Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181667 miejsce

Ciężko być studentem...

Dla wszystkich, którym absurd życia rodem z filmów Barei wydaje sie ostatnio dziwnie aktualny...

Gdy za oknem pada pierwszy śnieg, chcąc oderwać się od spraw bieżących: zera tolerancji, sprawy Mazura i Begergate, którymi, jak wszyscy, jestem zmeczona, wracam pamięcią do słonecznych dni wakacji… Oto jedno ze wspomnień, zdaje się z początków lipca.

 

Moja siostra, studentka medycyny, poprosiła mnie o przysługę. Chodziło o zawiezienie jej indeksu do dziekanatu i uzyskanie od pani profesor podpisu zaświadczającego udział w zajęciach.  Niesiona chęcią pomocy Kasi, zgodziłam się bez oporów. Nie wiedziałam, jak ciężka i wyboista jest droga, leżąca przed studentami pragnącymi uzupełnić dokumenty. Moja sytuacja była o tyle skomplikowana, że, nie będąc studentką, nie orientowałam się w realiach panujących w warszawskiej Akademii Medycznej.

Następnego dnia bohatersko zwlokłam się z łóżka o ósmej, co w trakcie wakacji jest czymś nie tylko rzadkim, ale zdecydowanie nieprzyjemnym. Korzystając ze szczegółowych wskazówek siostry, dostałam się, niemiłosiernie zgrzana (ponad 30 stopni!) na Solec. Na miejscu przekonałam się, że przybyłam 20 minut za wcześnie, sekretariat jeszcze nieczynny. Usiadłam na niezbyt solidnie wyglądającym krześle, by zająć się lekturą. Moja cierpliwość nie została jednak należycie wynagrodzona. Po 40 minutach oczekiwania, bliska rezygnacji, zdecydowałam się na obchód placówki, przed ostatecznym opuszczeniem placu boju.

Kierowana ciekawością zapuściłam się w krótki ciemny korytarz, na którego końcu natknęłam się na otwartą salę wykładową. Siedziała tam samotnie zmęczona blondynka o łagodnym spojrzeniu, która ku memu bezgranicznemu zdumieniu   powiadomiła mnie, że to ona jest właśnie osobą dyżurującą w sekretariacie. Dlaczego więc tam nie jest? No  , przecież zamknięty! Oszołomiona, nie próbowałam dyskutować. Nawet nie chciałam się dowiadywać, dlaczego osoba dyżurująca teoretycznie w sekretariacie, kryje się   w jakiejś tajemniczej salce i jak ma się do tego informacja o otwieraniu tegoż sekretariatu o godz. 10. Ostatecznie cieszyłam się z załatwienia sprawy, podziękowałam i poszłam sobie, naiwnie myśląc, że więcej już moja noga w tym miejscu nie postanie Jakże się myliłam!

Zaledwie po trzech czy czterech dniach dowiedziałam się od siostry, że strasznie jej przykro, ale musi poprosić mnie o coś jeszcze – bo praca, bo nie ma czasu, a   indeks trzeba z Solca odebrać i przewieźć go – drobiazg – na Marszałkowską. Raz jeszcze, powodowana szlachetnym odruchem, a także skuszona obietnicą biletu do kina, zgodziłam się; niepomna na dramatyczne wręcz upały. Przykre wspomnienia z poprzedniej wizyty w sekretariacie starałam się zepchnąć do podświadomości, ale te, jak na złość, w miarę jak zbliżałam się na Solec, powracały. Powoli ogarniały mnie niedobre przeczucia… Słusznie. Uzbrojona w cierpliwość i zaopatrzona (na wszelki wypadek) w inną, równie kulturalną lekturę, usiadłam przed sekretariatem; zamkniętym, mimo że od 10 – godziny otwarcia – minęło już dziesięć minut.

„Bądźmy dobrej myśli” – pocieszałam się kwadrans później, gdy sytuacja nie uległa zmianie. Po kolejnych pięciu minutach udałam się na nowy obchód w nadziei spotkania gdzieś owej łagodnej blondynki lub przynajmniej jakiegoś przystojnego bruneta gotowego pocieszać mnie w moim godnym pożałowania położeniu. Nie znalazłam wszakże ani blondynki, ani bruneta. Zniechęcona wróciłam przed sekretariat.

Po godzinie daremnego wyczekiwania byłam już bliska płaczu – upał nawet tu, we wnętrzu, panował nie do wytrzymania, dodatkowo zaczęła ogarniać mnie   wściekłość na pracowników owego zakładu. Nic wiec dziwnego, że pierwszej przechodzącej osobie, pytającej, czy sekretariat otwarty, warknęłam niegrzecznie, że nie, i to od godziny. Przekleństwa jakie cisnęły mi się przy tym na usta, zdołałam przełknąć.

Kwadrans po jedenastej pojawiła się dyżurująca pani doktor. Wtargnęłam natychmiast do sekretariatu, bardziej z chęcią urządzenia karczemnej awantury niż odebrania indeksu. Kiedy już sobie pokrzyczałam i poinformowałam ową kobietę (zachowującą aż dotychczas godny podziwu spokój), że to skandal, do czego to podobne i do kogo mam mieć o to pretensję, ta odparła wyniośle, że ona jest Doktorem, że ona tu tylko dyżuruje. W jej mniemaniu oznaczało to, iż nie ponosi odpowiedzialności za nic, co się tu wyrabia, a jedynie odrabia pańszczyznę na rzecz instytucji, która ją wykształciła. Dodała też, że była tu o godz. 10, ale niestety, nie było klucza. Dlaczego? Bo osoba dyżurująca poprzedniego dnia wyniosła klucz do szpitala! I ona musiała po niego iść. Nawet jeśli zaakceptowałabym absurdalną wersję, że do owego sekretariatu istnieje jeden, jedyny klucz, to i tak nie mogłam sobie wyobrazić by komuś droga z Solca na Książęcą i z powrotem zajęła ponad godzinę! Tłumaczenie było tak bezczelne, że zabrakło mi słów. Ale co tam, wszystko bym zniosła, gdyby tylko ów nieszczęsny indeks został, jak trzeba, podpisany. Niestety, podpisu nie było. Żadna z pań (do doktor dyżurującej dołączyła jej przyjaciółka) nie umiała mi wytłumaczyć, co z tym indeksem było nie w porządku. Zaciskając zęby wydostałam się na zakurzoną ulicę, w piekielny skwar i zaduch.

Starałam się opanować wściekłość. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że ten upiorny poranek nie był ostatnim, jakie przyjdzie mi spędzać na wykłóceniu się z doktorami  i sekretarkami. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Siostra musi przecież zaliczyć rok, a oczywiste, że bez tych eleganckich, w pośpiechu maźniętych w odpowiednich rubryczkach zawijasów, będzie to absolutnie niemożliwe.

  Wieść niesie, że uczelnia planuje wprowadzić indeksy elektroniczne. Pomysł całkiem niegłupi, ostatecznie przyuczenie personelu do korzystania z jednego czy dwóch programów nie może być trudniejsze, niż wpojenie mu zasad elementarnej grzeczności i szacunku dla smażących się w upale studentów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

e... juz nie przesadzaj dobra nie przesadzaj bezdomnym jest byc ciężko

Komentarz został ukrytyrozwiń

niektórzy mają weselsze studia - http://wiadomosci.onet.pl/1369697,2678,1,1,kioskart.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety, ale tak się mają sprawy wszędzie. Uroki studiowania :D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.11.2006 13:31

Witamy na studiach :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.