Facebook Google+ Twitter

Chorujesz? Sam sobie jesteś winny!

Samowyodrębnienie człowieka z ogólnych zasad funkcjonujących w przyrodzie zaszło już tak daleko, że nasze ciało zaczęliśmy traktować bardzo instrumentalnie. Organizm, jak samochód, ma być sprawny i koniec. Ale jakie są tego konsekwencje?

Wprowadzenie

"Jeżeli ktoś choruje, to sam sobie winien" - przysłowie starochińskie.

Żyjemy cały czas w stresie. Mamy tysiące dyżurnych powodów, którymi usprawiedliwiamy swój pośpiech, brak czasu i roztargnienie, zakręceniem często nazywane.

Musimy zawsze wykonać jakąś pracę w ściśle określonym terminie, spotkać się z kimś, coś tam załatwić, uzgodnić, powziąć odpowiednią decyzję, itd. Zawsze nam się śpieszy, bo ktoś nas potrzebuje, czeka. Wszak jesteśmy niezastąpieni i sądzimy, że bez nas świat się zawali...

Wynalazki cywilizacyjne generują warunki do rozwoju chorób


Światło elektryczne wyzwoliło nas od przymusu życia w zgodzie z podstawowym rytmem biologicznym, wyznaczonym przez wschód i zachód słońca. Częste i dalekie podróże burzą każdy porządek dnia, tygodnia czy miesiąca.

Centralne ogrzewanie domów rozregulowuje sprawność mechanizmów termoregulacyjnych ustroju. Spożywamy wysoko przetworzoną żywność, co absolutnie nie sprzyja trawieniu. Następuje dość gwałtowna zmiana menu mieszkańców wielkich aglomeracji miejskich. W dodatku jadamy dosłownie w biegu, bo przecież tyle jest jeszcze pracy do wykonania, a czasu tak niewiele...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

Grzegorzu,czy ta książka jest dostępna w każdej księgarni?
Lubię poczytać coś ciekawego,szczególnie w długie zimowe wieczory.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Louise L. Hay Możesz uzdrowić swoje życie - kupujemy tę książkę, stosujemy się do rad w niej i mamy 80% dolegliwości z głowy. Ostatni raz musiałem korzystać z lekarza koło 2 lat temu, a takie np antybiotyki używałem może z 8 lat temu a przedtem z 10 lat wcześniej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdrowie-jak pieniądze-albo się ma albo nie,tego drugiego u mnie jak na lekarstwo,ale i z tego umiem się śmiać.Nie ganiam za pieniędzmy,ani za sławą,wystarczy mi że mam oczy i mogę oglądać świat z całym swym pięknem i wierzę,że nie mniej widzę,niż ludzie bogaci i sławni,łyżka strawy i przyjemność w ciężkiej, fizycznej dobrze wykonanej pracy rolnika,-tego się nauczyłem,to nie jest moją cechą wrodzoną,czego i innym braciom i siostrom Polakom-z całego serca życzę.
Moja filozofia:śmierć jest rzeczą nie uniknioną,-dlatego nie ma sensu lękać się jej,pamiętając o tym,że tym bogatsi umrzemy- im więcej zobaczymy i dobrego zrobimy,niż zarobimy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie,Pani Ewo,ale cóż ja biedny mogę powiedzieć o braku zdrowia?.-Życzę zdrowia załamanym,a chorym jak naszybszego powrotu do zdrowia,-życzę wszystkim i chorym i zdrowym-codziennego optymizmu i uśmiechu.-Mówią,że w zdrowym ciele,zdrowy duch,ale to chyba nie do końca prawda-raczej dbajmy o ducha to i ciało będzie zdrowsze.

Poczytałem sobie trochę Pana Marka Chorążewicza,-odnoszę wrażenie,że jest to człowiek życzliwy i z poczuciem humoru,tak więc mam nadzieję że nie pogniewa się na nas:).

Komentarz został ukrytyrozwiń

My tu o grzybach, Panie Ryszardzie, a temat przewodni artykułu Pana Marka to zdrowie, lub jego brak. :) Ale wracając do naszych rydzyków - miałam kiedyś szczęście zbierać je w Pana stronach i to całkiem stosunkowo niedaleko od centrum Ełku. Ich cudowny smak (tak podanych, jak Pan napisał, albo usmażonych na masełku) pamiętam do dziś. To wspaniała uczta dla podniebienia. :) Ech...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ oczywiście,tylko ja osobiście nie mam do rydzy szczęścia(bardzo lubię przypiekane na blacie starej kuchni i lekko posolone),za to gdzie bym nie ruszył nazbieram borowików,za którymi nie przepadam.Zbieram także turki(kołpaczki),osiniaczki,gąski siwe i zielone,a także kurki,-z których zupa,w połączeniu z poprzednimi,jest wyśmienita:).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Okolice Ełku bardzo piękne i grzybów tam w bród. Ciekawa jestem czy zbiera się jeszcze rydze w okolicznych laskach świerkowych - ma się rozumieć. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łatwo zgadnąć Pani Ewo,-gdzieżby indziej:)

Również pozdrawiam serdecznie,ze słonecznej dziś okolicy Ełku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko pogratulować - Panie Ryszardzie. A ta przygoda z kleszczem mazurskim to tylko pewnie był wypadek przy pracy, czyli na grzybach... :) Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie odwiedzałem lekarza przez 16 lat-i kiedy po moich 60-tych urodzinach,rok temu-wpił mi się kleszcz(już nie powiem gdzie),tak głęboko,że musiałem skorzystać z pomocy lekarza,dostałem straszną burę i wiele pouczeń od swojego niby rodzinnego.Oczywiście otrzymałem skierowanie na badania w szpitalu-dostałem się do Suwałk.Głodzili mnie tam cztery dni,maglując z góry,z dołu,z przodu i ztyłu,aż w końcu okazało się,że jestem zdrowszy od 15 lat młodszego pana ordynatora.
To wszystko przez moje lenistwo zimą,-nie chce mi się chorować i brak na to czasu od wiosny do zimy.
Nie przejmuję się byle bólem,mając świadomośc,że kiedy się skończy 45 lat i nic nie boli,to znaczy,żeś trup.-A na frasunek dobry-wiadomo co-oby nie za często i z umiarem.
Nie jadam nowoczesnych wędlin,mięsa spożywam mało,tłuszcze raczej naturalne,oleju,margaryn i sztucznego masła,-nie jadam i nie polecam.Natomiast smalec,mleko,prawdziwe masełko,warzywa owoce,seta,trochę sexu i codzienny śmiech,nawet z własnej biedy-to polecam:)).Moja żona prowadzi podobny tryb życia i nie była u lekarza już 20 lat,no oczywiście,oprócz tych tam kobiecych badań,w ambulansach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.