Facebook Google+ Twitter

Co czeka Wielką Brytanię po nierozstrzygniętych wyborach?

Po raz pierwszy od 1974 r. wybory do parlamentu brytyjskiego nie przyniosły zwycięstwa żadnej partii politycznej. Jak może rozwinąć się sytuacja w tym tzw. "zawieszonym parlamencie?"

 / Fot. W24
Mapa z zaznaczonymi wynikami wyborów. Kolor niebieski oznacza okręgi, gdzie wygrali konserwatyści, kolor czerwony - mandat zdobyty przez Partię Pracy, a ciemny żółty - wygraną liberalnych demokratów. / Fot. Wikipedia (http://en.wikipedia.org/wiki/File:2010UKElectionMap.svg)Wyniki głosowania z prawie wszystkich okręgów w Zjednoczonym Królestwie potwierdziły scenariusz, na który już przed wyborami wskazywały sondaże: żadna partia polityczna nie uzyska większości w nowo wybranej Izbie Gmin brytyjskiego Parlamentu. Najlepszy wynik uzyskali konserwatyści (zwani też torysami) pod przywództwem Davida Camerona, którzy zdobyli 306 z 650 mandatów.

Pozostając dotychczas w opozycji, zyskali aż 96 miejsc, czyli prawie 15 proc. składu Izby Gmin (ostatni raz takie osiągnięcie udało się konserwatystom w 1931 r.). Brakuje im jednak 20 miejsc do większości w Parlamencie. W tej sytuacji nawet przy poparciu swoich północnoirlandzkich odpowiedników, tzw. unionistów (8 mandatów), nie są w stanie samodzielnie utworzyć większościowego rządu.

Partia Pracy premiera Gordona Browna poniosła spektakularną klęskę, tracąc ponad jedną czwartą mandatów, gdyż obecny rząd został przez wyborców obciążony winą za złą sytuację gospodarczą. Jednak laburzyści z 258 mandatami pozostają drugą siłą w Parlamencie. Rozczarował też wynik trzeciej partii – liberalnych demokratów. Po udanej kampanii wyborczej i dobrym wyniku lidera Nicka Clegga w debatach przewidywano wielki powrót liberalnych demokratów na scenę polityczną (dotychczas przeważnie uzyskiwali wyniki rzędu 10 proc. mandatów). Nie przełożyło się to na wynik wyborczy – partia Clegga uzyskała 23 proc. głosów, ale tylko 57 mandatów (o 6 mniej niż w poprzednim Parlamencie). 29 miejsc w Izbie Gmin zdobyły mniejsze partie (m.in. separatyści północnoirlandzcy, szkoccy czy walijscy) i kandydaci niezależni.

Brytyjczycy znaleźli się więc w bardzo niekomfortowej sytuacji tzw. "zawieszonego Parlamentu." Żadna partia nie ma możliwości samodzielnego stworzenia rządu, który dysponowałby większością w Izbie Gmin. Zgodnie z niepisanymi normami brytyjskiej konstytucji po przegranych wyborach premier powinien podać się do dymisji, a królowa wówczas mianowałaby jego następcą lidera zwycięskiej partii. Obecnie jednak Pałac Buckingham powstrzyma się z desygnowaniem nowego premiera do czasu wyjaśnienia się sytuacji politycznej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.