Facebook Google+ Twitter

Co dalej z polskim Kościołem?

To pytanie ostatnio jest chyba najczęściej zadawanym w rodzimych mediach. Troskę o przyszłość kościoła katolickiego przejawiają redaktorzy wydań wszystkich gazet, niezależnie od frakcji i charakteru.

Msza dziękczynna za 25 letiną posługę kard. Glempa. Fot. PAP/Tomasz GzellCo było?

Mam mieszane uczucia, bo w pamięci mam jeszcze kontrowersje, jakie wzbudzały pierwsze ujawniane przypadki współpracy polskich księży z bezpieką. Wtedy ważni oficjele kościelni oburzonym głosem grzmieli, iż niszczyć na siłę dobrego imienia czołowej instytucji polskiej nie należy. – O, wy media wstrętne, jak śmiecie nam się do skóry dobierać? Dzisiaj czytam o ataku dziennikarzy stojących pod kościołem, gdzie miał odbyć się ingres.

Źle mi, bo od dziecka kościół był instytucją w moim życiu bardzo ważną. To przecież w czasach komuny stanowił dla wielu jedyną podporę, miejsce, gdzie można było wreszcie odetchnąć. Bez gęby. Bez udawania. Moje dzieciństwo przypadło na etap dogorywania starego systemu i rodzenia się nowego – wiele wydarzeń tylko z opowiadań. Kościół dla mojej rodziny był istotnym elementem życia, jedną z niewielu instytucji, której się ufało. Nie znaczy to, że każda jego decyzja przyjmowana była w bezkrytycznie. Szczególna kontestacja tego szczególnego podmiotu utrzymała się do dziś.

...jest

A dziś jest zdecydowanie niewesoło i nieoptymistycznie. Widzę dwie twarze polskiego kościoła – ustępującego z urzędu prymasa Glempa i jego niedoszłego następcę, który reflektując się w porę – postanowił zrezygnować. Twarz pierwszego jak zwykle nie wyraża emocji. Wygłasza mało składną i jak mi się wydaje niezrozumiałą i wieloznaczną homilię. Mówi coś o zmuszaniu Wielgusa do współpracy, jakby go usprawiedliwia, chociaż i tu nie można być pewnym. Przebąkuje coś niejasno o plamie na sumieniu młodego pokolenia. My niby plamę jakąś mamy i musimy ją usuwać? Nie wiem, czy prymas ma tak ograniczone zdolności oratorskie, czy też zakłopotała go sytuacja. Z drugiej strony abp Wielgus, z niebezpiecznie zmierzającym w stronę płaczu grymasem na twarzy. I niestety, choć bardzo bym chciała, nie umiem wyzbyć się podejrzeń, że jest to swojego rodzaju gra, pewna maska, która na tą okazję przywdział. Nic na to nie poradzę, że Kościół stracił w moich oczach. Że już nie jest tą instytucją, w której położyć można bez wahania swoje zaufanie. I że Bóg z instytucją kościoła niewiele ma wspólnego.

...będzie

Co dalej? Ośmielę się postawić ryzykowną tezę. Dalej nic. Dalej to samo. Znaczących zmian w postrzeganiu nie będzie. Nie zapominajmy, że jesteśmy w szczególnym kraju, gdzie kościół katolicki ma bez wątpienia solidną, ugruntowaną przez wieki pozycję, a katolicy stanowią ponad 90 procent społeczeństwa. Wierni nadal będą przychodzić licznie. Podzielą się tylko na dwa obozy. Dziś już mieliśmy tego namiastkę. Jeden to nazwijmy beton wiernych, skamielina, której z posad nic nie ruszy. Dziś skandowali z wiarą i energią – Zostań z nami!.

Oni, na pytanie – Czy jesteś gotów stać na straży Kościoła Polskiego? – bez wahania odpowiedzą – Bezapelacyjnie! Do samego końca, mojego lub jego. Pozwoliłam sobie sparafrazować słynną scenę z "Psów" Pasikowskiego, bo sytuacja aż się o parafrazę prosi.

I ci właśnie walczyć dzielnie będą z drugim obozem – szyderców, oszczerców, a także sceptyków i obserwatorów. Ja zasilając szeregi tych drugich, wyposażona jeszcze w sporą dozę zaufania, będę się przyglądać. Pewnie niewiele zobaczę, bom wzrostu nikczemnego, a barki bezrefleksyjnych obrońców silne i szerokie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.