Pozycja materiału w rankingach:
Gdyby nie pamięć świadków, nikt nie dałby wiary, że stąpa się po grobach. Ponad trzydzieści lat temu istniał tu niemiecki cmentarz. Zdewastowali go Polacy, nowi osadnicy. Przypominało to mroczne epizody z Alfreda Hitchcocka.
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Zbigniew Jelinek 02.11.2010 09:33
*O cmentarzu. Mój powtórnie publikowany tekst o zniszczeniu poniemieckiego cmentarza w Książu, odnoszący się także do podobnych barbarzyńskich zjawisk, jakie miały miejsce na kożuchowskiej ziemi – właśnie teraz – pobudza do zadumy nad czasem minionym, i gdzie byśmy wówczas byli, kiedy inni, nasi znajomi, a nawet nasi bliscy, dokonywali takich zdziczałych aktów w imię tzw. racji politycznych. Otrzymałem w tej sprawie osobisty list z Włoch od byłej mieszkanki Książa. „W czasach, o których Pan pisze, miałam 10 lat i bardzo dobrze pamiętam ten poniemiecki cmentarz, ponieważ bardzo często tam chodziłam i opiekowałam się grobami” - pisze Czytelniczka „Gońca”. Nadmienia, że wówczas nie zgadzała się z decyzją władz, „ale kto chciał słuchać małej dziewczynki, która protestowała” - nadmienia. To ważna kwestia: więc gdzie wówczas byli inni, w jakim miejscu stali, dlaczego milczeli na niszczenie cmentarza? O tym nawet obecnie świadkowie tamtych zdarzeń - nie chcą mówić. Może dopiero teraz, z perspektywy czasu, spostrzegli swoje zaniechanie? Zadziwiające jest nadal milczenie hierarchów kościoła katolickiego. Jakbym ja sam wówczas zachował się, z tą propagandową, komunistyczną sieczką, która wtaczana była do mojej głowy przez nauczycieli w szkole powszechnej i średniej? Do Książa przybyłem, niestety, już po dewastacji cmentarza. „Będąc w Książu, bardzo często zachodzę tam i modlę się za dusze tych, którzy zostali tam pochowani, ponieważ dla Pana Boga nie ważna jest narodowość, wszyscy są jego dziećmi” - pisze autorka listu. Prostuje też informację, że w trakcie usuwania mogił i pomników, walały się ludzkie szczątki. „Odbywało się to wszystko z wielkim szacunkiem, nawet jeżeli jest to ciężko zrozumieć” - dodaje. Nie kwestionuję tego, niemniej w rozmowach z innymi obserwatorami tego procederu – takie opinie o ludzkich kościach spychanych do dołu – słyszałem, i to dość często. To były przerażające opisy. „Jutro jest 1.11., jest to okazja, aby Pan zapalił znicz na tym cmentarzu, chociaż tam nie ma pomników, to <ciała> tych zmarłych są tam nadal. A ja myśląc o zmarłych, myślę też i o tych, którzy zostali tam pochowani i wiem, że nie mi oceniać uczynki innych na ziemi” - pisze na koniec Czytelniczka „GL”. Oczywiście, to co czyniłem w latach ubiegłych, uczynię też teraz: będą znicze w miejscach zniszczonych pochówków żyjących przed nami tu mieszkańców. Smutne to: będąc na mszach św. odprawianych na polskich cmentarzach wiejskich, które usytuowane są w sąsiedztwie zniszczonych mogił po zmarłych tu niemieckich mieszkańcach – nie zauważyłem, aby w czasie poświęcania grobów, kropidło księdza powędrowało również i w tamtą stronę. I mało kto wówczas z wiernych odważa się udać się tam i zapalić przynajmniej jedną symboliczną świeczkę.
Łatwiej wyrzucać śmieci w krzaki i do lasu? [Zdjęcia]
(odsłon: +1151)