Facebook Google+ Twitter

Co czwarty wygląda na dewianta - psychiatra o politykach

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-07-16 18:23

Nikt nie pozwoli pilotowi, aby zasiadł przy sterach bez wielowarstwowych badań psychiatrycznych. Tymczasem losy całych państw, często nazbyt beztrosko, składamy w ręce osobników, mających wyraźne odchyłki psychiczne.

Wrocławski psychiatra Jarosław M. ma od kilku lat interesujące hobby, które wiąże się z jego zawodem: systematycznie, fachowym okiem przygląda się ludziom brylującym dziś w życiu publicznym kraju: politykom, znanym artystom, wyższym urzędnikom państwowym i dziennikarzom. Zwierzył się, że posiada już 3 tysiące stron szczegółowych notatek. Być może narodzi się z tego bulwersująca książka.

- Dlaczego nie chce pan wystąpić w tej rozmowie z odsłoniętą przyłbicą. Żyjemy przecież w demokracji i każdy, także psychiatra, ma prawo do prezentacji własnego zdania?
- Raczy pan żartować. Demokratyczne slogany kończą się w miejscu, gdzie zaczynają osobiste interesy polityka X. W takich okolicznościach najczęściej zapomina on o demokracji i zachowuje się jak zamordysta. Polscy demokraci rzadko kiedy tolerują odmienny punkt widzenia. Chcę mieć spokój, stąd moja ostrożność.

- Jak pan, jako fachowiec, ocenia stan zdrowia psychicznego przeciętnego polskiego polityka?
- Mówiąc bardzo ogólnie, nie wygląda on najlepiej. Według mnie, mniej więcej co czwarty zachowuje się jak dewiant. Oczywiście różne są stopnie odchyłek od normy, ale tak to wygląda. Mniejsze lub większe natężenie znerwicowania dostrzegam prawie u połowy posłów i senatorów. To bardzo wysoki procent, bijący na głowę dane dotyczące całego społeczeństwa. Oczywiście znerwicowanie nie jest równoznaczne z chorobą psychiczną, ale może być wstępem do jej rozwoju w przyszłości.

- W polskim parlamencie, psychiatra miałby dużo do roboty?
- Nie tyle może psychiatra, co dobrej klasy psychoanalityk. Sporo polityków powinno systematycznie odwiedzać tego typu pracownie. Na Zachodzie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, to codzienna praktyka. Oczywiście politycy specjalnie się tym nie chwalą, ale dbają o swoje zdrowie psychiczne z taką systematycznością, jak np. o uzębienie.

- Skąd się, pana zdaniem, bierze ta podatność środowiska polityków na wszelkiego rodzaju, nazwijmy to odchylenia od normy psychicznej?
- To zawód szczególnie przyciągający wszelkiego rodzaju neurotyków i ludzi obarczonych głębokimi urazami i kompleksami. W polityce poszukują oni rekompensaty. Tak jest nie tylko u nas. To nie przypadek, że chorzy w zakładach dla nerwowo chorych najczęściej udają królów i znanych wodzów. Czasami nazywamy to potocznie "syndromem Napoleona". Coś takiego, oczywiście w formie złagodzonej i ukrytej, odkrywam u wielu polskich polityków. Przynależność do opcji i poglądy nie mają tu żadnego znaczenia.

- Czy pańskim zdaniem kandydaci na najwyższe stanowiska w państwie powinni przechodzić dyskretne badania psychiatryczne?
- Oczywiście, że tak. Nie można bowiem wykluczyć, iż ogromna władza może się dostać w ręce paranoika. Skutki tego mogą być opłakane. Żyjemy w czasach paradoksalnych. Nikt np. nie pozwoli pilotowi, aby zasiadł w kabinie przy sterach bez wielowarstwowych badań psychiatrycznych. Chodzi o dobro pasażerów. Tymczasem losy całych narodów i państw, często nazbyt beztrosko, składamy w ręce osobników, mających wyraźne odchyłki psychiczne. To jawna lekkomyślność.

- Podobno sporządził pan metryczki psychiatryczne polskich prezydentów i premierów? Może pan zdradzić jak wypadli?
- Jeśli pan liczy, że podam nazwiska i charakterystyki, to jest pan w błędzie. W końcu to bardzo delikatne kwestie. Przyznaję, że takie szczegółowe charakterystyki sporządziłem.
(pw)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

W pełni podzielam pogląd autora. Jest jednak jeszcze odwrotna strona medalu. Do dowodzenia, kierowania i zarządzania z pktu widzenia ich efektywności potrzebne są np zdolności do operowania ludźmi odpowiadające opisowi makkiawelizmu. W konkursach na stanowiska kierownicze psychologii zarządzania od dawna ten problem rozwiązuje się w ten sposób, że dopuszcza się jego wyższy poziom niż w pozostałych przypadkach. O ile normę stanowi 4 i 5 sten, to dla tej kadry uznaje się jej wartość wyższą np. 5 i 6, zatem wynik diagnozy mieszczący się w 7 i 8 stenie jeszcze nie budzi niepokoju. Ważne jest , aby nie dopuścić do tej roli niebezpiecznych psychopatów ( np. 9 i 10 sten), których dewiacyjne zachowanie można zaobserwować w życiu codziennym, szczególnie w sytuacjach trudnych (krytycznych). Autorytarni autokraci mogą być niebezpieczni, ale do kierowania także nie nadają się ludzi w pełni zrównoważeni itp. Ludzie twórczy i przywódcy bardzo często nie mieszczą się w różnych normach zdrowia psychicznego charakteryzujących ludzi przeciętnych, to przecież odpowiednicy samców alfa. Tak rozumiem pozytywną stronę unikania badań psychologicznych, czy psychiatrycznych kandydatów na polityków. Zawsze przecież istniej możliwość postawienia wniosku o takiego badania osób, które swych zachowaniem wskazują , że ich osobowość jest poważnie zaburzona.

Komentarz został ukrytyrozwiń

szczególnie trafne jest to określenie "Żyjemy w czasach paradoksalnych. Nikt np. nie pozwoli pilotowi, aby zasiadł w kabinie przy sterach bez wielowarstwowych badań psychiatrycznych. Chodzi o dobro pasażerów. Tymczasem losy całych narodów i państw, często nazbyt beztrosko, składamy w ręce osobników, mających wyraźne odchyłki psychiczne." i to jest oburzające i zbyt pięknie było by gdyby owa sytuacja się odmieniła.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.