Facebook Google+ Twitter

Co dalej z Drogową Trasą Średnicową w Gliwicach?

W tym roku minie sześć lat, od kiedy mieszkańcy Gliwic dowiedzieli się o zamiarze budowy DTŚ-ki przez środek miasta. W styczniu obchodzimy rocznicę oczekiwania na decyzję środowiskową w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Jeśli DTŚ powstanie, te drzewa obok Palmiarni znikną / Fot. M.Czajkowska-TurekObszernie problem został opisany w artykule zamieszczonym w Wiadomościach24. Obecnie najbardziej istotnym elementem jest wydanie decyzji środowiskowej dla planowanego przebiegu DTŚ-ki w Gliwicach.

W lipcu 2006 roku Stowarzyszenie Gliwiczanie dla Gliwic odwołało się od wydanej przez prezydenta miasta decyzji środowiskowej. Stowarzyszenie wskazało przede wszystkim na problem niezgodności prawa polskiego z europejskim, wobec dyrektywy 85/337/EWG (zmienionej dyrektywą 97/11/KE). Popularnym sposobem ucieczki od przedstawiania całościowego raportu oddziaływania na środowisko przez inwestora, jest stosowanie potępianej przez UE metody salami-slicig. Ujmując rzecz najprościej: inwestycja, w tym przypadku drogowa, jest szatkowana na kilka mniejszych odcinków, do których ocena oddziaływania na środowisko nie musi być sporządzona. Nawet jeśli powstanie, wiadomo, że mniejszy odcinek wpływa na środowisko w znacząco mniejszym stopniu niż całościowo ujęta inwestycja.

Inwestor wykorzystał furtkę

W styczniu 2007 roku wojewoda obwieścił rozpoczęcie postępowania administracyjnego w sprawie wydania decyzji środowiskowej, ponownie dzieląc inwestycję na odcinki zabrzański i gliwicki. Można uznać, że brano pod uwagę dobro mieszkańców Zabrza, którzy nie protestowali w sprawie przebiegu DTŚ przez ich miasto, jednak furtkę uchyloną przez Urząd Wojewódzki szybko wykorzystał inwestor, przedstawiając jedynie informację o przedsięwzięciu (pamiętamy: małe odcinki - raport o oddziaływaniu na środowisku jest fakultatywny).

Stowarzyszenie GdG podnosiło wielokrotnie problem DTŚ pod wieloma aspektami, ale ponieważ władze Gliwic nie chciały z nami rozmawiać, musieliśmy wykazywać nieprawidłowości w trakcie procesu decyzyjnego.

SGdG przesłało pismo do wojewody, zwracając uwagę na nieprawidłowości zastosowanej formuły, wnosząc jednocześnie o uznanie nas za stronę w postępowaniu. Niestety, powołując się na przepis zawarty w prawie ochrony środowiska (art.32, 33 ust. 1 ustawy z dnia 27.04.2001) nie uznano nas za stronę, urzędnicy zaś nigdy nie odnieśli się w sposób merytoryczny do naszych uwag.

Gra w „oczko”

Ustawa POŚ daje możliwość uczestniczenia społeczeństwu w postępowaniu administracyjnym tylko na etapie wniosków i uwag na poziomie oceny raportu oddziaływania na środowisko. Ta szansa na dialog to swoista gra w „oczko”: 21 dni na obywatelską reakcję od momentu ogłoszenia przez organ prowadzący. Nie będąc stroną w postępowaniu, władza nie musi zawiadamiać o kolejnej fazie postępowania administracyjnego. Żeby nie wypaść z gry, trzeba pilnować ogłoszeń na stronie internetowej UW, lokalnej gazecie lub na tablicy ogłoszeń urzędu miejskiego w swoim mieście. Przeoczenie, brak reakcji w danym terminie, eliminuje społeczeństwo z gry. Jest to jawna dyskryminacja, uznano bowiem, że obywatel jest obywatelem tylko przez 21 dni, nawet jeśli postępowanie toczy się przez wiele miesięcy lub lat. Tak pojmowane "konsultacje społeczne", kiedy procedury administracyjne są zaawansowane i wiele decyzji jest już podjętych, są sprzeczne zarówno z duchem jak i literą Konwencji z Aarhus.

Sprawa raportu oceny oddziaływania na środowisko w Ministerstwie Środowiska



Stowarzyszenie uzyskało informację o zakresie raportu, wyznaczoną przez Wydział Środowiska i Rolnictwa UW dzięki pomocy pani senator Jadwigi Rudnickiej. Ponieważ decyzja wojewody oznaczała duże zmiany w stosunku do opinii Państwowego Inspektora Sanitarnego, Stowarzyszenie złożyło we wrześniu 2007 zażalenie na taki stan rzeczy do Ministerstwa Środowiska. Odpowiedź nadeszła dopiero w grudniu, jednak ponownie bez odniesienia się do złożonych uwag.

Co dalej?



Możliwe, że sprawy nie posuwają się do przodu, bo 3.10.07, w Brukseli, Komisja Petycji uznała protest SGdG za zasadny, żądając jednocześnie dokumentów wyjaśniających sytuację w Gliwicach właśnie od Ministerstwa Środowiska. Czyżby nastąpił czas wyczekiwania ? Być może winna jest sytuacja polityczna : zmiana warty dotknęła również Śląski Urząd Wojewódzki, a nowy wojewoda prawdopodobnie nie zdążył zapoznać się z tematem, pomimo naszego listu wysłanego w dniu 18.12.2007.

Brak decyzji środowiskowej nie przeszkadza prowadzić inwestorowi i władzom miasta działań „okołoinwestycyjnycych”: inwestor zastępczy ogłosił przetarg na projekty dotyczące DTŚ w Gliwicach zgodnie z koncepcją kontestowaną przez SGdG; budownictwo zastępcze kwitnie, wsparte decyzjami o eksmisjach mieszkańców. Trudno zachować spokój, kiedy władze stosując politykę faktów dokonanych burzą ład przestrzenny w mieście. Sytuacja zawieszenia przypomina ciszę przed burzą. Pozostaje mieć nadzieję, że nawet jeśli dojdzie do wyładowań , po nich zaświeci słońce nad Gliwicami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Dziekuję za uwagi. Odpowiadam dopiero dziś, bo po wrzuceniu tekstu do moderacji, wyjechałam z rodziną na ferie. Bajeczko: problem DTŚ może być traktowany lokalnie, choć inwestycja dotyka całej aglomeracji śląskiej, natomiast liczne przykłady z Polski (Poznań, Zakopane) świadczą o ponadlokalnym charakterze problemu. Darku(czuję ogromny sentyment do tego imienia): raport POWINIEN być sporządzony, by okreslić oddziaływanie na środowisko. W naszym przypadku inwestor stawał na głowie, by udowodnić, że raport nie jest potrzebny. DTŚ w obrębie Gliwic nie jest traktowana jako kontynuacja, tylko trasę podzielono na mniejsze odcinki, dla których raport nie jest obowiązkowy. I tu jest pewien sukces SGdG, bo wprawdzie urzędnicy nie rozmawiają z nami, ale czytają nasze pisma. Wojewoda stwierdził konieczność sporzadzenie raportu ooś, Państwowy Inspektor Sanitarny okreslił zakres, Wojewoda ten zakres mocno ograniczył, co, zrozumiałe, jest niekorzystne dla mieszkańców. Uff, właśnie dlatego, że tak długiego wywodu trzeba, redakcja prosiła o skrócenie tekstu o przepisy prawne. I na tym polega działanie urzędów: prawo nie jest czytelne, brak jednoznacznych interpretacji, niewiedza obywateli pomaga forsować plany i pomysły inwestorów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus za konsekwencję i kolejny "+" za przypominanie problemu. Tekst zaangażowany a więc naturalnie emocjonalny. Trochę nieczytelny w warstwie merytorycznej związanej z raportem. Czytamy że unika się wykomania oceny oddziaływania na środowisko i raportu a dalej że iraport ma być wykonany i ktoś określił jego zakres, to żle czy dobrze? Natomiast forma artykułu smakowita, szczególnie fragment o furtce, przez którą przepycha się trasę i końcowy akapit "Sytuacja zawieszenia przypomina ciszę przed burzą. Pozostaje mieć nadzieję, że nawet jeśli dojdzie do wyładowań , po nich zaświeci słońce nad Gliwicami".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus za tekst... tak ważny dla mojego miasta. "Oczko" to nie jest "przywilej" mieszkańców ale zapisy prawa. Minimum 21 dni a nie "najwyżej" 21 dni tak stanowi prawo... ale w Gliwicachzanaczy to "nie więcej" niż 21 dni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus za lokalność:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Na calym swiecie buduje sie obwodnice i kieruje ruch samochodowy na obrzeza miasta. Mam nadzieje, ze w Gliwicach rowniez tak postapia...

(Zabrze nic nie straci, jesli przez zabytkowe centrum Gliwic, nie beda pedzic przeladowane tiry)

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jeszcze z drugiej strony granicy :)

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.