Myślałem, że po "
aferze lekturowej" w gimnazjach nic gorszego już się zdarzyć nie może. A jednak... To co zdarzyło się wokół matur, to skandal jeszcze większy. Nie piszę przy tym o ewidentnym "babolu" z matematyki. Zafascynował mnie problem języka polskiego...
Otóż dyskusja toczy się wokół tego, że młodzi ludzie mieli przeanalizować sen jako sposób obrazowania, na podstawie m.in. fragmentu "Lalki". Sęk w tym, że podobno we wspomnianym fragmencie bohaterka nie spała... Wygląda jednak na to, że resort edukacji nie dostrzega istoty sprawy.
Bo skandal nie dotyczy tego, czy Izabela Łęcka spała, roiła na jawie, czy też znajdowała się w stanie między jawą a snem. Prawdziwy problem tkwi w tym, że młodym ludziom serwuje się tematy absolutnie oderwane od rzeczywistości. Z całym szacunkiem dla niezłego w końcu Prusa i jego "Lalki" - to nie jest temat na maturę z polskiego! To temat na sprawdzian z pozytywizmu.
Matura powinna być innym egzaminem, wymuszającym realne myślenie - o mnie, o relacjach moich i otoczenia z rzeczywistością... Nie chcę tylko krytykować, więc podrzucam kilka tematów. Zamiast bredni o śnie-jawie w "Lalce" można by przeanalizować temat "Herbert i Miłosz - dwie postawy wobec totalitaryzmu. Która z nich jest Ci bliższa...". Nie pasuje? Ok - nowa propozycja: "Czy dekadencja z okresu Młodej Polski i obecny konsumpcjonizm młodzieży mają wspólne źródła, czy też są zjawiskami odrębnymi...". Nie pasuje? Proszę bardzo: "Koncepcja przestrzegania prawa w literaturze a problemy współczesnej młodzieży".
I tak można w nieskończoność. Wymyślać tematy, które odnoszą się do realnych problemów, do rzeczywistości. A nie do urojeń sennych (czy jakichkolwiek innych) laseczki sprzed 150 lat... A skoro musi być "Lalka" to jeszcze jedna propozycja tematu - obiecuję ostatnia: "Handel z Rosją - hańba czy konieczność? Przedstaw swój pogląd odnośnie XIX i XXI wieku. Przeanalizuj zmianę postrzegania problemu."
Po co o tym piszę, co mi szkodzi rozmyślanie o pannie Izabeli? Ano od lat słyszymy, że polska szkoła wtłacza wiedzę, a nie uczy samodzielnego myślenia. Inne sztandarowe hasło: "Wiemy więcej niż rówieśnicy, ale to oni są lepiej przygotowani do pracy i życia".
Co w efekcie robi się w polskiej szkole? Wprowadza system ocen, w którym analizuje się, czy zostały użyte odpowiednie słowa, czy też nie. Wrzuca tematy odnoszące się do wybranych wątków z książki, co powoduje, że matura staje się sprawdzianem, czy uczeń czytał książkę, a nie weryfikacją sposobu myślenia, umiejętności szukania relacji literatury z życiem.
A na koniec pani minister edukacji oświadcza, że wszystko to wina... Romana Giertycha, który zdestabilizował ministerstwo. Pani minister! Proszę zejść na ziemię. Odrobinę pokory! Gdyby taki bałagan panował wokół matur pod rządami Giertycha, media i opozycja zjadłyby go żywcem (pamiętne, podłe hasło uczniów: "Giertych do wora, wór do jeziora"). A pani minister siedzi i opowiada farmazony.
To pani, pani Hall, ponosi pełną odpowiedzialność za bałagan na maturach. Za durny temat z polskiego i nieczytelny wykres z matematyki również. Oczywiście, to nie pani wina (zawinił urzędnik x), ale pani jako minister firmuje cały ten bałagan. Życzę zatem pokory i nie zasłaniania się ministrem Giertychem. Bo pomijając fakt, że był on beznadziejny, nie ma go pół roku. Na szczęście. Chociaż do pełni szczęścia bardzo daleko... Dalej, niż się może wydawać.