W nocy z soboty na niedzielę, po przebudzeniu się nie mogłam zasnąć. Przeszkadzało mi w tym potężne chrapanie, dochodzące gdzieś z mieszkania?
Z niepokojem sprawdziłam, skąd pochodzą te odgłosy. Mąż spał na bok,u a wtedy nie pochrapuje, syn tak samo, skąd więc te donośne odgłosy chrapania? Podeszłam do drzwi wyjściowych i aż mnie odrzuciło, to zza drzwi było słychać to chrapanie.
Pamiętam, że jeszcze za komuny (drzwi wejściowe w domach nie były zamykane, nie było też domofonów) jakiś przyjezdny, czy uciekinier (wtedy nie było oficjalnie bezdomnych), który nie załapał się na nocleg nieraz spał na schodach, na górze przed wejściem na strych. I chociaż wtedy wiele żartowało się z nieprzejednanych małżonek, które pijanych mężów nie wpuszczały do domu i musieli spać „na wycieraczce”, to jednak rzadko widywało się śpiących na schodach.
Jeszcze w okresie po ustrojowych przemianach w Polsce, przed szerokim wprowadzeniem domofonów zdarzało się, że od czasu do czasu ktoś nocował na schodach, później po założeniu domofonów, już to się nie zdarzało. A jednak teraz najwyraźniej ktoś spał na schodach.
Czyżby ktoś z sąsiadów zgubił klucz, czy po „upojnej” nocy nie został wpuszczony przez rodzinę do domu. Na razie wolałam tego nie sprawdzać. Nad ranem syn, wstając na chwilę, podszedł do drzwi i po cichutku je otworzył, ale zaraz szybko zamknął.
Na moje wypytywanie, powiedział, że na schodach (nie na posadzce, na półpiętrze), przed naszym mieszkaniem, jakiś młody facet, rozłożył sobie kurtkę na schodach i w tej niewygodnej pozycji smacznie sobie śpi. Zapytałam go, czy to ktoś z naszych znajomych, albo naszej rodziny, jak jest ubrany?
Syn odpowiedział, że nie poznał, bo śpiący ma twarz zwróconą do schodów, do dołu, ale jest dobrze ubrany i wygląda na młodego. Zrobiłam zaraz „rachunek sumienia”, ale nikt z rodziny nie zapowiadał się z wizytą, a z domu właściwie wszyscy młodzi od sąsiadów już się dawno wyprowadzili (pozostała tylko trójka dzieci najmłodszego małżeństwa).
Za chwilę wstał mąż i chciał też zobaczyć co się dzieje, okazało się jednak, że syn otwieraniem drzwi obudził chyba naszego śpiocha i już się zmył. Może w tej historii nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie to, że śpioch jakoś dostał się do zamykanego domu i że zamiast spać na czymś prostym (posadzce na półpiętrze, przy grzejniku), spał na schodach niczym fakir (może dlatego tak głośno chrapał) i że nie zbudziło to nikogo z sąsiadów oprócz mnie.