Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30428 miejsce

Choroba społeczna: konsumpcjonizm

Bezmyślny konsumpcjonizm postawiłbym w jednym rzędzie z naczelnymi chorobami cywilizacyjnymi współczesnego świata, takimi jak nerwica czy depresja. Jest to poważnym problem, który z roku na rok coraz bardziej się nasila..

Uroczystość Wszystkich Świętych już za nami. Choć w powietrzu wciąż unosi się zapach palonych zniczy, cmentarnych chryzantem i wieńców świerkowych, wszystko zaczyna powoli przykrywać śnieżny puch. Czas zadumy już niebawem zostanie zastąpiony czasem świątecznego szaleństwa. Skok ze skrajności w skrajność. Płomienie, zapalone kilka dni temu, zostaną zgaszone wiatrem, deszczem, zapomnieniem. Niewielu z nas znajdzie chwilę, żeby wrócić i podtrzymać świadomość wspólnoty ze zmarłymi, większość bowiem wpadnie w nieokiełznane pragnienie konsumowania następnych dni – łapczywego zżerania tego, co podstawią nam pod nos sklepikarze.

Bezmyślny konsumpcjonizm postawiłbym w jednym rzędzie z naczelnymi chorobami cywilizacyjnymi współczesnego świata, takimi jak nerwica czy depresja. Jest to poważnym problem, który z roku na rok coraz bardziej się nasila, pochłaniając kolejne grupy społeczne. Ludzie, wodzeni za nos przez producentów produktów wszelakich, utracili świadomość właściwych potrzeb. Posiadanie stało się mantrą. „Potrzebuję” zostało zastąpione przez „bezwzględnie muszę mieć”. Wchodząc do sklepów, coraz częściej przestajemy zastanawiać się nad tym, co jest nam konieczne, poszukując tego, co powszechnie uważa się za niezbędne. Świadomy wybór dyktowany przez „Ja”, zostaje brutalnie zdegradowany przez mechaniczny wybór, dokonany przez „My”. Właściwe myślenie jednostki zostaje zastąpione przez działanie ogółu.

Szukając źródeł tego zjawiska, docieramy najczęściej do producentów, którzy efektywnym marketingiem, kolorowymi bilbordami i promocjami, ściągają do sklepów zaczarowanych klientów. Trudno ich za to jednak obwiniać – robią co muszą, żeby przetrwać na błyskawicznie rozwijającym się rynku. Główna przyczyna tkwi w nas. Żyjąc reklamami, zapominamy o tym, co naprawdę jest nam potrzebne. Pięćdziesięcioprocentowa zniżka ceny byle czego jest magnesem, który można jedynie porównać z peerelowską dostawą chleba do sklepu. Tak samo jak kilka lat temu ustawiano się w kolejki długie na parę ulic, tak i teraz, przed marketami zbierają się ludzie, by wykorzystać promocję. Różnica, choć jaskrawa, tak często niewidoczna, polega na tym, iż dzisiaj kupujemy coś, co zazwyczaj nie jest nam potrzebne. Przyciągani przed drzwi marketu, zapominamy, że przekroczenie progu świątyni handlu w szale zakupów, będzie nas kosztować utratę oryginalności i samostanowienia.

Korzenie naszego automatycznego zachowania często kryją się w świadomości społeczeństwa powojennego. Przyzwyczajeni do biedy, pustych półek sklepowych, chronimy się przed powrotem tragicznych czasów octu i papieru toaletowego – jedynych artykułów, których nie brakowało. Kupując co tylko się da, tworzymy magazyny „może kiedyś będzie potrzebne”, choć tak naprawdę chomikujemy w nich własną wolność (także wolność zakupów), niezależność, której przez tak długie lata nam brakowało. Nie minęło bowiem ćwierćwiecze od momentu, gdy wychodząc na ulicę, mogliśmy się spodziewać wszystkiego, tylko nie dostatku. Nagły przeskok w gospodarkę wolnorynkową, w zupełną niezależność, w powolne – choć stałe – gromadzenie dóbr, musiał spowodować szok, który teraz wyładowujemy w marketach.

Tłumacząc w ten sposób zachowanie naszego społeczeństwa, paradoksalnie wykluczamy jego naturę konsumpcyjną. Nie jest już ono bowiem nieusprawiedliwionym wchłanianiem dóbr. Z drugiej strony, wciąż mamy do czynienia z automatycznym postępowaniem, którego nie sposób tłumaczyć. Świadomość, że wszystko jest nam potrzebne i wszystko należy kupić, sprawia, że stajemy się bezmyślną masą, krążącą wśród sklepowych półek. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasze zachowanie, nasz brak własnego zdania, podporządkowanie się ogółowi i dyktatom marketingu, zabija twórczość.

Konsumowanie nowych produktów z niesłychaną łapczywością, sprawia, że zjawisko twórczego fenomenu zupełnie zanika. Klient, który jest przytłoczony mnogością ofert, przestaje zwracać uwagę na to, co wybitne i niepowtarzalne. Pochłanianie każdej nowości, nie daje nam czasu na zrozumienie istoty, a także genialności twórczej jednego, konkretnego dzieła – jednej książki, jednego filmu, jednego utworu muzycznego. Kilka lat temu wydawca nie mógł sobie pozwolić, na włączenie do swojej oferty czegoś, co nie stało na odpowiednio wysokim poziomie – w przeciwnym razie, skazywał się na pewne bankructwo. Przy stosunkowo niewielkiej ilości produktów, każde niedociągnięcie było zauważane. Sprzedawano jedynie to, co miało odpowiednią wartość. Rynek zmienił się od tego czasu diametralnie. Wydawcy często promują buble, które – mimo wszystko – sprzedają się.

Wyróżnienie jakiegoś dzieła przez szarego klienta, nie zajmującego się krytyką literacką, filmową czy muzyczną, jest rzadkością. Pochłania się wszystko, w każdej ilości, bez opamiętania. Czytamy, oglądamy, słuchamy, tylko po to, żeby czytać, oglądać i słuchać. Nic poza tym. Przestaje się dostrzegać faktyczną wartość dzieła. Wybicie się poza ogół, wtopienie się w świadomość odbiorcy, jest już prawie niewykonalne. Przestało się mówić o kultowych kapelach czy filmach – twórcy pojawiają się i znikają sezonowo, na jedno lato, jedną zimę. Wybitni zostają w pamięci najdłużej na dwa czy trzy lata. Później się zapomina.

Nie dokonuje się już porównań takich arcydzieł kinematografii jak choćby Miś, Rejs, Ojciec Chrzestny, albumów Santany, McLaughlina, Edyty Geppert, Marka Grechuty, książek Cortazara, Goldinga, poezji Miłosza, Twardowskiego ze współczesnymi, masowo wydawanymi produktami. Choć możliwość publikacji, którą stwarza rozwijający się rynek, działa pozytywnie na młodych, nieśmiałych twórców, to także zabija fenomenalność niektórych z nich. Wielu jest takich, którzy kreując dzieła wybitne, zostają niedostrzeżeni. Los każdego z nich spoczywa w rękach krytyków, którzy albo wyszukają owoc ich twórczości wśród ogromnej liczby produktów i wyciągną go na świat, albo ominą i zakopią w zapomnieniu.

Zahamowanie turbiny, napędzającej tę wielką manię kupowania, konsumowania towarów wszelakich jest niemożliwe. Musimy sobie jednak zdać sprawę, że nasz wysiłek wybicia się na własną, nienaruszoną przez marketing osobowość – wolną od promocji, gratisów i wyimaginowanych potrzeb, obrodzi stokrotnym plonem. Będzie to ukłon w stronę rozwoju kultury, a także rozwoju cywilizacji. Powstrzymując się od zachłannego konsumowania wszystkiego, damy szansę na wybicie się fenomenom literatury, kinematografii czy muzyki, którzy czekają w ukryciu na odpowiednie warunki – pozwolenie na zajaśnienie wśród motłochu. Warci są tego i to się im należy od świata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

:))
nie powiem, że się nie cieszę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciek no co ty:) przy braku umiejętności utrzymywania sie na powierzchni, juz nie płynę z nurtem a topię się;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciek, ale żeby płynąć, trzeba umiec pływać;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak patrzę na historię Ziemi z perspektywy archeologa i kiedy zdaję sobie sprawę jak radykalnie różnił się klimat w różnych okresach np. na obszarze dzisiejszej Polski, to jakoś nie jestem skłonny wierzyć we wpływ człowieka na klimat w wymiarze większych niż,powiedzmy 1%. Zgadzam się: sortujmy śmieci, ograniczajmy emisję spalin i NIE CZYTAJMY dzienników papierowych (także "Polski The Times"), ale to naprawdę działania symboliczne, dopóki wielkie koncerny i fabryki nie potraktują poważnie ochrony środowiska. W przeszłości człowiek nieraz degradował środowisko, np. gospodarką wypaleniskową, ale tylko LOKALNIE, na ograniczonym obszarze. Planeta zawsze się odrodzi, ludzkość niekoniecznie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ossad, jeżeli chodzi o amerykańskich wyborców, to się zgadzam. Jeżeli chodzi o efekt cieplarniany to nie mogę się z Tobą zgodzić.
Problem istnieje obiektywnie, bez względu na to, czy to zasługa interglacjału, czy ludzkiej działalności. I nie powinniśmy stać z założonymi rękami, bo to grzech zaniechania, a tym bardziej praktykować postawy "po nas choćby potop". To jest jednak kwestia jakiejś odpowiedzialności za to, jaką Ziemię zostawimy naszym dzieciom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ossad, dokładnie tak;]
Asen, z całym szacunkiem;D pływać nie potrafię. Marudzić też;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Za długie, nie da się tego czytać - nie doczytałem do końca.
Zasada budowy tekstu internetowego: KISS
@klisowska: tzw. efektem cieplarnianym nie ma się co zbytnio przejmować; to szczyt zadufania we własne możliwości, że człowiek głosi, że może doprowadzić do ekologicznej katastrofy, możemy sami się wyniszczyć, a wpływ na klimat mamy minimalny, za to wpływ na wyborców amerykańskich gadki o zagrożeniu globalnym ociepleniem mają ogromny!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Psie kupy i lniane torby - jak najbardziej! Pisać, propagować (zbieranie kup, noszenie toreb, żeby nie było wątpliwości :) Jednak człowiek jest istotą zdolną do głębszej refleksji i nie musi z tej zdolności samorzutnie rezygnować. Nieodwracalne? Rany, efekt cieplarniany, też pewnie jest nieodwracalny. Czy to znaczy, że mamy się nie przejmować i nic nie robić?
Popieram Asena i Maćka - trzeba się inteligentnie przeciwstawiać. Ale żeby to robić, trzeba sobie najpierw uzmysłowić problem. Dlatego najpierw trzeba "pomarudzić" :)
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie wiem, ale dla mnie narzekanie na mnogość dóbr, reklamy, marketing przypomina narzekanie na pogodę. No jest okropna, zła, mogłaby byc lepsza, i co z tego?
czy to swojej wrażliwości obywatelskiej nie mozna zwrócić na coś konkretniejszego, np. żeby właściele psów sprzątali po pupilach, albo żeby starać się chodzić na zakupy z lnianą torbą i nie uzywać plastikowych torebek, albo cos w tym guście. Po co wciąż bić pianę i narzekać na coś, czego nie da się zatrzymać? Nie uważam, że bezrefleksyjna afirmacja to jest patent na obywatelskie szczęście, ale uważam, że jest mnóstwo problemów gdzie indziej, a to, co nieodwracalne, nie ma sensu wałkować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Daję plusa za samo zdanie: Bezmyślny konsumpcjonizm postawiłbym w jednym rzędzie z naczelnymi chorobami cywilizacyjnymi współczesnego świata. Przyznaję, że autor nie do końca poradził sobie z tematem, ale pocieszające jest, że chociaż ma świadomośc problemu.
Klaro, nie każdy ma tyle siły i śwaidomości, aby "nie poddawać się żadnym ideologiom", jak to nazywasz. Dlatego trzeba pisać i uświadamiać. To jest zajęcie dla DO. I nie można tępić wszystkiego, co zahacza o "marudzenie", bo zostanie nam tylko bezrefleksyjna afirmacja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.