Autor usunął profil
Ocen: 2
2007-03-18 17:12, aktualizacja: 2007-03-18 20:23:06
Według Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Powiecie Wejherowskim jest prawie 200 rodzin zastępczych, które mogą pełnić również rolę pogotowia opiekuńczego. Postanowiłem odwiedzić i sprawdzić jak wygląda życie codzienne jednej z nich.
Skontaktowałem się w Redzie, z Aliną Ronowską – prowadzącą zawodową rodzinę zastępczą, pełniącą obowiązki pogotowia rodzinnego – bo taką pełną nazwę przedstawiła przez telefon. Myślałem, że jest surową opiekunką dla swoich podopiecznych. Jednak tym razem moje przeczucie mnie zawiodło. I dobrze ...
Gdy dotarłem do 3-pokojowego mieszkania w bloku, w jednej z dzielnic z Redy, było po godz. 15. Dzieci właśnie wróciły ze szkoły i jadły obiad, a potem wybierały się na plac zabaw.
– Tylko bawcie się ostrożnie – powiedziała pani Alina.
Rodzina zastępcza to powołanie
Kiedy dzieci wyszły, mogliśmy spokojnie porozmawiać.
– Skąd wziął się pomysł na założenie rodziny zastępczej?
– pytam.
– Pracowałam w szpitalu. Nie dawało mi to pełnej satysfakcji, nie spełniałam się w tym. Dlatego wraz z mężem zdecydowaliśmy się na założenie rodziny zastępczej – opowiada Ronowska. – Teraz czuję, że spełniam swoje powołanie – mówi z radością.
W szpitalu pani Alina nie pracowała na oddziale dziecięcym. – To straszne, gdy dzieciaki chorują. Gdy jedno z moich dzieci choruje, potem zaraża się następne i tak metodą domina dochodzi do mnie i do męża. Jest wesoło – śmieje się.
Wymagania prawne
– Nie jest łatwo uzyskać status rodziny zastępczej – twierdzi Ronowska. – Ale jeśli się chce i jest się upartym to się uda – dodaje.
Jakie wymagania trzeba spełnić? Określa je ustawa z 12.03.2004 r. o Pomocy Społecznej. W artykule 73, pkt. 1 czytamy – Pełnienie funkcji rodziny zastępczej może być powierzone małżonkom lub osobie niepozostającej w związku małżeńskim, jeżeli osoby te spełniają określone warunki – wyjaśnia dyrektor Ewa Dybowska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.
Osoby chcące stworzyć rodzinę zastępczą muszą mieszkać na stałe na terenie naszego kraju i korzystać z pełni praw cywilnych i obywatelskich. Podstawą są też odpowiednie warunki mieszkaniowe i stałe źródło utrzymania.
– No i oczywiście rodziny, które chcą być rodziną zastępczą muszą uzyskać pozytywną opinię ośrodka pomocy społecznej, właściwego ze względu na miejsce zamieszkania, a potem ukończyć szkolenie dla kandydatów prowadzone przez Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy – podkreśla Dybowska.
– To wszystko prawda, jednak jak się przejdzie wszystkie szkolenia to jeszcze trochę za mało – zaznacza Alina Ronowska. – Potrzebne jest, a nie zostało ujęte w ustawie doświadczenie z własnymi dziećmi i to coś, co pomaga każde dziecko zrozumieć.
Cierpliwość i serce to podstawa
– Dzieci w różnym wieku - to trzeba mieć stalowe nerwy i cierpliwość – stwierdzam, kiedy uroczy bobas próbuje wdrapać mi się na kolana, a starsze dzieci wpadają po deskorolkę i każde opowiada coś „ważnego” cioci.
– Stalowe nerwy to może nie – śmieje się pani Alina widząc moje przerażenie. – Trzeba mieć bardzo dużo cierpliwości i wielkie serce. Bez tego nie dałabym sobie rady.
Moja rozmówczyni przyznaje, że z młodszymi dziećmi jest łatwiej. – Nie ma dużych problemów. Ze starszymi to już jednak przepychanka – dodaje.
„Ciocia”, bo tak nazywają ją dzieci które trafiły do pogotowia, wspomina jedną smutną historię, jaka przytrafiła się w jej karierze. – Dziewczyna miała 16 lat, była w ciąży – opowiada pani Alina. – Naprawdę w nią wierzyłam, myślałam, że ułoży sobie życie. Ona jednak wybrała małżeństwo z kimś, kto się zupełnie do tego nie nadawał. Straciłam z nią kontakt - nie wiem, co się z nią dzieje – dodaje ze smutkiem w głosie.
W większości wypadków zdarzają się jednak chwile miłe. – Widzę, że moja praca przynosi efekty – mówi. – Dzieci się zmieniają, nie mają już opóźnień w nauce, nie boją się. Widzą, że można żyć normalnie i mieć poczucie własnej wartości, o czym wcześniej nie wiedzieli.
Obecnie u pani Aliny znajduje się jedno dziecko, którego rodzice zaczęli uczęszczać na spotkania Anonimowych Alkoholików. Starają się ułożyć życie, a swoją córkę zabierają do siebie na święta i w ferie. – Chciałabym, aby im się udało. Moja podopieczna wróci wtedy do domu - normalnego domu – mówi Ronowska.
Dziecko w pogotowiu opiekuńczym może pozostać najwyżej 15 miesięcy. „Ciocia” jednak zawsze interesuje się swoimi podopiecznymi, którzy już ją opuścili. – Przywiązanie do nich nigdy nie minie – mówi. – Traktuję je jak swoje własne – dodaje.
Są jednak problemy . . .
Jakie problemy napotyka rodzina zastępcza? Jest ich mnóstwo – począwszy od finansów, na skomplikowanych przepisach prawa kończąc.
– Spokojnie dajemy sobie radę finansowo, choć tylko mąż pracuje a pieniądze, jakie otrzymujemy na dzieci nie są duże. – Po chwili dodaje ze śmiechem. – Gdybym poszalała, to na pewno nie starczyłoby pieniędzy. Ale na razie jest dobrze.
Pani Alina ponosi koszty leków, podręczników dla dzieci i innych rzeczy potrzebnych w normalnym życiu.
Bardzo ważną sprawą jest wymiana doświadczeń pomiędzy rodzinami, które prowadzą pogotowia i rodziny zastępcze. – Utrzymuję kontakt z tymi ludźmi, wymieniamy się doświadczeniami i służymy sobie pomocą w każdej sprawie – opowiada pani Alina.
– Wakacje dla dzieci, pieniądze na remonty mieszkania, lepsza pomoc prawa, psychologiczna i pedagoga oraz więcej informacji o dziecku, które trafia pod dach pogotowia rodzinnego - takie są najważniejsze życzenia pani Aliny.
Szczególny nacisk kładzie na dobry wywiad, gdyż zdarza się, że trafiają do niej dzieci upośledzone czy z astmą. – A wychodzi to dopiero po jakimś czasie. Lepiej jest przecież wiedzieć od razu wszystko – mówi.
Niestety, aby dziecko poznać musi minąć sporo czasu. – Nigdy do końca nie wiem, co przeszło dziecko – opowiada pani Alina. – Na początku te dzieci idealizują swój dom. Twierdzą, że mama gotowała takie same, a nawet pyszniejsze obiady niż ciocia – opowiada. Mija sporo czasu zanim dzieci powiedzą same z siebie, co je spotkało. Pani Alina zaznacza – Nigdy nie wolno wypytywać o to dziecko – mówi.
. . . ale w tym się spełniam
Pani Alina ma 16-letniego syna, który w pełni akceptuje misję rodziców. – Nie przeszkadza mu to, w pełni akceptuje nasz wybór, a jeszcze pomaga w opiece nad młodszym rodzeństwem – opowiada. Sam w rozmowie ze mną przyznaje, że nie ma nic przeciwko zajęciu swojej mamy, wręcz przeciwnie, stara się jej pomagać, jak tylko może.
– Szkoła mi czasami w tym przeszkadza, ale jakbym mógł to robiłbym więcej – śmieje się.
W „placówce” pani Aliny przebywa obecnie siódemka dzieci w różnym wieku. Liczba ta nigdy nie jest mniejsza niż 4. – Takie są wymogi prawa wobec nas – mówi.
Dzieci, które trafiają do pogotowia opiekuńczego i rodzin zastępczych, pochodzą z rodzin patologicznych lub też z innych przyczyn (rodzice nie żyją lub zostali pozbawieni praw rodzicielskich) dostały się do pogotowia opiekuńczego prowadzonego przez panią Alinę.
Podczas trzyletniej działalności przez dom Aliny Ronowskiej dom przewinęło się 25 dzieci w różnym wieku – od najmłodszych do 17-latków. – Wszystkich wspominam z czułością i rozrzewnieniem – mówi pani Alina. I dodaje – Jeśli miałabym jeszcze raz podjąć decyzję o założeniu rodziny zastępczej, postąpiłabym tak samo. W tym naprawdę się spełniam.
Przeczytaj także.
Alina Ronowska rodzina zastępcza pogotowie opiekuńcze dzieci problemy Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie Ewa Dybowska choroba przeżycia kurator prawo Wejherowo Reda pomoc spełnienie radość miłość
Sortuj komentarze: