Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12491 miejsce

Ciąża w PRL

PRL, 1981 r. Mama pracowała w sklepie, w którym oprócz octu niczego nie było. Zaszła w ciążę, a przez niewiedzę prawie straciła dziecko.

 / Fot. Barbara ChmuraMieszkali z ojcem w jego rodzinnym domu razem z dziadkami. Dziadkowie byli rolnikami i nienawidzili mamy. Kiedy zaszła w ciążę, traktowali ją tak samo jak i przed, żadnej taryfy ulgowej. To była wieś i inne czasy. Pracowała w sklepie, ale też w polu. Nikt nie patrzył na to, w którym była miesiącu. Nikt też nie zwracał uwagi, jak kilkakrotnie wymiotowała między kolejnymi grządkami buraków. Tato też niewiele mówił. Był jedynakiem i nie potrafił sprzeciwiać się rodzicom.

Stan wojenny nie miał w zasadzie wpływu na zmianę czegokolwiek, co dotyczyło ciąży mojej mamy. Chociaż pamięta, że w momencie jego ogłoszenia ze łzami w oczach pomyślała o dziecku i o jego narodzinach. Nie wiedziała, co będzie za kilka dni czy tym bardziej miesięcy. Nic przede wszystkim nie zmieniało się w domu. Pole to był chleb powszedni, noszenie wiader z wodą ze studni – też. Do tego wszystkiego plucie za plecami i ciche dogadywania ze strony babci.

Oczywiście kupienie czegoś dla noworodka – wiadomo – graniczyło z cudem. Jeśli już, to nawet na pieluszki był ustalony przydział. A ubranka dla nadchodzącego dziecka, które tato chciał przywieźć z wycieczki z zagranicy - odebrano. Długie kolejki i mama wśród nich w stanie błogosławionym - to był naturalny obrazek tamtego okresu. Nikt nie miał ochoty przepuścić brzuchatej kobiety, skoro sam musiał stać dobrych parę godzin.

Ale nie to jest dla mnie najdziwniejsze. Najbardziej zadziwiła mnie w tamtym okresie niewiedza dotycząca ciąży. Nie wiem z czego to wynikało, być może z bardziej typowego dla wsi zacofania.

Dochodziła północ, dzień przed wyznaczonym terminem porodu. Mamie odeszły wody. Nie wiedziała o tym, bo nie spodziewała się, że są one przezroczyste. Czekała na jakiś płyn połączony z krwią. Było to dla niej tym bardziej zaskakujące, że nie miała żadnych skurczów. Wysłała ojca do sąsiadki, żeby dowiedzieć się, co powinna robić. Ta uświadomiła ich, że faktycznie to są wody płodowe, ale że jeśli nic ją nie boli, to nie trzeba jechać na pogotowie (kobieta miała już trójkę dzieci!).Tak też rodzice zrobili. Rano tata pojechał do pracy, a mama wstała i przeniosła jeszcze wiadro wody ze studni. Poczuła lekki ból. Trochę zaniepokojona poszła zadzwonić na pogotowie z telefonu kobiety mieszkającej kilka domów dalej.

Karetka przyjechała w niedługim czasie. Pielęgniarki krzyczały na mamę, dziwiąc się jak można było czekać tyle godzin po odejściu wód, że przecież dzięki nim dziecko żyje. Od razu przewieźli ją na porodówkę. Dodatkowo nie miała żadnego parcia. Dostała zastrzyki, żeby je wywołać. Rodziła długo i boleśnie.

Moja siostra przyszła na świat cała sina. Niewiele brakowało, a byłaby martwa.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Serdecznie gratuluję autorce nagrody !

Komentarz został ukrytyrozwiń

to miała być odpowiedź na pytanie - czy jest przyjazne?...jak multum jest na Nie, to chyba odpowiedź sama się nasuwa!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przerażająca historia. Ale grunt, że wszystko dobrze się skończyło, a my doczekaliśmy lepszych czasów. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

To tylko 30 lat temu, a niewiedza była częsta, nieuświadomienie dziewcząt na wsi spore. Wbrew pozorom i temu , że coraz mniej ludzi mieszka na wsi, ten problem istnieje nadal, choć być może na mniejsza skalę. W wielu domach seksualność i ciąża, to temat tabu. Nie tylko między kobietami .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.