Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

94753 miejsce

Chrzestnemu zapłacę!

Okazuje się, że sprzedać można wszystko. Obecnie rośnie zapotrzebowanie na osoby bierzmowane. Co raz mniej bowiem jest osób, które spełniają kryteria do bycia chrzestnymi, czy świadkami bierzmowania.

Bishop Alfonso de Galarreta, SSPX / Fot. Jim, the PhotographerOkazuje się, że sprzedać można wszystko. Obecnie rośnie zapotrzebowanie na osoby bierzmowane. Kościół Katolicki jest w trakcie zaostrzania wymagań dla kandydatów chcących przyjąć sakrament dojrzałości chrześcijańskiej. W skutek takich działań, w rodzinach brakuje osób, które mogą w pełni uczestniczyć w życiu Kościoła, co za tym idzie pełnić funkcję rodziców chrzestnych. Taka sytuacja powoduje najmowanie tzw. płatnych chrzestnych, czyli obcych ludzi spełniających wszystkie przesłanki wymagane przez Kościół.

Polityka biskupów


Kilka lat temu biskupi podjęli decyzję o tym, że trzeba zmienić system przygotowujący
do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Zauważyli oni bowiem, że osoby, które przyjęły dary Ducha Świętego w większości przestają pojawiać się w Kościele i nie uczestniczą w jego życiu. Następną okazją do wizyty w świątyni bywa ślub, bądź chrzciny dziecka. Episkopat postanowił temu przeciwdziałać. Nakazano księżom dokładniejsze i bardziej restrykcyjne podejście do kandydatów.

Początkiem takich zmian było wprowadzenie tak zwanych "indeksów" – czerwonych książeczek, w których odnotowywano obecności na mszach i nabożeństwach oraz obowiązkowe spowiedzi. Niewielki odsetek kapłanów sprzeciwiło się tak instrumentalnemu traktowaniu sacrum. Jednakże to był dopiero początek zmian.
Pasterze Kościoła systematycznie wydłużają okres przygotowań do bierzmowania i ich intensywność. Jeszcze dwa lata temu w Warszawie można było "zrobić" bierzmowanie w kilka miesięcy – na podstawie obecności na katechezach, czyli pogadankach księdza o rzeczach fundamentalnych dla Kościoła. Teraz takiej możliwości już praktycznie nie ma.
Okres przygotowawczy to minimum rok. Częściej
jednak są to dwa lata. Trzeba tu zaznaczyć, że przez ten czas trzeba uczęszczać nie tylko na cotygodniową mszę świętą, lecz także chodzić na specjalne katechezy, zdawać egzaminy, przynosić liczne kwity, często też podpisywać rozmaite oświadczenia.

Tendencją jest, że znaczna część młodzieży przestaje chodzić na lekcje religii już w gimnazjum. Jest to znaczne utrudnienie.
Bez zaświadczenia od katechety i jego opinii o kandydacie nic się nie zdziała. Na religie zatem chodzić trzeba. Selekcja staje się na tyle duża, że kandydaci sami rezygnują z podejmowania wysiłków zdobycia papierka o przyjętym sakramencie.

Zjawisko obrazuje statystyka jednego z Warszawskich kościołów. Jeszcze w 2010 roku bierzmowanie przyjęło 157 osób. W tym roku samych kandydatów jest niecała czterdziestka. Biskupi sami strzelili sobie w stopę. Wierni nie chcą tańczyć tak, jak kler im zagra.

Wbrew nauce Kościoła


Kolejną przesłanką, która uniemożliwia bycie chociażby chrzestnym, jest życie sprzeczne z nauką Kościoła, lub życie w ciągłym grzechu. Mowa tu chociażby o konkubinatach i małżonkach, którzy zawarli ślub cywilny. Te przeszkody wykluczają z życia Kościoła. Nawet wtedy, gdy mamy bierzmowanie. Taka osoba nie ma prawa przyjmować Komunii świętej, więc tym bardziej nie może podawać do chrztu, czy być świadkiem. Biorąc pod uwagę statystyki, które jednoznacznie pokazują zawieranie co raz większej ilości ślubów cywilnych, znacznie ogranicza się liczba osób "godnie żyjących".

Inną sprawą jest to, że dużo ludzi po prostu odmawia podawania do chrztu. Nie chcą się oni utożsamiać z Kościołem i być z nim kojarzeni. Rodzice niemowlaka, co raz częściej słyszą od krewnych i znajomych -"nie".

Niezły interes


Taką tendencję wyczuli ludzie, co za dobrych, starych czasów bierzmowanie zrobili.
W portalach internetowych masowo pojawiają się ogłoszenia osób, które za drobną opłatą podejmą się uczestniczenia w ceremonii Kościelnej w charakterze chrzestnego czy świadka. Interes jest intratny. W zależności od złożoności wymagań klientów ceny wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. To całkiem nieźle, jak na godzinę "pracy" w Kościele, no i czasami ceremonie rodzinne. Jeśli kandydat na chrzestnego jest zadbany, elegancki, dobrze wychowany, to popyt jest na prawdę duży. Płaca sięga nawet ośmiuset złotych za cały dzień spędzony z rodziną.


Nie omieszkałem sprawdzić, czy rzeczywiście istnieje aż tak duże zapotrzebowanie na usługi płatnych chrzestnych. Wystawiłem swoje ogłoszenie w jednym z portali internetowych.
W niecałe trzy dni na mój anons odpowiedziało pięć zainteresowanych par. Najwyższa kwota jaką mi zaoferowano, to pięćset złotych za chrzest i około trzygodzinny obiad z rodziną rodziców dziecka. Propozycje były zupełnie poważne. Rodzice skarżyli się, że jest bardzo trudno przeforsować Kościelne przepisy, w szczególności, gdy wywodzi się ze środowiska niewierzącego, lub po prostu z innej wiary. Naciski społeczne i presja są jednak tak duże, że młodzi ludzie decydują się na ochrzczenie dziecka mimo wszystko. Są gotowi zapłacić słone pieniądze,
za podstawioną osobę udającą ich znajomego, lub dalekiego krewnego. Wszystko po to,
aby ludzie nie gadali.

Strzał w dziesiątkę?


Czy taki stan chcieli osiągnąć biskupi? Zapewne nie, ale nie wymyślili jeszcze nic aby zapobiegnąć takim praktykom. Ich fantazja jest nieograniczona i z pewnością podejmą działania jeszcze bardziej zaostrzające stosowanie norm prawa kanonicznego. Jednakże, jak praktyka pokazuje, wierni też sobie jakoś muszą radzić. A takie postępowanie duchownych tylko daje okazję oszustom, którzy wykorzystują zdesperowanych rodziców do wzbogacania się. Z drugiej zaś strony wszystko jest legalne. Pojawił się popyt, jest i podaż. Przykre jest tylko, że Kościół prowadzi działania, które utrudniają ludziom godny i normalny dostęp do sfery sacrum, przez co prowokuje zachowania niemoralne. Całą resztę ureguluje wolny rynek i zapotrzebowanie na usługi płatnych chrzestnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

A do czego komu potrzebny ów chrzest?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Jadwiga Kowalczyk
Według KKK, a dokładniej kanonu 1255:

"Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega
także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i
gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze
życia chrześcijańskiego43. Ich misja jest prawdziwą funkcją eklezjalną (officium)44. Cała
wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski
otrzymanej na chrzcie"

Ponad to Kodeks Prawa Kanonicznego stanowi:

Kan. 874. § 1. Do przyjęcia zadania chrzestnego może być dopuszczony ten, kto:

1° jest wyznaczony przez przyjmującego chrzest albo przez jego rodziców, albo przez tego, kto ich zastępuje, a gdy tych nie ma, przez proboszcza lub szafarza chrztu, i posiada wymagane do tego kwalifikacje oraz intencję pełnienia tego zadania;

2° ukończył szesnaście lat, chyba że biskup diecezjalny określił inny wiek albo proboszcz lub szafarz jest zdania, że słuszna przyczyna zaleca dopuszczenie wyjątku;

3° jest katolikiem, bierzmowanym i przyjął już sakrament Najświętszej Eucharystii oraz prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić;

4° jest wolny od jakiejkolwiek kary kanonicznej, zgodnie z prawem wymierzonej lub deklarowanej;

5° nie jest ojcem lub matką przyjmującego chrzest.

§ 2. Ochrzczony, należący do niekatolickiej wspólnoty kościelnej, może być dopuszczony tylko razem z chrzestnym katolikiem i to jedynie jako świadek chrztu.

Także wymogów jest wiele, natomiast najłatwiej jest sprawdzić wszystkie (zapożyczając nomenklaturę z prawa cywilnego) materialne przesłanki, które są wymagane do bycie chrzestnym. Ponieważ w wypowiedzi KEP pojawiają się głosy, że "kościół teraz idzie na ilość, a nie na jakość" co raz trudniej jest osobom luźno powiązanym z KK spełnić wszystkie wymogi, które niezbędne są żeby "doznać łaski" sakramentu bierzmowania. Dlatego też grupa osób, która to bierzmowanie zrobiła jeszcze za starych dobrych czasów postanowiła wykorzystać swoje "kwalifikacje". A kościół oddaje kolejny strzał w swoją własną stopę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie można mieć pewności, ale dokładność fotografii wskazuje na efekt z Photoshopa

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rynek nie znosi próżni.
Podobno jest inicjatywa stworzenia normy unijnej na Świętopietrze powiązane z VAT i Funduszem Spójności...
Sama Ceremonia Chrztu Świętego nie powinna być pozbawiona przejścia przez Kancelarię (archiwizacja, księgowość, zgoda na przetwarzanie danych osobowych, wyrzeczenie się prawa do roszczeń w przypadku skazania Celebransa prawomocnym wyrokiem za pedofilię).
"Ty widzisz i nie grzmisz".
Są zdjęcia z 11 lutego, na których On grzmi i piorunami miota wprost w Bazylikę Świętego Piotra...

Komentarz został ukrytyrozwiń

A kto tu żartuje z chrztu? To raczej kościół swoimi wymaganiami stworzył z tej sytuacji farsę... A co do tych wyznawców zabitych przez barbarzyńców - sugeruje Pani, że kościół w Polsce też tak powinien?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chrzest nie jest tematem do żartów, podobnie, jak wiara, o czym przekonali się zabici przez wyznawców Allacha niewierni. Szacunek dla religii jest sprawą oczywistą w kraju mieniącym się jako cywilizowany. Kto tego nie rozumie, nie jest Europejczykiem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fantastyczna nisza biznesowa. A jakie są wymagania od rodziców chrzestnych? Chyba też muszą udowodnić aktywne uprawianie wiary, wobec czego pojawią sie na bazarach "czerwone ksiażeczki" z podpisami proboszcza, że "chrzestny" jest prawdziwym katolikiem.
Innymi słowy - dziewictwo za opłatą przywracamy. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.