Wystawę oglądałem 24 września 2010 r. Bardzo zachęciła mnie do niej rozmowa nadana w 2PR parę dni wcześniej (najprawdopodobniej z komisarzem wystawy Andrzejem Dzięciołowskim).

W Muzeum Narodowym ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie pojawiły się przedmioty reprezentujące wątków z radiowej zapowiedzi. Wspominano np. o prostocie wystroju mieszkań Chopina (że to bardziej warszawski klasycyzm niż, pełen bibelotów, romantyzm) - zabrakło przykładów. Mówiono też o czasopiśmie satyrycznym, które Chopin wyjątkowo zapamiętale prenumerował. Szukałem numerów wśród eksponatów. Nie było. Rozumiem, że w roku 200-lecia trudno było ściągnąć niektóre archiwalia - ale przecież nie takie. Czasopismo nie było chyba trudne do sprowadzenia, a parę artykułów można było nawet przetłumaczyć.

Wystawa zajmuje dwie dość duże sale, pomalowane modnie (tzn. jeden intensywny kolor i napisy przyklejone wprost na ścianach), acz w przypadku sali purpurowej trochę nieznośnie - tło jest zbyt agresywne. Królują obrazy, szkice, jest też kilka rzeźb. Najżywiej wg mnie przemawiający eksponat, najbliżej związany z kompozytorem, to rysunek George Sand przedstawiający Chopina wbiegającego po schodach. Pewne postacie i twórcy są trochę nadreprezentowani. Np. Michałowski (chyba z 7 czy 8 różnych wersji Somosierry), Rodakowski, przeróżne podobizny Mickiewicza.

Na pewno warto przed zwiedzaniem wziąć ze stojaka bezpłatny folder wystawowy, dzięki któremu dowiemy się więcej o zgromadzonych przedmiotach i przyczynach ich wyboru przez organizatorów... Podobno wystawie towarzyszy również obszerny katalog naukowy, jednak, jako zwykły zwiedzający, dowiedziałem się o tym dopiero w domu, po dokładniejszym przeczytaniu folderu.

Na zwiedzenie wystawy dobrze zarezerwować sobie jeden z piątków - to dzień z bezpłatnym wstępem do Muzeum. Mamy czas do 14.11.2010.