Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

121835 miejsce

"Cinematic" - Ten film nie istnieje na żadnym technicznym nośniku

Banda Lebowskiego dokonała samookreślenia pisząc w książeczce dołączonej do płyty: "nasze dźwięki stały się muzyką dla nieistniejącego filmu". To już jest prawdą. Ten film nie istnieje na żadnym technicznym nośniku.

Cinematic / Fot. Wiktor FrankoBardzo łatwo jest pisać recenzję płyty, nad którą wylano ocean słów. Bardzo łatwo jest pisać recenzję płyty, która nie wychodzi z odtwarzacza od blisko dwu tygodni. Tylko, że to nie jest prawda; niełatwo. Tym bardziej, że banda Lebowskiego dokonała samookreślenia pisząc w książeczce dołączonej do płyty: "nasze dźwięki stały się muzyką dla nieistniejącego filmu". To już jest prawdą. Ten film nie istnieje na żadnym technicznym nośniku. On jest zapisany gdzieś tam - z tyłu głowy.

Od strony technicznej wydanie jest bez zarzutu. Efektowny digipack, dwujęzyczna książeczka, grafika autorstwa Wiktora Franko kładzie na łopatki większość tegorocznych wydawnictw.

Płyta nagrana w studio master & servant nosi znamiona wydań audiofilskich. Do testowania krążka użyłem zestawu Musical Fidelity A308 z kolumnami Sonus Faber Cremona. Korektor oczywiście nie był do niczego potrzebny. Dlaczego? Klawisze Marcina Łuczaja niezwykle klarowne, obficie wypełniające przestrzeń. Marek Żak świetnie wykorzystuje swoje umiejętności; bas jest obecny gdzie trzeba, nigdy w nadmiarze, Frontman najlepszy w niuansach, precyzyjny i kreatywny. Zespół ma pałkarza! Kontroluje sytuację dodając rytmu. Chwilami lekko synkopuje, co dodaje klimatu. Perkusja płynie niemal, w wielu kierunkach, nie zwracając na siebie nadmiernie uwagi. Jest jeszcze Kasia Dziubak. Nie tylko "jeszcze". Niezwykły głos. Nie słodki, nie anielski. Harmonizuje doskonale z partiami instrumentalnymi. Już nie napiszę, że gra pierwsze chwilami skrzypce. Chłopaki; dajcie Jej pograć na następnej płycie!

Oczywiście płyta łączy wiele elementów; ambient, jazz, artrock, prog. Jednak dla mnie oscyluje gdzieś pomiędzy world music, a art rock'iem. Nie o to jednak chodzi by ją klasyfikować. Nie da się. "Cinematic" jest muzyką ilustracyjną. Konsekwencją wielu przemyśleń. Może ktoś usłyszy echa Tangerim Dream, Vangelisa czy Preisnera. Ja usłyszałem nutę tęsknoty za dokonaniami Stanley'a Kubrick'a, francuskim kinem "przełomu" i oczywiście hołd złożony ikonom polskiego filmu. Muzyka wysublimowana. Dla wrażliwego słuchacza. Dla każdego kto kocha muzykę. Od fana metalu po odbiorcę klasyki.



 / Fot. Wiktor FrankoPłyta bardzo osobista, intymna niemal. Film, do którego Lebowski stworzyli muzykę jest. Powstaje w głowach tych, którzy kupili tę płytę. "Trip to Doha" otwierający utwór sprawia wrażenie swojskości, harmonii. Zawiera pierwiastek etno, który niczym klamra zamyka koło wspomnień w ostatnim utworze. Przechodzi łagodnie w "137 sec." podkreślony magicznym śpiewem Katarzyny Dziubak, któremu uroku dodały moog i piano Fendera. Lecz w następującym po nim tytułowym "Cinematic" mamy ferię barw. Saks, chłopięcy chór, gitara akustyczna i fortepian - zdaje się z płyty jeszcze 75 obrotów.... to jak historia ludzkich uczuć; historia miłości. W "Old British Spy Movie" wokal zastąpiono trąbką. W tle bukoliczna harfa i to co tygrysy kochają najbardziej - skrzypce. Chwilę później (tzn.siedem minut) przenosimy się na duży ekran. Głosy Roman Kłosowskiego i Zbigniewa Maklakiewicza, tak charakterystyczne, zdradzają nam co oglądają pasjami Lebowscy. Z kolei "Encore" - "musiał być francuski" - czytamy... jest francuski. Jest bardziej francuski niż Jean Gabin. Oto i "Aperitif for Breakfast (O.M.R.J)" - staccato pozytywki, i nieporadne dziecięce palcówki wystukiwane na fortepianie mamy... o co tu chodzi? Czyżby muzycy z Lebowski wracali w swoich wspomnieniach aż tak daleko...? Dla równowagi w "Spiritual Machine" otrzymujemy solidną porcję rockowego grania, ale i tu pojawia się dygresja w postaci odgłosów pracujących maszyn... Czy to nie jest jakaś prawidłowość? Czy naprawdę chodzi Lebowskim tylko o hołd kina? Posągowy wręcz "The Storyteller (Svensson)" w klimacie minionej epoki? Fortepian, bezprogowy bas, smyczki i waltornią mają nas utwierdzić w tym przekonaniu. Organy Hammonda wręcz sugerują monumentalność tego utworu. Kończy tę muzyczną podróż odgłos starego projektora filmowego w „Human Error". Lecz rzecz nie dzieje się w kinie. To koniec projekcji wspomnień. Koniec retrospekcji z życia. Tu się pojawia dopiero cała niesamowita metaforyczność tej płyty. To współczesna "Autobiografia" bez słów. To wspomnienia. Tęsknota za niewinnością lat szczenięcych. Za wszystkim co minęło i nie ma powrotu. (A chcemy by wróciło). Za pierwszą miłością, pierwszym po kryjomu wypalonym papierosem, ulubionymi filmami. Pierwsze nuty zagrane własnoręcznie, pierwsza praca. To poezja wspomnień zaklęta w dźwięk. Dzięki Lebowskim znalazłem się po drugiej stronie plastikowo-betonowej rzeczywistości. I już nie chcę wracać. Myślałem, że w tym roku po "Lunatic Soul II" i Circle of Bards już nic mnie nie zaskoczy. Gdyby mi przyszło czekać nie cztery, a czterdzieści lat na tę płytę - czekałbym. Pomyślcie tylko.... za niecałe 10 euro dostajemy najbardziej sepią malowany świat jaki można sobie wyobrazić. Strach pomyśleć co by się stało gdyby "Cinematic" ukazał się na analogu... gdyby słuchać tej muzyki tylko przy świetle Tesli.... Nie pozwólcie na to Lebowscy.

Tu nie może być innej oceny jak 10/10! To i tak za mało jak za powrót do marzeń.

Autor: Artur Miścicki

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.