Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28865 miejsce

Chorzy na wf – uczniowie tyją i nie chcą ćwiczyć

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-09-11 15:53

Biurka dyrektorów szkół zasypywane są zwolnieniami z zajęć wychowania fizycznego. Dyrektorzy twierdzą, że niechęć uczniów do ćwiczeń jest coraz powszechniejsza, a lekarze alarmują: problem otyłości dotyczy już około 10 proc. młodzieży.

Smukłe uczennice nie unikają wuefu, otyłe uciekają na zwolnienia. Na zdjęciu: zajęcia w Gimnazjum nr 25 w Łodzi - fot. Grzegorz Gałasiński– Po trzech dniach nauki otrzymałam już cztery wnioski o zwolnienie uczniów z wuefu – mówi Helena Rajewska, dyrektor Gimnazjum nr 3 w Sieradzu. – Są to wnioski wystawione przez lekarza i obejmują cały rok nauki szkolnej.

Zwolnienia lekarskiego nie można zlekceważyć


W ubiegłym roku w sieradzkim gimnazjum spośród 600 uczniów w zajęciach wychowania fizycznego nie brało udziału 30. W większości dziewcząt. W Gimnazjum nr 2 w Łodzi jest podobnie. W minionym roku szkolnym na 500 uczniów stałe zwolnienie z wuefu miało 60 nastolatków. W tym roku wnioski dopiero wpływają, ale dyrekcja nie spodziewa się mniejszej liczby...

– Obserwuję tendencję do unikania ćwiczeń fizycznych – przyznaje Anna Stępień, zastępca dyrektora łódzkiego gimnazjum. – Młodzież jakby nie lubiła wuefu.

Liczba zwolnionych z ćwiczeń znacznie wzrasta w szkołach ponadgimnazjalnych. W VIII LO w Łodzi spośród ponad 530 uczniów w wuefie nie brało udziału ponad 50 z nich. – Niepokoi mnie ta sprawa – nie ukrywa Jolanta Woźniakowska, dyrektor VIII LO w Łodzi. – Może dlatego, że jestem wyczulona na punkcie zdrowego odżywiania i aktywnego trybu życia.

Wnioski o zwolnienia wystawione przez lekarzy nie zawierają zwykle przyczyn zwolnienia. Dyrektorzy, nawet jeśli przypuszczają, że są one nieuzasadnione, nic nie mogą zrobić. – Nie mogę lekceważyć zwolnienia lekarskiego i zgody rodzica na nieuczestniczenie dziecka w zajęciach – dodaje dyrektor Rajewska z Sieradza. – Kiedy próbowałam rozmawiać z uczniami o ich decyzji, nie bardzo chcieli o tym mówić.

W życiu nie rozbiorę się na w-f


Wuefiści tłumaczą problem kompleksami, wynikającymi z mniejszej sprawności fizycznej. Młodzież mówi o wstydzie z powodu tuszy. Jedno łączy się z drugim. – W życiu się nie rozbiorę na wuef – stwierdza kategorycznie 14–letnia Karolina, gimnazjalistka ze Skierniewic. – Wiem, że daleko mi do ideału – dodaje, pokazując... fałdkę na brzuchu.

Karolina dobrze się uczy, ale wyniki okupione są ciężką, siedzącą pracą. Przyznaje, że kiedy czyta lub denerwuje się przed klasówką, podjada. W szkolnym sklepiku najchętniej kupuje chipsy. – Bywają dni, że jednego dnia sprzedajemy nawet 100 paczek chipsów – dowiedzieliśmy się w sklepiku przy Szkole Podstawowej nr 9 w Skierniewicach. – Inne artykuły właściwie nie schodzą.

– Niewielka paczka chipsów ma ok. 300 – 500 kcal (kilokalorii) – wylicza Jolanta Krzyżanowska, przewodnicząca Łódzkiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Dietetycznego. – Jeśli popije się ją szklanką coli lub innego słodkiego napoju, dodajemy kolejne 120 kilokalorii.

Niezdrowo w szkolnych sklepikach


Tymczasem szkolne sklepiki oferują niemal wyłącznie takie "śmieciowe" jedzenie. W przeciwieństwie do zwykłej kanapki z wędliną i np. pomidorem (ok. 200 kcal) jest ono wysokokaloryczne, a nie daje uczucia sytości. – Nie ingerujemy w asortyment szkolnego sklepiku – mówi Anna Stępień, wicedyrektor Gimnazjum nr 2 w Łodzi. – Kupić tam można chyba to, co wszędzie: chipsy, słodkie bułki, zapiekanki i hamburgery.

Problem ten jest znany dobrze lekarzom. – Podążamy drogą, którymi przeszły kraje bardziej rozwinięte cywilizacyjnie – tłumaczy prof. dr hab. med Jerzy Stańczyk, kardiolog w Szpitalu Uniwersyteckim nr 4 Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, wojewódzki konsultant ds. pediatrii. – Problem nadwagi i otyłości, wynikający z nieodpowiedniego odżywania się i małej aktywności ruchowej, będzie narastał.

Prof. Stańczyk jest zdania, że rozwiązaniem mogłoby być indywidualne podejście do ucznia także na wuefie. – Jeśli chłopiec czy dziewczyna nie mogą przeskoczyć przez kozła lub przebiec długiego dystansu, to nauczyciel powinien wziąć to pod uwagę – dodaje prof. Jerzy Stańczyk. – Można przecież wybrać takie ćwiczenia, z którymi dzieci mniej sprawne dobrze sobie poradzą.

(ec) – Dziennik Łódzki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Moim zdaniem wf jezeli już ma byc to ok ale cwiczenia a nie jakas gra w siatke itp! jezeli ktos chce grac w siatke czy inne gry ok niech gra ale to nie powinno byc obowiązkowe. Ja nie lubie grac a przewaznie na lekcjach nic tylko siatka siatka i siatka ! uwazam ze Wf ma sprawic aby uczniowie mieli jakas kondycje i nie tyli ale zeby tak było powinno się wykonywac cwiczenia a nie grac. Co mi po grze w siatke? jedynie sam stres bo to jest najgorsze co moze byc. Ale trzeba tez zwrócic uwage ze gdyby na wf nie chodzili uczniowie to co mieli by robic nauczyciele? stracic prace? i właśnie dlatego uwazam ze uczen powinien miec prawo wyboru i ze nie musi grac w siatke jak tego nie lubi!.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko zależy od podejścia nauczyciela do wf-u. Jeżeli jest na zasadzie koszykówka/siatkówka grajcie w drużynach, a ja sobie pogadam, to nic dziwnego, że uczniowie migają się od tych zajęć. Ostatnio zauważyłam jednak, że coraz więcej szkół dba o atrakcyjność lekcji wf-u, np. basen latem czy łyżwy zimą. Budowanie większych boisk w pobliżu szkół czy wręcz hal sportowych to wyjście naprzód potrzebom.

W moim LO sala gimnastyczna była na tyle mała, że studniówka odbywała się w holu wejściowym. Gdy dwie grupy ćwiczyły w sali, było już stanowczo za ciasno. Z tego powodu często łączono chłopców z dziewczętami, co powodowało trochę dziwną sytuację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się całkowicie z Adriana-Mat !
Jestem nauczycielką WF w szkole podstawowej - nic nie da uczestnictwo na lekcji 4 x w tygodniu i nawet większa niz przeciętna aktywność sportowa , gdy po lekcji uczeń podżera chipsy kupione w szkolnym sklepiku ! I oczywiście popija je coca colą...
Mam bardzo indywidualne podejście do ucznia- nie chodzi mi o to , żeby "wykręcił" jak najlepszy czas , ale o to żeby spróbował się zmierzyć z dystansem. Nie każę biegać bo mnie samej też kiedyś kazano i mam bardzo przykre doświadczenia z podstawówki...Do tej pory nienawidzę LA , ale WF to przecież nie tylko bieganie. Nie stawiam ocen za to jak szybko ktoś przebiegnie , ale za to ile włożył samozaparcia w sam fakt- że przebiegł. Tłumaczę dziecim, że z bieganiem to jak z życiem- zawsze trzeba spróbować zanim się powie, że sie nie da! A przecież czasami naprawdę nie da rady- moi uczniowie się tym nie przejmują bo wiedzą , że to nie jest najważniejsza sprawa- są zadowoleni, że próbowali. Często jesli nie dadzą rady pytają co zrobić żeby im się udało. I to mnie cieszy najbardziej.
To się sprawdza, bo na moich lekcjach dzieci chętnie ćwiczą. Ale wiedzą- bo im to powtarzam prawie na każdej lekcji, że zła dieta to podstawa otyłości a nie tylko za mało ruchu.
Na moich lekcjach bardzo często jeździmy na rolkach czy hulajnogach i jest naprawde zabawnie. Wszystko zależy od nauczyciela... Ja swojego z podstawówki nienawidzę z całego serca i może dlatego staram sie być całkowicie inna...

Komentarz został ukrytyrozwiń

W-f to koszmar. U mnie stawia się oceny za samo bycie. Jesteś? Masz 4,5 chociaż nic nie robisz. Serdecznie nie znosze w-f, idę tam jak na skazanie, każdemu po kolei każą bigać, grać w siatkę, kosza i ćwiczyć gimantycznie. Trudno, żeby każdy sie we wszystkim sprawdził. Ja nie jestem w stanie przeżyć biegów, ale kogo to obchodzi. Wywloką nas w pole i każą biegać po mokrej trawie. Stańczyk ma rację - indywidulane podejście, bo przecież każdy z nas ma inne ciało, możliwości, predyspozycje. I nie mozna otyłości zwalać tylko na brak w-f. Ile z was zna osoby, któe sa aktywne, a pomimo tego są otyłe?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie chcą to nie ćwiczą. Proste. Po 18 roku życia każdy powinien decydować sam czy chce wychowanie fizyczne czy nie. W-F powinien być nie obowiązkowy tak jak religia. Powinny za to istnieć kółka sportowe. Jedni wolą pływać, inni na rowerze jeździć... Każdy robi to co lubi. Tylko ukierunkowana dyscyplina pozwoli na rozwinięcie umiejętności młodemu człowiekowi. Ja w średniej szkole pamiętam W-F tylko z powodu sprawdzianów na 1000, 300 i 100m albo bieganie zimą w około sali. Problem otyłości dotyczy ludzi nie z powodu braku ruchu z w szkole tylko leniwości. Teraz próbuje się zastąpić wolny czas na podwórku przez przymusowe zajęcia w szkole. Dosyć tego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.