Facebook Google+ Twitter

„Choroba Kurskiego”

Wiele lat temu, gdy czytałem "Marysieńkę Sobieską" Boya-Żeleńskiego z niedowierzaniem przeczytałem, że Ludwik XIV - król Francji - wolałby zrobić sobie lewatywę z tłuczonego szkła niż dać purpurę kardynalską ojcu Marysieńki.

Naiwna młodość i brak doświadczenia nie pozwoliła mi zrozumieć głębokiego sensu tego sformułowania. Minęły jednak lata, życie przyniosło rozmaite rozczarowania i wreszcie pojąłem, w czym rzecz. Okazało się, że kontakty międzyludzkie czasami są tak bolesne, że mając do wyboru lewatywę z tłuczonego szkła i rozmowę z nielubianym człowiekiem, zdecydowałbym się na lewatywę. Są bowiem ludzie, których głos i maniery są szorstkie jak papier ścierny, a dusze podobne do lochów starych zamków z wilgotnym ścianami i szkieletami zakutymi w kajdany. Kilka minut konwersacji twarzą w twarz wywołuje taką wewnętrzną furię, że opanowywanie się trwa przynajmniej kilka dni.

Większość z nas dzięki instynktowi samozachowawczemu nauczyła się unikać takich toksycznych jednostek pojawiających się od czasu do czasu w najbliższym otoczeniu. W wielu grupach i wspólnotach działa zresztą, dzięki alltruizmowi, rozwinięty system wczesnego ostrzegania przed osobnikami, których istnienie wzbudza w nas empatyczne zainteresowanie okresem panowania Ludwika XIV. Siedząc w domu jesteśmy w stanie zapewnić sobie minimum bezpieczeństwa i dożyć szczęśliwie, bez takich stresów, wieku dojrzałego, a nawet późnej starości. Co jednak zrobić, kiedy zawód i osobiste zainteresowania wymagają w miarę stałego kontaktu z gazetami, tygodnikami, radiem i telewizją. Wtedy jesteśmy całkowicie bezbronni, gdyż można odnieść wrażenie, że rolę polityka wybierają prawie wyłącznie ludzie, których wcześniej udało nam się uniknąć. Kilkanaście minut lektury tekstu, na nasze nieszczęście wzbogacone fotografią z wredną twarzą lub kilka minut telewizyjnego sprawozdania sprawia, że wszystko zaczyna nas w środku boleć, chociaż nie sięgnęliśmy jeszcze po ostateczny zabieg terapeutyczny. Najczęściej dlatego, że gruszka do lewatywy używana jest rzadko i nie możemy jej, w straszliwym zdenerwowaniu, znaleźć.

Podobno dobrze robi głośna, chociaż jednostronna, dyskusja z radiem lub telewizorem. Przyjaciółka domu, która nie miała szczęścia i spędziła całe życie w systemie socjalistycznym, skrajnie zirytowana zapewnieniami faceta z „Dziennika telewizyjnego” o znakomitym zaopatrzeniu sklepów przed świętami Bożego Narodzenia (ludzie stali po trzy dni w kolejkach – to informacja dla młodego pokolenia i ludzi o krótkiej pamięci historycznej) pukała go w czoło poprzez ekran telewizyjny i pytała: „a widziałeś ch..... a widziałeś?

Opisane przeze mnie sposoby są skuteczne w odniesieniu do większości znienawidzonych polityków. Niestety, całkowicie zawodzą w licznych konfrontacjach z Jackiem Kurskim. Z krótkiego badania przeprowadzonego wśród przyjaciół i kolegów (nieistotne, że większość z nich to sympatycy Platformy Obywatelskiej) wynika, że pojawienie się tego polityka w telewizji doprowadza do stanu, grożącego zejściem z tego pięknego świata z powodu nagłego skoku ciśnienia. I nie wiadomo co jest gorsze, czy samozadowolenie bijące zawsze z jego twarzy czy też wyjątkowa skłonność do brutalnego oskarżania przeciwników politycznych.

Przed toksynami, które emanują z jego postaci nie ma ucieczki. Wyłączenie telewizora lub radia oraz wyrzucenie artykułu do śmieci przynosi tylko chwilową ulgę. Reakcja łańcuchowa została już rozpoczęta i czeka nas pogłębiający się stan rozstroju organizmu i mózgu. Ofiary „choroby Kurskiego” bardzo łatwo jest rozpoznać w szpitalach i na ulicy. Jej cechami charakterystycznymi jest sztywny krok, błędne spojrzenie, ślina płynąca z kącików ust i ciągła rozmowa z samym sobą.

Ostatnią fazą tej straszliwej choroby jest wykradanie nocą szkła z ekologicznych pojemników i rozbijanie go młotkiem na proszek. To sygnał, że nieszczęśliwi ludzie zdecydowali się na ostateczną, ale skuteczną terapię. Cierpiąc na bezsenność odnoszę wrażenie, że dźwięki te słyszę coraz częściej.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Kurski PO


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Dałem już punkt wcześniej... oczywiście plus :)
Przyszedłem zmęczony z uczelni i czytam ten felieton po raz drugi... i co? odpoczywam przy nim...
Zaciekawiający czytelnika "lenia" tytuł i lid napawający chęcią do dalszej lektury.
Nawiązanie do literatury wskazuje na oczytanie autora - co jest powszechnie wiadome, bo Rostoski jest recenzentem wielu książek pojawiających się na polskim rynku. Wracając do tekstu to podoba się jeszcze "cięty" humor.

Panie Andrzeju, mam tylko nadzieje, że nigdy żaden polityk nie zmusi Pana do tak drastycznych kroków jak lewatywa ze szkłem. Polecam uruchomienie "bezprzewodowej zmieniarki półautomatycznej" i przełączenie na inny ciekawszy program albo dobrą książkę :) Jak zobaczę wzmożoną aktywność Kurskiego w telewizji, to zwrócę uwagę na pojemnik ze szkłem ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.