Facebook Google+ Twitter

Chwalmy Pana i zaglądajmy w portfele

Szał przedświątecznego "nabywania" nabiera pędu, bo Polska rośnie w siłę, a ludziom (podobno) żyje się dostatniej. Apogeum erupcji blisko.

kolaż / Fot. Aleksander KastJuż w listopadzie niczym lokomotywa ruszyła machina reklamy. Prawie każdy super-hiper-mega market przypominał o tym, nadając w tle kolędy (patrz: Pawłow). Banki zaczęły się ścigać w udzielaniu kredytów (typu 0%) na zakupy. Półki oklejono kilometrami wstąg z napisem "promocja". Czerwone na żółtym lub odwrotnie.

Podział na nabywców i sprzedających staje się coraz bardziej wyraźny. Ci drudzy postrzegają pierwszych jako "obiekty kupujące". Taką "maszynę" trzeba wcześniej przygotować, naoliwić i zmiękczyć, by tym skuteczniej dopaść. Cel prosty: wgryźć się w szyję i krwi z konta upuścić. Wystarczy tylko połechtać ego delikwenta, podlać ostrym sosem typu "najważniejszy klient", wybrany z wielu, godny luksusu... Okrasić słowami: oferta wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, oryginalna, aby skutek była oczywisty. Trafiony, zatopiony! Nie zamierzam wyjaśniać technik rollingu (d.marketingu), stosowania skutecznych acz nie zawsze "czystych" technik podprogowych itd. Nieuzbrojonym okiem widać jak jest.

Nawet małolat ma świadomość, że te "0%" bankowej propozycji oznacza ni mniej ni więcej tylko ukrywanie rzeczywistych kosztów w cenie towaru. Ceny, windowane porą listopadową opadają jak listowie w grudniu (w porównaniu do tych z października). Oferty zostają tylko podrasowane i opatrzone naklejką promocja lub rabat. Kuszą niby wyjątkową okazją. Banków, sieci telekomunikacyjnych, handlowych itp. ze świętym Franciszkiem utożsamiać nie sposób. To oczywisty banał, lecz by funkcjonować, muszą zarabiać. I chwytają się rozmaitych sposobów dla zacierania śladów swojej podstawowej działalności.

Przywołam tu jako analogię mocno zapyziałe (acz ciągle aktualne) hasło: dziecko+zapałki=ogień. Niby wszystko się zgadza, ale gdyby zastosować prawo przemienności, to nijak nie pasuje. Z różnicy ognia i zapałek dziecka nie będzie. Jak widać działa to tylko w jedną stronę. Proszę o zapisanie ku pamięci. Przez trzy miesiące masz coś w promocji, ale później nie licz na litość. Wiedziały gały co brały.

Uwaga pierwsza
Nawet obicie twarzy w ciasnej uliczce nie jest darmowe, bo i tak trzeba wyskoczyć z portfela (jak dobrze pójdzie).
Uwaga druga
Jeżeli zamierzasz kupić masło i herbatę, weź koszyk. Nie wózek. I mijaj chybko artykuły z napisem "babunia", "domowe" itp.
Uwaga trzecia
Unikaj zabierania ze sobą "zestawu głośnomówiącego" (teściowa, córka, żona, kochanka, konkubina...).
Uwaga czwarta
Osobista dziura budżetowa jest bardziej dotkliwa niż ta państwowa, zaś czarna może objawić się w kolejnych miesiącach nowego roku.

Po wyżej wymienionych przemyśleniach pojechałem do sklepu. Trzech miłych panów pomagało mi w zamknięciu klapy bagażnika.

Kolejny raz złożyłem przysięgę oszczędzania. Do następnych świąt...Hej kolęda, kolęda....!kolaż / Fot. Aleksander Kast

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

5*! Proponuję w przyszłości także wcześniejsze śpiewanie kolęd i pastorałek, w ramach przygotowań świątecznych. Ja troszeczkę to robiłem z kapelą... ludową. To dobre antidotum na stresujące zakupy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.12.2009 18:10

Chętnie zastosuję się do Pana wskazówek, chociaż jestem jedną z tych "zestawów głośnomówiących". Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.12.2009 17:30

Onegdaj Święta miały inny klimat i zapach..... Nie, nie zapach szmalu..... 5* "Już w listopadzie niczym lokomotywa ruszyła machina reklamy. Prawie każdy super-hiper-mega market przypominał o tym, nadając w tle kolędy (patrz: Pawłow). Banki zaczęły się ścigać w udzielaniu kredytów (typu 0%) na zakupy. Półki oklejono kilometrami wstąg z napisem "promocja". Czerwone na żółtym lub odwrotnie." Podzielam refleksję i asocjacje myślowe....... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze napisane! Niby wszyscy o tym wiedzą, ale i tak co roku wpadają w okołoświąteczny amok zakupowy, więc przypomnieć nie zawadzi, zwłaszcza w humorystycznej formie. "Zestaw głośnomówiący" - cudne:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ha, ha,... a ja w tym roku "robię za gościa" :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pamiętam święta z mojego dzieciństwa, dostawałyśmy od babci robione na drutach piękne skarpety, jeszcze w lamusie mam jedne takie. Mama nam szyła wełniane sukienki, nie przypominam sobie latania po sklepach. W zeszłym roku wpadłam na pomysł by nie kupować żadnych prezentów, a wszystko zrobić ręcznie. Moi synowie byli bardzo zadowoleni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też jestem uodporniony. W dodatku potrafię rachować. Bilans nie może wyjść na zero albo minus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nic tak nie uodparnia na świateczne zakupy, jak limit miesiecznych mozliwosci finansowych.
Oczywiscie, mogłabym sie skusić na "pożyczkę, którą zaczniesz spłacać dopiero na wiosnę" - ale nie mam żadnej pewności, że przed wiosną wykiwm bank, koncząc żywot przed pierwsza ratą. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

hehehe, hihihihi. ostatnio poczyniłam ogromne oszczędności, bo nie wychodziłam z domu z powodu trudności przemieszczania się. Obawiam się jednak, że już wkrótce nawet wąż moj osobisty mamaba, mieszkający w mej kieszeni , nie ustrzeże portfela .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.