Pozycja materiału w rankingach:
Zarząd Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie zamierza wyciąć 3367 drzew w największym i najpiękniejszym parku miejskim w Polsce. Prezydent miasta, Andrzej Kotala, przed wyborami prezes parku, wydał zgodę na wycinkę.
16 stycznia br. prezydent Chorzowa, Andrzej Kotala, wydał zgodę na wycinkę 3367 drzew w WPKiW, największym, bo obejmującym powierzchnię prawie 600 ha, parku w Europie. 1900 drzew to topole różnych odmian, reszta to egzemplarze innych gatunków.Zobacz także:
Artykuły
(59)
Galerie
(9)
Średnia ocen
(4.03)
Wiek: 36 | Miejscowość: Ruda Śląska | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
KosmoPolak 10.03.2012 22:20
Ludzie ..
Za tą decyzją stoi pan Uszok i jego ekipa. Dogadał się z panem Kotalą - zamieszanym w aferę z klinkierem / która nie przeszkodziła mu zostać prezydentem miasta Chorzów/
Na te działania sa dokumenty - sprawozdanie ze spotkania przed pierwszą partią wycinki, które odbyło sie w Dyrekcji WPKiW. Pod tą decyzją obiema rękoma podpisał sie niejaki dr Jerzy Paruzel - szef Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska - finansowanego przez UW. Jeżeli dodamy do tego że w tym centrum zarabiaja niezłą kasę pracownicy "Naukowi" Wydziału Biologi i Ochrony Środowiska U.Śl - proszę przejrzeć listę autorów wydawnictw tegoż Centrum - nikt tu nic nie zadziała .
Ci Naukowcy z U.Śl, protestowali przeciwko budowie Auchana przy ul Reńców - bo niszczy się siedliska ...
A w sprawie dewastacji WPKiW nabrali wody w usta ...
Tylko zdecydowana akcja społeczeństwa jest wstanie uratować WPKiW - ale w to nie wierzę
Robert Grzeszczyk 21.02.2012 18:35
Panie Piotrze, pełna zgoda. Nie mogę nic więcej napisać, bom ślepy. Po prostu nie widziałem "problemu". Pozdrawiam, serdecznie.
Piotr Gach 21.02.2012 07:21
Znowu zgoda - jeśli chodzi o podrosty. Problem w tym, że przeznaczone do wycinki drzewa to w znaczącej części bardzo duże w porównaniu do pozostałych i niezwykle cenne krajobrazowo okazy (zwłaszcza topól kanadyjskich, ale także innych - w tym rodzimych jak klon jawor czy dąb szypułkowy - gatunków). Gdyby chodziło jedynie o "przerzedzenie zarośli" to myślę, że nikt nie widziałby (przynajmniej tak dużego) problemu. Natomiast mam wrażenie, że wyznaczono do wycięcia właśnie największe i najcenniejsze - także jeśli chodzi o produkcję tlenu - choć niekoniecznie najbardziej niebezpieczne i nieuleczalnie chore drzewa. Pojawia się pytanie dlaczego akurat one (bo mają najwięcej drewna?). Jeszcze co do wycinania "chaszczy". Również uważam, że park to nie puszcza i generalnie należy wykonywać w nim czynności, nazwijmy je sanitarno-pielęgnacyjne. Uważam jednak, że w tak dużym parku można wygospodarować mały skrawek, w którym mieściła by się taka "mini-puszcza", gdzie wszystko szło by swoim rytmem. Miałoby to walor edukacyjny a nawet nawiązywało do założeń twórców parku, którzy nieprzypadkowo nazwali jedną z alejek "Leśna". Przecież taki mały skrawek można by odseparować od reszty nie prowadząc przezeń ścieżek a tylko obok niego, żeby ludzie choć z pewnej odległości mogli go podziwiać.
Pozdrawiam, Piotrek
Robert Grzeszczyk 20.02.2012 21:59
Proszę zrozumieć, że mój głos jest najbardziej związny z niekompletnoscią tekstu. Nie znam yego parku, byłem w nim raz jedyny w latach siedemdziesiątych XX wieku. Znam tylko bogactwo natury - która na powierzchni hektara może nas obdarować nawet setkami tysięcy małych drzew. Cóż wtedy znaczyłoby wycięcie 3 tysięcy? Szczególnie, że w "dorosłym" lesie rośnie na hektarze około 200, może 300 drzew (reszta wypada w wewnętrznych zmaganiach o światło i pokarm). Podrost drzew w parku nie zawsze jest rzeczą wartościową, właściwą, ani estetyczną; przesłania widoki, zasłania stare i dorodne drzewa powodując ich szybsze ginięcie. Rozumiem oburzenie i przypuszczam, że jest racjonalne. Jednak rozważając całkiem hipotetyczny przypadek konieczności redukcji podrostu (młody samosiew pod okapem starodrzewia) możliwe byłoby wyznaczenia do usunięcia większej liczby "drzew" w krótszym, niż się wskazuje w tekście, czasie. Z pewnością jednak, nie byłoby to możliwe w samym starodrzewiu. Cieszy mnie miłość do drzew i do przyrody. Jestem zwolennikiem pełnego jej udostępniania wszystkim chętnym. Bo tylko żywy kontakt może naczyć nas szacunku i wzajemnego zrozumienia. Nauczy nas rzeczywistych praw jakie występują w naturze. A są one zupełnie inne niż w świecie człowieka. I musimy to zrozumieć dla naszego przede wszystkim dobra. Bo to jest nierozerwalnie związane z bogactwem i żywotnością natury.
Piotr Gach 20.02.2012 13:03
Panie Robercie,
Myślę, że to, iż park nie jest rezerwatem ścisłym i pewne czynności pielęgnacyjne są w nim konieczne, jest oczywiste dla każdego racjonalnie myślącego człowieka. Jednak w tym przypadku zastanawia kilka rzeczy. Po pierwsze skala wycinki. W ubiegłym roku pod piłę poszło ok. 5000 drzew, w tym planuje się kolejne prawie 3500. Czy to aby nie za dużo? Po drugie czy nie wydaje się Panu dziwne, że te ponad 8000 drzew trzeba (było) od razu wycinać a nie na przykład obciąć niebezpieczne konary i / lub leczyć? Czy były to drzewa aż tak groźne i w aż tak złym stanie? Sądząc po oznaczonych do wycięcia drzewach, które widziałem nie wydaje mi się. Tym bardziej nie dostrzegam nic groźnego drzewach rosnących z dala od ścieżek albo nawet już leżących, które przez pana biegłego zostały także oznaczone jako zagrażające bezpieczeństwu. Po trzecie wreszcie kwestia oceny stanu zdrowotnego w rekordowym czasie, zwłaszcza biorąc pod uwagę podanie (zimą!) z 1%-ową dokładnością udziału posuszu dla każdego drzewa. Jeśli dodamy do tego arogancję Pana Prezydenta związaną z odrzuceniem bez uzasadnienia wniosków Stowarzyszenia Nasz Park i Gaji to naprawdę sprawa robi się nieciekawa. Nie twierdzę, że organizacje ekologiczne działają zawsze zgodnie z duchem prawa i zdrowym rozsądkiem, ale to samo można powiedzieć o naszych włodarzach, więc akcentowanie jednej strony wydaje mi się niesprawiedliwe.
Pozdrawiam, Piotrek
Barbara Mirek 19.02.2012 22:05
Przepraszam! Oczywiście moja wiadomość jest skierowana do Pana Roberta nie do Pana Grzegorza!
Barbara Mirek 19.02.2012 22:03
Panie Grzegorzu! Jeśli mieszka Pan w pobliżu Parku, to proszę wybrać sie tam i samemu ocenić zasadność tak ogromnej wycinki. Drzewa z wyrokiem śmierci mają żółtą farbą wypisane numery. A znajdzie je Pan np. idąc aleją od ul. Wschodniej do Bażanta (teren leśny po lewej stronie). Po prawej będzie zaś Pan miał teren po zeszłorocznej wycince. Jak również w okolicy Elki stacja Planetarium, czy idąc wzdłuż muru ZOO.
Tam też natknie się Pan na 13 topól, które przycięto tak bardzo, że uschły. Wygladają jak słupy telegraficzne. Ale jak stwierdził Pan biegły nie miało to wpływu na ich żywotność. Dzięki temu Park uniknął wysokiej kary pieniężnej.
Jestem członkiem stowarzyszenia będącego stroną w sprawie, uczestniczyłam w wizjach lokalnych, rozprawach administracyjnych w sprawie wycinki i mogę zaświadczyć, że artykuł jest rzetelny i jak najbardziej prawdziwy.
Robert Grzeszczyk 19.02.2012 01:23
Panie Grzegorzu, proszę napisać co takiego Pana wzburza w moim komentarzu. Z czym się Pan konkretnie nie zgadza?
Tekst nie wskazuje na żadne żródła. Czy autor był obecny przy tych wszystkich wydarzeniach?
Jeśli prawdą jest to wszystko - powierzchowna ocena stanu drzew - to rzecz jest jak najbardziej karygodna.
Przedmiotem ogólnego ubolewania jest ilość a nie jakość. Uważam, że nie słusznie. Pozwólmy więc autorowi uzupełnić informacje i bardziej je uwiarygodnić. Pan wybaczy Panie Grzegorzu, ale nie mam w zwyczaju przyjmować do wiadomości i uważać za pewniki informacji pochodzących ze źródeł ekologistycznych. Jak w wielu miejscach wskazałem, są to najczęściej manipulacje.
Oczywiście nie twierdzę, że tak jest tym razem, czego prawdopodobnie niesłusznie doszukał się Pan w moim komentarzu, niezbyt uważnie go czytając. Ale dotychczasowe doświadczenia kazały Panu już mnie osądzić. Jestem z natury osobą wątpiącą i ciekawą. Stąd moje uwagi i głębsze zainteresowanie. Wiem, że to często przeszkadza i może stwarzać pozory jednoznaczności. Ale na to już wpływu nie mam, Panie Grzegorzu.
Grzegorz Wink 19.02.2012 00:39
Panie Robercie - co Pan w ogóle wypisuje? Czym innym jest wycięcie drzew zagrażających przechodniom po tym jak ktoś dokładnie je obejrzy, (co na pewno nie zajmuje 6 sekund na jedną sztukę łącznie z przemieszczaniem się), a czym innym zwyczajny przekręt gdzie pan rzeczoznawca pewnie dostał w łapę żeby ktoś tam mógł zarobić na sprzedaży drewna. Albo na kupnie, albo np na wycince...
Robert Grzeszczyk 19.02.2012 00:36
Zastanawiająca jest karygodna powierzchowność oceny, jeśli podany jej czas jest wiarygodny?
Łatwiej wyrzucać śmieci w krzaki i do lasu? [Zdjęcia]
(odsłon: +1151)