczywista: są to nasi braci, z którymi jesteśmy zżyci od stuleci. Trzeba jednak wiedzieć, kiedy się zatrzymać, by nie być współuczestnikiem zbrodni albo głupoty politycznej. Poza twardą opozycją wobec Stanów lub nadgorliwą uległością jest jeszcze trzecie stanowisko, które budzi niekłamany szacunek: krytyczne partnerstwo, realistyczny krytycyzm połączony z sojuszniczą lojalnością. Chodzi o rozsądne zaangażowanie we współpracę z Ameryką, w której gotowi bylibyśmy powiedzieć nie, kiedy polityka amerykańska traci swój sens, zostaje zmanipulowana przez manię imperialną, depcze wolność narodów i międzynarodowe konwencje. W relacjach z USA nie wolno zatracać odrębności interesów i zapatrywań.

USA mają więcej do stracenia niż Federacja Rosyjska, która spokojnie odwróci się od Europy z ofertą sprzedaży gazu i ropy. Nabywcę znajdzie w Chinach. "Wachlarz możliwości – zauważa jeden z publicystów NYT - jakimi dysponuje coraz bardziej nieprzyjazna Rosja, żeby narobić kłopotów Stanom Zjednoczonym wykracza daleko poza Syrię i góry Gruzji. Żeby wspomnieć tylko zamrożenie współpracy w zwalczaniu terroryzmu [korytarz zaopatrujący wojska NATO w Afganistanie – przyp. red.] i dotyczącej nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, manipulacji zasobami ropy i gazu, nacisk na amerykańskie bazy wojskowe w Azji Środkowej i fiasko wysiłków zmierzających do przedłużenia traktatów dotyczących kontroli zbrojeń z czasów zimnej wojny.

Najbardziej sensowne wytłumaczenie amerykańskiej rozgrywki wydaje się polegać na tym, że Waszyngton i Tel-Aviv niewiele mając do zaoferowania Rosji w zamian za wycofanie jej poparcia dla krnąbrnych Arabów uknuły intrygę z instalacją w Redzikowie. Następca Busha będzie miał materiał pod spuszczenie z tonu, jeśli Rosja zgodzi się na rezygnację z wspierania Iranu, który zagraża Izraelowi.

"Okazać się też może, że wystraszony kontrinstalacją rosyjskich rakiet w Syrii Izrael wywrze presję na swojego najbliższego koalicjanta celem przekreślenia umowy o tarczę antyrakietową w Polsce.

My zaś wcale nie musimy stawać po czyjejkolwiek stronie, bo naprawdę korzystne stanowisko polskiej polityki to trzymanie obu mocarstw – Rosji i USA – w jednakowej odległości od Warszawy.

O samej tarczy


Instalacja tarczy antyrakietowej czyni Polskę realnym gruntem konfrontacji nuklearnej. Wysiłek mediów poprzedzający podpisanie umowy szedł w kierunku usprawiedliwienia tej ofiary ideowym charakterem misji amerykańskiej. Ale czy bezpieczeństwo państwa Izrael, USA, misja ustanowienia liberalnej demokracji w Rosji na przekór samym Rosjanom, jak się ustanawia demokrację w Afganistanie i Iraku, zaprzęgnięcie ekonomicznej siły Chin w korporacyjny kierat są warte radioaktywnego ryzyka? W dobie wojny nuklearnej wszystko dzieje się w ułamkach sekund, a narażenie na pomyłkę grozi nieodwracalnymi skutkami. Nie jest to czcza gadanina. Ostrzeżeniem przed igraniem z jądrowym siedliskiem są cywilne awarie w Czernobylu czy w Tricastin na południu Francji.

Baza amerykańska ma status organizacji eksterytorialnej, wyłączonej spod polskiej kontroli. Nikt poza szpiegami nie będzie wiedział, jakie asy przetrzymują Amerykanie w Redzikowie. Oddanie decyzji o użyciu rakiet w ręce nadatlantyckich koalicjantów narusza suwerenność Polski i odrywa decyzje militarne od politycznego kontekstu właściwego dla naszego regionu. Skoro politycy ujawnili, że amerykańska instalacja jest antyrosyjska to tym samym pewne jest, że Amerykanie zainstalują pod Słupskiem broń zaczepną - zagrażającą samej Rosji i nie będzie to broń konwencjonalna. Najmniejszy brak synchronizacji – implikujący mylne rozpoznanie obiektu - między radarem w Czechach a dowództwem w Redzikowie grozi incydentem wywołującym nuklearną reakcję Rosjan.

Różnica między pociskiem obronnym - „ziemia-powietrze” i pociskiem zaczepnym - „ziemia-ziemia” zależy od programu komputerowego. Przestawienie kontroli pocisku z jednego programu na drugi, zmienia dowolnie charakter pocisku: albo na obronny, albo na atakujący. Za odróżnienie pocisku obronnego od pocisku gotowego zniszczyć rosyjskie ośrodki kontroli odpowiada tylko program komputerowy. Moskwa oddalona o kilka minut lotu pocisku – rakiety nie zdecyduje się na ryzyko tolerowania takiego zagrożenia, które może być wywołane przez błąd komputera. Kto jak kto ale Rosjanie wiedzą, co znaczy zawodność.

Zawodność to problem, który działa w obie strony. – Każdy, kto oglądał start promu kosmicznego Challenger, wie, że możliwa jest eksplozja rakiety tuż po starcie. Tyle że tam odbywało się to nad Pacyfikiem, a tu taki incydent zdarzyłby się w okolicach Słupska, co oczywiście wiązałoby się z ryzykiem dla mieszkańców – mówił „Rzeczpospolitej” Tomasz Hypki, ekspert w sprawach obronności. – Nigdzie na świecie nie ma tego typu obiektów w pobliżu aglomeracji miejskich. Amerykanie umieścili je u siebie na Alasce lub na pustyni.

Rosyjscy stratedzy twierdzą, że budowa wyrzutni pocisków amerykańskich jest pierwszym krokiem w konstrukcji kolosalnego systemu mającego na celu sparaliżowanie wielkich sił pocisków międzykontynentalnych Rosji. – Te rakiety znajdują się w pobliżu naszej granicy i stanowią dla nas zagrożenie, to pewne – mówił niedawno na konferencji prasowej prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew. "To oczywiście stwarza dodatkowe napięcie. Będziemy musieli na nie jakoś zareagować, zareagować rzecz jasna metodą militarną" - powiedział. Rosyjski przywódca użył przymiotnika "wojennyj".

Na miażdżące bombardowanie Polska nie będzie narażona, jak długo nie ma na swoim terenie wyrzutni amerykańskich pocisków. W razie ataku jądrowego na Polskę, dla którego pretekstem może być samo prawdopodobieństwo obecności w Redzikowie rakiet wycelowanych w Moskwę, Stany Zjednoczone nie narażą swojego bezpieczeństwa. Instalacja w Polsce służy przede wszystkim bezpieczeństwu USA i będzie uzależniać nasze od strategii amerykańskiej. Fraza "zrobimy wszystko w obronie sojusznika" jest dosłownie umowna. Arsenał Moskwy jest porównywalny z amerykańskim. Jeśli USA stając w obronie Polaków uderzyłyby w Rosję, to oba państwa zniszczyłyby się nawzajem. Jest więcej niż pewne, że działania defensywne, które podejmie nasz koalicjant nie
sprowokują nuklearnej odpowiedzi Rosji. W żadnym wypadku USA nie narazi się – w geście solidarności z nadwiślańskim sojusznikiem - na bombardowanie nuklearne. Głównym założeniem konfrontacji USA-Rosja, jest uniknięcie jednoczesnej wymiany bombardowania nuklearnego, które w przeciągu krótkiego czasu zniszczyłoby oba mocarstwa. USA prowadzi cyniczną grę kosztem Polski. W razie nuklearnej katastrofy w Polce, Waszyngton wykorzysta ten fakt co najwyżej jako argument propagandowy przeciwko Rosji.

Przekazane nam na odczepnego Patrioty są skuteczne w 20 procentach, w 80 zawodne. Chronią obszar nie większy niż 30 kilometrów. I najważniejsze: patrioty kapitulują przed rakietami niskiego lotu, którymi dysponuje Federacja Rosyjska w Królewcu. Obronne uchybienia patriotów opisuje jeden z polskich żołnierzy w Iraku: - Patriot obroni miasto jeśli zdąży, bo w Iraku F-16 zestrzelił baterię Patriot, kiedy komputer pokazał pilotowi, że go namierzyła (pomyłkowo uznając za obcy). Wynika z tego, że może ją zniszczyć jeden samolot, więc co tu mówić o obronie antybalistycznej, kiedy nie jest w stanie obronić się nawet przed nim.

- Amerykanie uważają, że Polska nie potrzebuje drogiego sprzętu do obrony kraju, bo i tak nie będzie w stanie odeprzeć ataku, np. ze strony Rosji – cytowała źródła bliskie Pentagonowi "Rzeczpospolita". Jest to jedna z niewielu szczerych wypowiedzi amerykańskiego dowództwa.

Bateria PAC-3 (Patriot) ma kosztować miliard dolarów z kosztami uruchomienia produkcji. Oczywiście to nie koniec naszych wydatków. Władze polskie zgodziły się pokryć koszta przygotowania terenu pod instalację tarczy antyrakietowej. To dodatkowe obciążenie budżetu rzędu 20 do 30 milionów złotych. Na kpinę zakrawa fragment umowy mówiący o ponoszeniu konsekwencji złego użycia tarczy. Amerykanie zobowiązali się do udzielenia nam pomocy prawnej: „Życzliwie rozpatrzą” możliwość zwrotu kosztów. Nie jest to nawet terminologia legislacji, jedyna poważna w tego typu kontraktach. Nie określono minimum amerykańskiego wkładu w modernizację naszej armii, co w języku dyplomacji oznacza mniej więcej: odczepcie się.

System obronny typu „Tarczy” budzi niezdrowy apetyt na panowanie globalne bez względu na cenę. Tarcza antyrakietowa jest jak prezerwatywa: tworzy iluzję, mentalność bezpieczeństwa sprzyjającą przekonaniu, że możemy pozwolić sobie na więcej. A to nieprawda. Niektórzy nawet wierzą, że przeżyją katastrofę nuklearną dzięki tarczy. Funkcjonuje przeświadczenie, że nieprzyjaciel po pierwszym uderzeniu będzie operował osłabioną salwą odwetową, dużo słabszą niż pierwszy atak. Neokonserwatyści utrzymują, że mogą wygrać wojnę nuklearną, jeżeli uderzą pierwsi w myśl doktryny „wojen zapobiegawczych”. Uprzedzający atak USA na Rosję miałby przynieść totalne zwycięstwo Ameryce.

Większość Amerykanów nie podziela dalekosiężnych planów waszyngtońskich jastrzębi i obawia się wyścigu zbrojeń. W prestiżowym dwumiesięczniku Naukowców Atomowych (maj i czerwiec 2008) profesorzy Georgie Lewis z Cornell University oraz Teodore Postol z Massachusetts Institute of Technology wyrażają obawę, że Missile Defense Agency (MDA) z Pentagonu posunęła się za daleko i może postawić USA na drodze do kolizji z arsenałem nuklearnym Rosji. "Z tej drogi ciężko będzie zawrócić – piszą - żeby uniknąć „wojny ostatecznej”. W odpowiedzi na wyrzutnie w Polsce rakiety wycelowane w USA mogą pojawić się na Kubie. Przekonanie o gwarantowanym obopólnym zniszczeniu USA i Sowietów w czasie ostatniej fazy Zimnej Wojny, przyczyniło się do uniknięcia katastrofy nuklearnej. Ludzie wiedzieli, że oni sami i ich rodziny poniosą skutki błędnej decyzji, która spowodowałaby rozpętanie wojny nuklearnej. Jak będzie teraz?

Błędem było wpisanie zgody na lokalizację bazy w szerszy układ polityczno-wojskowy narzucony przez USA z pominięciem Europy jako całości i NATO. Strategiczne cele Europy oraz NATO mogą się znacząco różnić od motywacji Ameryki. Polacy są wykorzystywani jako siła najemna dla realizacji hegemonicznego planu. Nasze zaangażowanie w okupację Iraku i Afganistanu, a teraz w instalację tarczy nasuwa skojarzenie z Somosierrą i podbojami Napoleona. Jednocześnie kompromitującym błędem politycznym była zgoda polskiego rządu na wiązanie się paktami wojskowymi z powszechnie krytykowanym za nieodpowiedzialność prezydentem Bushem. USA może w każdej chwili odstąpić od projektu „Tarczy” a Polacy już ponoszą gospodarcze i polityczne konsekwencje swej pochopnej zgody na uczestnictwo w grze, na którą nie mają kompletnie wpływu i w której są pionkiem.

"Chmura" – katastroficzne brzemię mediów


Jakiś czas temu Niemcy wyprodukowali interesujący film pt. "Chmura". W całej serii zimnowojennych kinematografii niemiecki produkt wyróżniał się dość lekką, liryczną fabułą i nie obciążał widzów ekologicznym doktrynerstwem. Opowieść o dwojgu młodych ludziach, z których jedno zostało skażone, dostarczała za to mnóstwa szczegółów technicznych i obserwacji ludzkich zachowań. Jak zachowalibyśmy się my, zwyczajni ludzie dotknięci tak potwornym zagrożeniem? Wypatrywanie radioaktywnej chmury urastało w tym filmie do rzędu czynności symbolicznych. Nieścisłe informacje o jej przemieszczaniu się narażało setki tysiące ludzi na niebezpieczeństwo. W panicznym pędzie: na rowerach, w samochodach, pociągami, piechotą uprzedzali oni ruch chmury; obsesyjnie wpatrywali się w niebo, żeby tylko uniknąć opadów deszczu. Nie udało się. Skażenie wdzierało się w każdy zakamarek ludzkiego życia. Brakowało lekarstw, lekarzy, przytomnych organizatorów ucieczki, ludzie się wzajem tratowali.

Przywołuję tę katastroficzną wizję nie po to, żeby mieszkańcy Redzikowa zawczasu myśleli o drogach ewakuacji, jodzie w apteczkach i zapasach nieskażonej wody. Myślę o odpowiedzialnych za taki rozwój wypadków. Bo nie trzeba szczególnej wyobraźni, żeby wiedzieć, że największym niebezpieczeństwem dla Polski nie jest brak wyrzutni rakietowych, lecz ich obecność. Nawet najbardziej zagorzali antykomuniści wiedzą, że sąsiadująca z nami Rosja nie ma diabolicznych rysów domalowanych jej przez korporacyjną propagandę a prawdziwe imperium pozostaje anonimowe w globalnej tkance świata.

Dlaczego takich głosów jak ten prof. Anny Raźnej zabrakło w tej ważnej dla Polski chwili?
Instalacja amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce potęguje skokowo nasze zagrożenie ze strony tych, przeciwko którym jest wymierzona. Przy ewentualnym zagrożeniu Polska staje się tym samym polem zniszczenia. Oficjalnie administracja Białego Domu twierdzi, że tarcza wymierzona jest przeciwko Iranowi, z którym mamy obecnie poprawne stosunki i który nie przeciwko nam tworzy swój potencjał nuklearny. Polityka amerykańska jest jednak wybitnie makiaweliczna, daleka od jakichkolwiek zasad etycznych, a zwłaszcza od prawdy. Nieoficjalnie wiadomo bowiem, że USA wraz z Izraelem przygotowują się do ataku na Iran. W takim scenariuszu zaangażowanie Polski, nawet na obecnym etapie, kiedy jeszcze ostatecznie nie ma zgody na instalację tarczy, już mobilizuje przeciwko nam Iran.

O tym, że Ameryka nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań wobec Polski, przekonujemy się coraz częściej. Niczego nas nie nauczyła ani lekcja w Iraku, ani w Afganistanie, na Ukrainie, Białorusi i w Gruzji, gdzie ślepo realizujemy interesy potężnego lobby amerykańskiego. Polska potrzebuje unowocześnienia armii i dozbrojenia, czego Ameryka, nasz rzekomo największy sojusznik, nie przyjmuje do wiadomości. Ta sama Ameryka, która innych swoich sojuszników dofinansowuje szczodrze, łożąc na nich niekiedy miliardy dolarów. Myślę, że odpowiedź jest jasna - tarcza nie leży w interesie Polski.


Kogo Polacy rozliczą z nieodpowiedzialnych decyzji? Pawła Lisickiego, Michnika, Pracowników wydawnictwa Axel Springer i wszystkich, którzy jak stado wron tępo powtarzali, że tarcza broni nas przed Rosją?

"Jeszcze kilka tygodni temu zdawało się, że negocjacje w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej mogą się zakończyć fiaskiem" - pisał Paweł Lisicki w "Rzeczpospolitej" w tym samym uniesieniu, co zachwyceni jądrowym arsenałem ZSRR partyjni sekretarze. - "Że strony nie dojdą do porozumienia. Stało się, na szczęście, inaczej."

Jeśli przyjąć, że takie deklaracje nie zawierały kontrargumentów dla tarczy, bo korporacyjni dziennikarze ich nie znali, to dlaczego w mediach przekrzywiono analizę w jedną stronę i zabrakło miejsca dla przeciwników tarczy. Do studiów telewizyjnych zapraszano tylko zwolenników instalacji, na łamy prasy tylko zwolenników tarczy, przed mikrofony radiowe tylko zwolenników tarczy. Tę medialną sytuację braku pluralizmu trzeba nazwać wprost: manipulacją. Redakcje świadomie zmanipulowały odbiorców odcinając ich od informacji innych niż te, które projektowi tarczy antyrakietowej sprzyjały.

Media popełniają grzech: kreują rzeczywistość i opowiadają się za jedną ze stron w sporach politycznych, ideowych czy – jak obecnie – militarnych miast obiektywnie spór ten relacjonować. Czy prosty gest – zaproszenia do studia przeciwnika tarczy - kosztowałby redaktorów naczelnych utratę głowy? Naczelni liczą na naszą krótką pamięć. Za chwilkę w mediach pojawią się bardziej krytyczne analizy nt. tarczy, żeby zatrzeć wrażenie bezpośredniego wpływania na decyzje polityków. Dziennikarze obywatelscy pamiętają.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

dobry artykuł...rzeczywiście tusk i kaczor wyglądali śmiesznie, próbując być jak najbliżej pani Rice. Dobrze,że się o to nie pobili :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.