Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19032 miejsce

„Ciemna materia” Floriana Wernera czyli oswajanie słowa „gówno”

"Gówno od kołyski do katafalku kształtuje nasze rozumienie kultury, społeczeństwa, zdrowia, przyzwoitości, humoru i tożsamości” – pisze autor wprowadzając nas w tematykę swojej książki. Doznałeś szoku? Dalej nie czytaj! Będzie gorzej.

Skan strony tytułowej / Fot. Marek ChorążewiczGdy przeglądałem tytuły książek przeznaczonych do recenzji zauważyłem ten: „Ciemna materia”. Pomyślałem sobie: jest! Nareszcie jest dla mnie rarytas! Zawsze pasjonowałem się odkryciami w nauce.

Zgodnie z oczekiwaniami mojego świadomego umysłu, podświadomość perfidnie zmanipulowała go i odczytała drugą część tytułu jako „Historia główna”, wszak nie spodziewał się on na okładce książki tak wysoce niedoborowego słowa.

Odruchowo wpisałem w komentarzu pod redakcyjnym artykułem propozycję: Jeśli można "Ciemna materia" Floriana Wernera. Gdy wcisnąłem klawisz enter, zorientowałem się, że to nie był chyba dobry wybór…

No cóż, „słowo się rzekło, kobyłka u płota”… powiedział szlachcic Jakub Zaleski spod Łukowa na audiencji u króla Jana III Sobieskiego. Niechaj więc będzie o historii gówna…

Zresztą, dość szybko zaczęła narastać we mnie ciekawość, ponieważ nie mogłem sobie jakoś wyobrazić, co u licha można pisać na 200 stronach o ekskrementach?

Dziś już wiem. Po przeczytaniu książki mogę powiedzieć, że zbyt szybko przekreśliłem związek między ciemną materią postulowaną przez fizyków teoretycznych, mającą tłumaczyć bilans masy-energii we wszechświecie a ciemną materią w rozumieniu Floriana Wernera. Ich największym wspólnym podobieństwem jest to, że są wszechobecne… Poza tym, autor (Niemiec) dodaje do tego jeszcze - „i niewidoczne”.

My, Polacy, akurat z tym ostatnim nie musimy się zgadzać, ponieważ wystarczy wyjść na ulicę i tę ciemną materię możemy na chodnikach zobaczyć w pełnej krasie… W każdym mieście.

Czym jest gówno?

Szczegóły fizyko-chemiczne oraz fizjologię procesu wytwarzania tej odpadowej substancji organizmów żywych znajdziemy na kilku stronach recenzowanej książki, więc nie będę tego szczegółowo omawiał.

Generalizując można stwierdzić, że gówno jest nieudanym dzieckiem ewolucji, a z cywilizacyjnego punktu widzenia - to rewers kultury. Współczesny człowiek początkowo chowa je we własnym ciele, potem pozbywa się go w odizolowanym miejscu, aby w końcu spuścić je w głębie kanalizacji.

Istnieje bardzo dużo synonimów gówna (zbyt dużo, żeby je tutaj wymienić), a wybranie któregokolwiek z nich określa nasz sposób postrzegania i stosunku emocjonalnego w danej chwili do tej materii. Na przykład, taki eufemizm jak „efekt pracy naszych jelit” pokazuje, że szukamy słowa możliwie neutralnego w przeciwieństwie do słowa „gówno”, które w naszym teraźniejszym języku jest nacechowane nieprzyzwoitością, wulgarnością, niestosownością, ordynarnością, pokazując przy tym brak ogłady u osoby używającej tego określenia.

Poza tym słowo „gówno” nie ma wartości dodanej, bo nic nam nie mówi np. o wieku defekującego, miejscu czy sposobie, w jakim on tego aktu dokonuje, konsystencji owych wydalin, ich przeznaczeniu i o wielu innych jego właściwościach. Natomiast z całą pewnością można stwierdzić, że słowo to podkreśla bezwzględną bezwartościowość i negatywność substancji, a „sranie jest kwintesencją czynności bezsensownej i bezużytecznej” - podkreśla sam autor. Chyba dlatego użycie słów „gówno” czy „sranie” w przenośni jest przekleństwem bądź obelgą, uwypuklającą aspekt bezwartościowości, bezsensowności, stanowiąc jednocześnie mocny werbalny znak ujemny.

Jak wskazują socjologowie, obelżywość tych słów mogła zrodzić się dlatego, ponieważ we wszystkich współczesnych kulturach akt defekacji stał się czynnością bardzo intymną, powiązaną z poczuciem wstydu, zażenowania i została ona wyparta z przestrzeni publicznej.

Ekspansja znaczenia gówna

Gówno przeżywa dzisiaj swój zadziwiający renesans np. w sztuce, ale także w sferze szeroko pojętej komunikacji między ludźmi. Wdziera się do literatury, malarstwa, filmu i rzeźby, a więc do tych obszarów kultury, które tradycyjnie badają granice przyzwolenia, bądź wyznaczania tego co wzniosłe, a co nie.

Jaka jest tego przyczyna? - autor w ciekawy i oryginalny sposób przedstawia nam swój punkt widzenia. Według niego wzrost zainteresowania ekskrementami wynika z ich wszechobecności w naszym życiu, dosłownie jak i w sensie przenośnym. Słowo zasadnicze oraz jego synonimy bardzo często wykorzystujemy do wyrażenia opinii o wyrobach przemysłu epoki późnego kapitalizmu oraz działalności współczesnych mediów.

Werner posługuje się także przemyśleniami innych cytując ich, między innymi np. rabina Majmonidesa z XII wieku uzasadniającego, że świnie jedzą własne odchody, dlatego żydzi uważają wieprzowinę za nieczystą. Przytacza również Christiana Franza Paulliniego, który po dłuższym uzasadnianiu i podaniu dowodów napisał: „Summa summarum: człowiek jest od stóp do głów prawdziwym workiem pełnym gówna: świnią, co się ciągle tarza w gnoju”.

Dla mnie największą wartością tej książki (która czasem brzydzi, dostarcza ciekawych informacji, ale też często rozśmiesza) jest pokazanie hipokryzji człowieka w postrzeganiu wszelkich aspektów związanych z ową ciemną materią.

Komu tę książkę można polecić?

Czyta się ją lekko i z uśmiechem (np. gdy uzmysławiamy sobie w czasie czytania tak oczywisty fakt, że człowiek rodzi się w mało eleganckim miejscu, bo tak naprawdę między fekaliami a uryną), aczkolwiek trzeba przełamać początkową niechęć do tego ztabuizowanego zagadnienia w większości dzisiejszych kultur.
Książkę polecam jednak wszystkim tym, którzy chcą zobaczyć tę swoją obłudę w postrzeganiu gówna, pokazaną w bardzo oryginalny sposób przez Floriana Wernera, a słowa uznania należą się również tłumaczce Elżbiecie Kalinowskiej.

----------------------------------------------------
Tytuł: Ciemna materia. Historia gówna
Autor: Florian Werner
Stron: 200
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2014

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

W książce znalazłem zachętę i jednocześnie wskazówkę jak znaleźć do obejrzenia krótki obsceniczny filmik, gdzie chyba wszelkie granice zostały w nim przekroczone...

Zaznaczam, że jest to tylko dla ludzi ze stalowymi nerwami... Dlatego nie podam pełnego linku. Natomiast dla ciekawskich, aktywnych, chcących jednak zmierzyć swoją wrażliwość z "możliwościami" innych podam wskazówkę (jak w książce), żeby sobie wyguglował: "2 girls 1 cup".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mój znajomy twierdzi, że: "w życiu wszystko to gówno za wyjątkiem moczu". Zawsze czułam się po tym stwierdzeniu zniesmaczona. Po przeczytaniu powyższej recenzji trochę jakby mniej.:)
Bardzo dobry tekst, Panie Marku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Twoja recenzja, Marku, przypomniała mi jedną ze scen "Widma wolności" Luisa Buñuela...
Chociaż "Widmo wolności" jest dziełem surrealistycznym, a "Ciemna materia" wprost przeciwnie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

J: jest zebranie komunistycznej partii w małym, francuskim miasteczku. Wchodzę po wąskich schodach na pierwsze piętro, nikogo nie ma; co widzę - pośrodku między rozstawionymi stołami leży niewielkie, psie gówno. Wychodzę. Kiedy wróciłem po półgodznie, francuscy komuniści czekali na mnie przy stole. Gówna nie było. Poprosiłem o głos. Prosze panów, kiedy byłem tutaj pół godziny temu, pośrodku leżało niewielkie, psie gówno. Dlatego chciałem dowiedzieć się, który z panów je wyniósł. Przepiękna cisza zapadła.
- tutaj nie było żadnego gówna - powiedział przewodniczący po krótkiej konsultacji z prezydium
J: jak to - krzyknąłem. Przeciez sam widziałem. Po zebraniu podszedł do mnie niewielki francuzik i szepnął:
- to ja wyniosłem, niech żyje solidarność!
J: czy ci nie wstyd?!
- ja mam żonę i dzieci. I rzeczywiscie, żona i dzieci były z nim na spotkaniu.

S: dlaczego mi to wszystko opowiedziałeś?
J: wydawało mi się, że to ma jakiś metaforyczny sens.
S: metaforyczny? co to znaczy?
J: no że opowieść nie znaczy to co znaczy, tylko zupełnie co innego.
S: no tak, to ja tak właśnie myślałem...
J: nic nie zrozumiałeś?
S: no... zrozumiałem... że nikt się nie chciał przyznać do tego, kto wyniósł gówno.
J: no właśnie!
S: co im to gówno przeszkadzało?
J: zaraz, chwila. Tu ideologia, a tutaj gówno. Tutaj się naprawia świat, a tutaj zwycięska biologia. To się nie zgadza. Albo jedno, albo drugie. Tu poważna dyskusja, a tam niepoważne gówno.
S: a ja nie rozumiem...
J: stary, tam się odbyło historyczne spotkanie realności z ideą!
S: ale ja nie rozumiem... przeciez i to zebranie może być poważne i gówno może być poważne...
J: gówno! Realność. Komunizm. Idea. Jak zwykle w takich starciach przegrywa realność. Gówno zostało zanegowane i musiało przegrać.
Nie było tam żadnego gówna, więcej, nie było tam żadnego psa.
To jest właśnie metafora!

;)

Filip Bajon - "Sauna".
https://www.youtube.com/watch?v=puV1uVouJEA

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.