Facebook Google+ Twitter

Co ateizm może ci zaoferować?

Możliwe są różne odpowiedzi. Od "nic", poprzez "tyle samo co religia" oraz "znacznie więcej od niej". - A cóż to za figura erystyczna? - zapyta niemal większość czytelników. Moja odpowiedź jest prosta: wszystko zależy od punktu widzenia.

Page URL: http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3APentagram_and_human_body_(Agrippa).jpg File URL: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/dc/Pentagram_and_human_body_%28Agrippa%29.jpg Heinrich Cornelius Agrippa [Public domain], via Wikimedia Comm / Fot. Heinrich Cornelius AgrippaJeżeli mam najprościej przedstawić swój pogląd, napiszę tak: ateizm, Drogi Czytelniku, nie zapewni ci nigdy tego, co obiecuje wiara w Boga, to jest zmartwychwstania oraz wiecznego zbawienia.

Natomiast jeśli chodzi o drugie stwierdzenie ("tyle samo co religia"), to można powiedzieć, że zawsze da się uzasadnić, iż bycie szlachetnym człowiekiem można realizować bez wiary w jakąkolwiek siłę nadprzyrodzoną.

A propos opcji trzeciej, czyli przewagi ateistycznej postawy nad stałym religijnym lękiem przed Stwórcą (ten lęk ma być podobno niwelowany Jego nieskończoną miłością...) mogę powiedzieć, iż po odrzuceniu istnienia owej transcendencji, nie ma potrzeby posługiwania się złudzeniami, co samo przez się działa antylękowo i wyzwalająco.


"(...) prochem jesteś i w proch się obrócisz!" (Księga Rodzaju)


Któż z nas nie słyszał tego zwrotu?

Czyż jest jakaś większa różnica między tym starotestamentowym materialistycznym widzeniem świata (proch to przecież materia) a ateistycznym, pokazującym, że "z nicości przyszedłeś i w nicość odejdziesz"?

- Och, tak! - usłyszę. Między nimi jest ogromna przepaść. W tym drugim jest totalna beznadzieja i pustka, a w wierze natomiast jest dobra nowina, pocieszenie i nadzieja.

Załóżmy przez chwilkę, że jest to prawda absolutna. Nasuwa się wtedy natychmiast pytanie zasadnicze: czy masz na to, Szanowny Czytelniku, niezbite dowody? Jeżeli takie dowody posiadasz, nie ważne skąd (mogą pochodzić nawet z dogmatów wiary), odpowiedz sobie na dalsze pytania: dlaczego wobec tego panuje powszechny lęk przed śmiercią, która podobno nie jest kresem wszystkiego?

Przy czym wydaje się dziwne, że jakoś nikt nie zaprząta sobie głowy swoim losem sprzed urodzenia, natomiast myśli milionów ludzi są skierowane na czas po śmierci.

Następnym kluczowym pytaniem jest: dlaczego Bóg w przeszłości ingerował wielokrotnie i bezpośrednio w życie ludzi, a teraz tego nie czyni?
Przykładów jest wiele. A oto niektóre z nich: zostawiał wybrańców, a tych, którzy go nie kochali potopił (biblijny potop), bądź wypalał ogniem i siarką (Sodoma i Gomora).

Wreszcie, dlaczego Bóg wystawia człowieka na tak przeraźliwie ciężkie próby, skoro go kocha?

Przykładów również nie brakuje. W przeszłości, biblijnemu Abrahamowi kazał zarżnąć własnego syna Izaaka (którego nawiasem mówiąc spłodził w wieku 100 lat z dziewięćdziesięcioletnią żoną) i złożyć sobie w ofierze. Czyżby jako wszechwiedząca istota nie wiedział, co Abraham zrobi i jakie ma myśli?

Natomiast w czasach współczesnych Bóg schował się przed człowiekiem i nie ingeruje w jego codzienne życie, natomiast tych, którzy z nim dzisiaj rozmawiają, traktuje się jako inteligentnych inaczej... Nawet kościół tak czyni...

Na koniec warto zadać sobie pytanie, co znaczy pojęcie "fundamentalizm" oraz tzw. umiarkowanie (ekumenizm? Tolerancja?) w życiu religijnym społeczeństw?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (54):

Sortuj komentarze:

Pani Katarzyno, istotnie jedną z konsekwencji istnienia "boskiej cząstki" jest istnienie zycia. Definicja podana przez Rafała nie jest ścisła : dokładnie bozon Higgsa odpowiada za istnienie masy. Masa jest ściśle związana z grawitacją, a bez grawitacji nie byłoby nas. Dlatego fizycy nazwali bozon Higgsa "boską cząstką", bo bez niej nie byłoby świata przez nas obserwowalnego. Być może byłby inny, ale ludzie na pewno nie mogliby w nim istnieć. To tak w wielkim skrócie, bo problem bozon Higgsa to temat wielu prac, polecam np. książki Michio Kaku, lub Briana Greena. Ale temat Pani rozważań jest raczej metafizyczny, a nie astrofizyczny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mateuszu, dokładnie to miałam na myśl, ale zaciekawiła mnie definicja podana przez pana Rafała. Czy to możliwe, by to pojęcie różnie rozumiane w różnych dziedzinach oznaczało to samo?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak w nawiązaniu do lęku przed śmiercią.... W "Księdze Rodzaju" (w każdej wersji Biblii), znalazłem zapisy o opłakiwaniu zmarłego. Wyzionął ducha i stała się wielka tragedia...?

Komentarz został ukrytyrozwiń

/...prowadziłyby raczej do całkowitej blokady ich uzewnętrznienia../

Weźmy w24. Niespecjalnie się tutaj "blokujemy". Choć panuje przekonanie ( nie moje), że i tak nie ma to żadnego znaczenia. Każdy powie swoje, to z czym przyszedł i dokładnie to samo ze sobą zabierze z powrotem. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydaje mi się, że chodzi nam o to samo.
Niemniej jednak, podejście do wyrażania swoich myśli, gdyby w całej rozciągłości zastosować "Twoje" obostrzenia, prowadziłyby raczej do całkowitej blokady ich uzewnętrznienia... Rzeczywiście nie jest to temat, o którym pisałem w tekście.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przekaz ogółowi" - to też uproszczenie. Zależnie od medium i audytorium - jest to jednak jakaś specyfika, jakieś uszczegółowienie.


/...skazany jesteś na pewne uproszczenia, albo nie przekazujesz wcale, bo tak jest prościej.../

Byle nie prowadziły na manowce. A, też patrząc na "ogólne przekazy" - potrafią prowadzić.
Rzecz zbyt skomplikowana by tu i teraz ją uogólnić, ale... tak, czasem lepiej nie powiedzieć wcale, niż prostacko uprościć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Wykładając rzecz człowiekowi - nie mamy do czynienia z "przeciętnym" człowiekiem, tylko z tym konkretnym człowiekiem. Przekaz można i trzeba dostosować".

Ale nie jest to wykonalne, gdy robisz przekaz ogółowi... Wtedy skazany jesteś na pewne uproszczenia, albo nie przekazujesz wcale, bo tak jest prościej...
"Dopasowany"przekaz możesz zrobić "face to face". Tak mi się wydaje, gdy patrzę przez pryzmat mojego doświadczenia z pedagogiką.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli stosować w kontekście - to nieuchronnie kontekst trzeba znać.
Wykładając rzecz człowiekowi - nie mamy do czynienia z "przeciętnym" człowiekiem, tylko z tym konkretnym człowiekiem. Przekaz można i trzeba dostosować.
No chyba że: a) chcemy sprzedać i b) pozbawieni jesteśmy skrupułów. Wtedy można dowolnie szastać "dobrym" i "złym"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur, w Twoim i moim przykładzie jest to stworzenie terminu, który miał być "strawny" dla przeciętnego człowieka. Efekt opłakany, bo tego typu brak precyzji raczej maci niż rozjaśnia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

To zupełnie tak jak ze "złym" i "dobrym" cholesterolem, choć jako żywo cholesterol, C27-H45-OH, jest JEDEN.

Dlatego może lepiej nie rezygnować z przymiotników dobry/zły, tylko ZAWSZE stosować je w odpowiednim i właściwym kontekście. Wówczas nawet jeśli "właściwość" będzie dyskusyjna - toć przecie zarazem będzie stanowić podstawę konkretnej już dyskusji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.