Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Chrześcijaństwo w ścieku, Woody Allen w formie

Pozycja materiału w rankingach:

38792 miejsce

Dział: Kultura

Ocena: 5pkt

Oceń:

Chrześcijaństwo w ścieku, Woody Allen w formie


Nowy film Woody'ego Allena to nie tylko kolejne po "Vicky, Christina, Barcelona" swoiste zawołanie do promiskuityzmu, ale też próba rozjaśnienia życia. Niestety próba momentami banalna, a czasami z kolei za bardzo przeszarżowana.


Bronią się za to stare wygi. Larry David jako Borys jest tutaj Woody Allenem bardziej niż sam Woody Allen, jednak zgryźliwym jak nigdy dotąd. Patricia Clarckson jako matka Melody dobrze odnajduje się w rotacji bohaterki, za to cała reszta jest niewyraźna. Nierówny jest tu poziom dowcipów pozostałych postaci, razi też kontrast między toksyczną postawą Borysa wobec świata z początku filmu, a jego błogością pośród ludzi, nie wiadomo skąd, w której jest u kresu historii.

Na dobrą sprawę ten film Allena, dla każdego kto znał jego wcześniejsze filmy, był więc dosyć przewidywalny. "Vicky..." wyznaczyła już trend przewrotnej lekkości, albo raczej lekkiej przewrotności, na którym cały "Co nas kręci..." został zbudowany. Jeżeli zwrócimy uwagę na wczesne filmy Allena, niekoniecznie dramaty czy zwariowane komedie, to w każdym z nich los bohatera głównego był raczej niewesoły. Może nie od początku, ale za to do końca. Mały model sytuacji:
- Bohater zaczynał niby dobrze. Nie stykał się z trudami życia jak "Martin Eden", żeby przebić się do zbiorowej świadomości jako twórca. Miał dobrze już na starcie, barwne życie rodzinne. Cięcie i przenosimy się do jego bujnej kariery. Dalej bohater dużo mówi o dręczących go problemach, a wizyty u psychoanalityków odbywa częściej niż spacer po bułki do sklepiku na rogu.
- Jego kobieta co prawda, jak tytułowa Annie Hall, musiała męczyć się długo, by dorównać jako tako jego poziomowi intelektualnemu, ale ostatecznie była górą i pokazywała, że dla niej życie jest niesamowite. Płynęła dalej.
- Bohater główny jednak - uwaga - zawsze zostawał w miejscu z niczym, trochę smutny i taki sam jak był na początku.

Teraz jest niby podobnie, życie w Nowym Jorku jest wspaniałe: koncerty, wernisaże, mieszkanie na jachcie. Młodzi jednak zaczynają uważać jak Allen, że nie można kochać wszystkiego (Melodie porzuca chłopaka bo nie był selektywny w tym co mu się podobało), a stary z kolei Borys, tak jak i Allen, wizję sielanki przedstawia na końcu dosyć naiwnie. Młodzi więc, mimo, że są przedstawicielami "generacji nic", stają się na szczęście sceptykami, a starzy na nieszczęście optymistami. Starsi bohaterowie wyzwalają się, kobieta żyje z dwoma mężczyznami w trójkącie, "katol" z prowincji staje się fajny, gdy okazuje się gejem, a Borys mimo, że dzierlatka znajduje sobie młodszego przystojniaka, nie zostaje sam.

Po tej streszczonej fabule łatwo ocenić, że film nie jest niczym szczególnie mądrym, a i zaskakującym raczej specyficznie. Ale kto jest uzależniony od Allena i tak łatwo zniechęcić się do niego nie da.

Zobacz także:


Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.