Katarzyna Olczak:
Dlaczego dziennikarstwo?To przypadek. Szukałem pracy wakacyjnej, postanowiłem zajrzeć do redakcji miejscowego tygodnika. Dostałem swoją pierwszą wierszówkę i spodobało mi się.
A więc nigdy nie chciałeś być drugim Kapuścińskim?Nie, nie chciałem. Ale teraz chciałbym choć w jednej setnej mu dorównać :-)
Media to branża specyficzna, zamknięta. Ciężko było zaistnieć?Nigdy nie zakładałem, że uda mi się przebić. To było hobby. W każdej gazecie, telewizji, jest kilka gwiazd i to o nich myślimy, kiedy ktoś mówi o dziennikarzach. Pozostali tworzą tło, praktycznie nie istnieją. To prawda, że to branża trudna, zwłaszcza dla młodych. Ciężko im się gdziekolwiek zaczepić, szansą jest internet.
Tak właśnie myślałeś, kiedy trzy lata temu zacząłeś pisać do W24? DO traktowałeś jak start?Tak. Myślę, że dziennikarstwo obywatelskie to tylko jedna ze ścieżek, ale dość ważna. W gazetach ciężko zaistnieć, a W24 można pisać wtedy kiedy chcemy i o czym chcemy. Nikt nam nie narzuca tematu. Jest wiele takich serwisów, choćby Moje Miasto i Nasze Miasto, ale w W24 jest inaczej. Promujecie autorów w „Polsce Times” - dzięki pisaniu do Was można trafić na upragnione łamy.
DO czy studia dziennikarskie? Na czym można więcej zyskać?Jestem przeciwnikiem studiów. Jak to mówią, dobry student dziennikarstwa to ten, którego nie ma na zajęciach, ale jest na mieście. Praktyka to podstawa. Historię prasy można poznać w bibliotece, dziennikarstwa nie nauczymy się, siedząc w książkach.
Zgłosiłeś się do ubiegłorocznego konkursu, bo wierzysz w siebie?Zawsze należy wierzyć w siebie. Każdy, kto się zgłasza, liczy, że jego tekst zostanie doceniony. Trzeba się promować, bo sami zrobimy to najlepiej. Zgłosiłem się, bo chciałem się sprawdzić.
Udział w konkursie to szansa, żeby zostać dostrzeżonym?Tak, to na pewno szansa, żeby zaistnieć. Każdy konkurs o takiej renomie daje szansę.
Dałeś sobie tę szansę i wygrałeś. Co czułeś, kiedy stałeś na scenie i odbierałeś nagrodę główną?To w ogóle był dziwny dzień. Jechaliśmy do Warszawy, mieliśmy po drodze kilka przygód, w efekcie których spóźniliśmy się na galę. Gdy usłyszałem werdykt, byłem zaskoczony. Byłem tak zdumiony, że nie mogłem nawet wydukać słowa „dziękuję”. Tomek mi wtedy pomógł :-)
(przyp. red. Tomasz Kowalski, redaktor naczelny Wiadomości24.pl)Od tego momentu rzadziej do nas piszesz. Dawid Serafin, Dziennikarz Obywatelski 2010 Roku, spoczął na laurach?Czekałem na to pytanie
(śmiech). Owszem, na początku trochę tak. Mam wyrzuty sumienia, że zaniedbałem W24 i pisanie.