Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

178889 miejsce

"Ćma" lata nad Trójmiastem

Zespół "Ćma" to jedno z muzycznych odkryć Pomorza. Mimo że istnieją krótko, zdążyli wyrobić sobie silną pozycję w Trójmieście. O początkach, inspiracjach i nowej trasie koncertowej opowiada gitarzysta grupy Adam Piskorz.

We wtorek, w klubie "Negatyw" w Gdańsku, zagraliście koncert. Jesteś w stanie powiedzieć, który to już występ na żywo?
- Trudne pytanie. O rety, myślę, że zbliżamy się powoli do setki. Większość w Trójmieście, ale też kilkanaście w innych częściach Polski: Malborku, Poznaniu, Warszawie, Elblągu.


Jak doszło do powstania zespołu? Znaliście się już od dzieciństwa...
- W zasadzie założyliśmy zespół z kolegą, gdy tylko kupiliśmy gitary elektryczne. Było to w ósmej klasie szkoły podstawowej i to w zasadzie był już zalążek Ćmy. Potem pojawił się Grzesiek Rozkwitalski z siostrą Aśką. Naszym kolejnym nabytkiem okazał się Wacek Ryl, zmieniony po pewnym czasie na Matka Drewinga z kapeli Prohibicja. W zespole jest też Michał Ciesielski, nasz saksofonista.


Kiedy wykrystalizował się ostateczny skład?

- Latem 2005 roku, gdy Waca wyjechał do Francji i musieliśmy znaleźć nowego perkusistę. Można powiedzieć, że 1/3 naszych koncertów zagraliśmy jeszcze z Wackiem.


Mimo krótkiego stażu zdążyliście sporo „namieszać” na pomorskiej scenie muzycznej. Zdobyliście wyróżnienia, nagrody. Możesz o nich opowiedzieć?

- Gramy, gdzie możemy. Szczególnie w zeszłym roku zaliczyliśmy sporo festiwali i przeglądów. W tym roku skupiamy się na organizacji trasy i koncertach klubowych. Nasze pierwsze wyróżnienie otrzymaliśmy w Tczewie za "nowatorską interpretację poetycką" na II Tczewskim Konkursie Twórczości. Kolejnym sukcesem było II miejsce oraz Nagroda Publiczności na "Malborskim Przeglądzie Muzycznym 2006" oraz I miejsce na Przeglądzie Kapel Niezależnych „Głośnik 2006”, w ramach Students' Coalition Festival "Juwenalia 2006" w Gdańsku. Zdarzyła się też nagroda za osobowość sceniczną im. Józka Kanieckiego na Festiwalu "Bazuna 2006" ("Bursztynowe Skrzypce").


Jak odnoszą się do Was inni trójmiejscy muzycy, często znacznie bardziej doświadczeni. Doceniają Was?

- Kontakty są dobre, wszystko odbywa się po przyjacielsku. W szczególnie dobrych relacjach pozostajemy z jazzmenami. Matek i Michał uczą się u nich. Myślę, że lubi nas Przemek Diakowski jeden z bardziej znanych popularyzatorów jazzu w Polsce. Graliśmy z jego "Chlupotem Mózgu" koncert w gdyńskim Uchu. Dodatkowo znamy się z kapelą "Mordy" i przede wszystkim muzykami z "Voo Voo", którzy są wspaniałymi ludźmi i nie ma problemu, żeby z nimi zagrać. Możliwe, że zagramy kilka koncertów z zespołem "Pustki". Trzymamy się też z młodszymi gwiazdami trójmiejskiej sceny, takimi jak "Radio Bagdad", "Majestic" czy "Pawilon". Lubimy się i staramy wspierać.


Wiem, że grasz jeszcze w jednym zespole – "The Gars", który założyłeś ze znajomym. Jak ten projekt ma się do "Ćmy"?

- To doskonałe uzupełnienie. Nie zaniedbuję przez "The Gars" macierzystej kapeli. Wspólnie z Kubą Rusakowem mieliśmy chęć zagrania czegoś w stylu brit pop i disco polo. Z czasem przerodziło się to w trans-noisowe granie. Dzięki Garsom mamy możliwość wspólnego grania na koncertach i wyruszania w trasy. Zawsze im więcej osób w busie podczas wypraw, tym weselej.


Jakie są wasze inspiracje muzyczne? Wymieniłeś sporo zespołów. Czy to właśnie na nich wzorujecie się pisząc teksty i muzykę?

- Nasze inspiracje to prawdziwy gąszcz. Przede wszystkim każdy z członków zespołu słucha innej muzyki. Np. nasz saksofonista „Saxo” uwielbia jazz pod każdą postacią. Ja cenię sobie dźwięki od muzyki bałkańskiej, Toma Waitsa, Cheta Bakera, przez Sonic Youth, Mathew Herberta i elektronikę, aż po "Mordy", "Plum" czy "Kristen" – z polskich rzeczy. Grześ słucha muzyki poważnej, Bacha, tanga argentyńskie, jazz i transowe rzeczy, a Asia – to już sam nie wiem. To naprawdę jedna wielka pajęczyna, z której zawsze coś się czerpie, ale nie można powiedzieć, żebyśmy grali, jak jakaś z tych kapel.


Skąd nazwa zespołu? Czy to inspiracja "Voo Voo"? Jeden z utworów tego zespołu nosi taki właśnie tytuł.  

- Długo szukaliśmy i może rzeczywiście coś w tym było. "Ćma" ma jednak wiele znaczeń. To noc, dążenie do światła, ogólnie rzecz biorąc kontrasty. To stworzenie jest włochate... pociągające i przerażające jednocześnie. Myślę, że dobrze charakteryzuje muzykę, jaką staramy się tworzyć.


Studia, praca... Udaje się wam pogodzić te wszystkie sprawy z próbami i koncertami? Macie plany, by w przyszłości zawodowo zająć się muzyką?

- Jakoś nam się udaje godzić życie prywatne, obowiązki z grą w zespole, choć nie zawsze jest łatwo. Jeśli chodzi o przyszłość, to nie wiadomo, jak się to wszystko rozwinie. Nie jestem do końca pewien, czy nie traci się entuzjazmu grając wszędzie to samo za „grubą kasę”. Naszym marzeniem jest, by nie myśleć o przyziemnych sprawach, tylko grać. Ale tak, jak jest, nie jest źle.


Czyli nie chcecie wpaść w ramiona komercji?

- Jesteśmy na to dość oporni. Gramy sobie czasami na próbach, przy okazji świetnie się bawiąc „Gdzie się podziały tamte prywatki” albo coś z repertuaru zespołu "Mannam", ale chcemy tworzyć swoje rzeczy. Idealnym wyjściem byłoby grać to, co lubimy. Znamy jednak realia. Popyt na „ciekawą” muzykę na razie w kraju kuleje. Ale i to powoli zaczyna się zmieniać na lepsze.


Taki zespół jak "Ćma" ma szansę zaistnieć?

- Oczywiście. Najlepszy przykład to "Voo Voo". Grają interesująco i nie aż tak łatwo dla ucha. Można powiedzieć, że są naszymi „ojcami”. Przetarli nam szlaki. Poza tym np. Pink Freud robi karierę światową, więc czemu nam ma się nie udać? Ważne, żeby robić swoje.


Gracie przede wszystkim w Trójmieście, ale szykujecie trasę koncertową po Polsce. Gdzie będzie można usłyszeć "Ćmę"?

- Poważne plany mamy na kwiecień. 16, 17 i 18 kwietnia będziemy w Koszalinie, Kołobrzegu i Słupsku. 20 kwietnia pojawimy się w Łodzi na festiwalu Łódżstock, na który udało się nam dostać poprzez eliminacje. Podobno mamy tam zagrać z Grzegorzem Turnauem. "Branża" muzyczna jeszcze o nas usłyszy!


Kiedy będziecie mogli powiedzieć, że jesteście muzycznie spełnieni?

- Gdy będziemy mogli tak powiedzieć, to przestaniemy grać. Na razie chcemy się cały czas rozwijać. Granie tego samego, to strasznie nużąca czynność. Podziwiam polskich wykonawców takich, jak Maryla Rodowicz czy Piasek, że cały czas im się chce... Naszym założeniem jest ciągłe urozmaicanie muzyki, poszukiwania i zabawa dźwiękami, z której wykluwają się utwory. Dopóki nam się to udaje, "Ćma" będzie istnieć.

Więcej informacji o zespole na stronie www.cma.muzyka.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

a gdzie foto przy wywiadzie musi byc -

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.