Facebook Google+ Twitter

Ciekawostka z Naszego Dziennika

Przeglądając prasę wychodzącą w jednej z najbardziej uległych kolonii watykańskich, to znaczy w mojej umiłowanej ojczyźnie, natknąłem się zupełnie przypadkowo na ciekawy kwiatek informacyjny.

W zasadzie, dużym nadużyciem było porównanie tego do kwiatu. Zapach rozsiewany przez tę informację przypominał raczej coś zupełnie
odmiennego. Zatem do rzeczy.

Nasz Dziennik - pismo, które nie jest na pierwszym miejscu w moim wykazie lektur (najdelikatniej rzecz ujmując) zamieścił kilka dni temu artykuł Pani Małgorzaty Bochenek zatytułowany "Ekskomunika na życzenie". Autorka wyraziła tam swoje zdanie na temat zjawiska apostazji, jak tragicznym jest fakt odejścia wiernego od kościelnej społeczności i jaki smętny los takiego osobnika czeka.
Cała wrzawa na ten temat w cytowanym piśmie podniosła się w kontekście ogłoszonego przez Posła Biedronia "Tygodnia Apostazji". Oczywiście Panu Biedroniowi dostało się za wszystkie czasy. Dowiedział się, jaki z niego gorszyciel młodzieży, co powinien a czego nie powinien czynić poseł. No zjechali chłopa równo.

Mój "imiennik" ks. prof. Paweł Bortkiewicz specjalista od etyki katolickiej, apostazję określił jako "dramat człowieka i zło moralne". Tak jakby wysoka moralność była ściśle związana z przynależnością do kościoła.
Autorka jako mocne zakończenie wygłosiła mądrość, że apostazja to niewątpliwie walka z kościołem. Otóż nie, Kochana Pani. Apostazja to nie walka, tylko rozwód z kościołem. Jeśli rozwiązuję z kimkolwiek umowę o współpracy to wcale nie oznacza, że mam z tym kimś od razu walczyć. Tyle o apostazji.

Znalazłem jednak w tym artykule ciekawszy kwiatek. Otóż autorka przekazuje nam że " Ostatnio głośna była także sprawa, gdy występujący z Kościoła chciał, aby Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych kontrolował, czy parafie dokonują adekwatnych zmian w swoich aktach. ......W tej materii wypowiedział się sąd administracyjny, który uznał, że GIODO nie ma prawa według ustawy badać kościelnych rejestrów...". Wygląda na to, że autorka uznaje za czystą bezczelność, iż jakiś tam państwowy urzędas z GIODO mógłby wsadzać swój wstrętny nos do kościelnych dokumentów.

Myślę, że jest akurat odwrotnie - bezczelnością jest, że instytucja państwowa zajmująca się ochroną danych osobowych nie ma prawa skontrolować jednego z największych właścicieli bazy takich danych w Polsce. Nie może sprawdzić czy dane te są przechowywane i dystrybuowane zgodnie z obowiązującymi w państwie przepisami i zgodnie z interesem osób w bazie figurujących.

Czy nie jest to jaskrawy przykład indolencji państwa wobec kościoła?
Przypomnę, że parafie gromadzą dane o przynajmniej 95 procentach populacji Polaków. Każdy kto został ochrzczony, automatycznie - czy chce czy nie chce wskakuje do takiej bazy danych. Są tam przechowywane dość szczegółowe informacje dotyczące prawie każdego Polaka. Wiem coś na ten temat, bo miałem niepowtarzalną okazję dowiedzieć się kim był mój teść, gdy po jego śmierci usiłowaliśmy w biurze parafialnym wywalczyć mu miejsce na cmentarzu administrowanym przez kościół.

Nienaturalne w tym wszystkim jest to, że nie mamy
żadnej pewności, w przypadku rozwiązania umowy z kościołem (apostazji), czy nasze dane zostaną z tej bazy danych usunięte. I nikt nie jest w stanie tego sprawdzić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.