Facebook Google+ Twitter

Co drugi maturzysta przyznaje, że zapłacił za pracę

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2007-04-20 08:42

Handel maturami z polskiego odbywa się już na masową skalę. Oczywiste fałszowanie wyników egzaminu jest możliwe, bo odpowiada władzom oświatowym, nauczycielom, "producentom" prac i samym uczniom.

Od producenta do klienta

Jak to możliwe, że maturę z polskiego można kupić? To prostsze niż się wydaje. Od 2002 r. egzamin dojrzałości składa się z dwóch części: pisemnej i ustnej. Matura ustna polega na tym, że uczeń przedstawia komisji tzw. prezentację maturalną, czyli wystąpienie na wybrany z ogólnopolskiej puli temat. Teoretycznie wcześniej opracował go pod kierunkiem nauczyciela. Teoretycznie, bo nauczyciel najczęściej opędza się od niego, jak od natrętnej muchy. W końcu i bez tego ma mnóstwo pracy. Uczniowie wyciągają wnioski. Po co ślęczeć nad pracą i ryzykować, że wypadnie słabo? Lepiej kupić gotową, napisaną przez fachowca. Zwłaszcza, że prezentacje są tanie. Cena w różnych rejonach kraju waha się od 60 do 350 zł. - Zapłaciłem 280 zł i mam święty spokój - mówi maturzysta z Krakowa. Polski nigdy nie był jego mocną stroną, książek prawie nie czytał. Najtańsze są opracowania tematów typowych, powtarzających się od kilku lat, np. przedstawienie jakiegoś motywu literackiego lub typu bohatera. Najwięcej zapłacić trzeba za tematy oryginalne oraz wymagające połączenia wiedzy o literaturze z wiadomościami z malarstwa, teatru. Im później maturzysta decyduje się na kupienie pracy, tym wyższa cena. W Katowicach, na miesiąc przed maturą za prezentację trzeba zapłacić nawet 500 zł. - Czasu jest niewiele, a do tego nie ukrywam, że mam coraz więcej telefonów - wyjaśnia śląski nauczyciel, który handluje maturami.

Co drugi maturzysta przyznaje, że zapłacił za pracę / Fot. Magdalena Chalupka/Dziennik ZachodniRynek maturalny

Rynek prac maturalnych z polskiego funkcjonuje w każdym większym mieście. W Poznaniu gotową pracę z konspektem, prezentacją multimedialną i bibliografią można kupić za 50-60 zł. Można jednak jeszcze taniej. - Wystarczy "pożyczyć" pracę od starszych znajomych z innych liceów. Po drobnych poprawkach można ją zaprezentować jako swoją -tłumaczy Monika Grzesiak z poznańskiego liceum, notowanego w dziesiątce najlepszych. Niektórym maturzystom szkoda jednak nawet tych paru złotych. Nie dlatego, że ich nie mają. - Zadanie maturalne jest tak banalnie łatwe, nie ma sensu go kupować - ocenia Ewa Ignatowska, tegoroczna maturzystka z Poznania. Anawet jeżeli jest trudne, są też na to tanie i legalne sposoby. - Gdy maturzysta zaniesie swój temat do dużej biblioteki, na przykład PAN-u, to pracownicy przygotują mu listę lektur w ramach swych obowiązków - tłumaczy poznanianka Paulina Lachowska. - Sama tak zrobiłam, to darmowe i legalne, a moja prezentacja ogromnie na tym zyskała - dodaje.

Wszyscy dorabiają

Pracami dorabiają gdańscy studenci, bibliotekarze, ale i nauczyciele. – Biorę 100 złotych za jedną pracę, w tym oczywiście jest samo wypracowanie i bibliografia oraz konspekt – odpowiedział na naszego e-maila, oczywiście anonimowo, polonista z Gdańska. – Najczęściej zgłaszają się do mnie uczniowie techników. Trafiają się też licealiści, ale nie z tych najlepszych szkół, bo tam uczniowie są ambitniejsi, sami przygotowują prezentacje – dodał. Autorzy prac działają też jak "pogotowie maturalne" w przypadkach, kiedy uczeń przeliczył się z siłami; za dwa dni matura, a praca w proszku.

Wokulski według szablonu

System zakładający prezentacje maturalne właściwie sam zakłada też handel pracami. Głównie z powodu tematów - szablonowych i powtarzalnych. - Zauważyłam, że nauczyciele nie lubią nowości. Chcą szkolnej interpretacji książek, najlepiej tych z kanonu lektur - ocenia studentka, pisząca prezentacje. Pedagodzy bronią się przed takim uproszczeniem uważając, że lista tematów jest ograniczona, gdyż musi uwzględniać lektury obowiązkowe i materiał, z którym uczniowie zapoznali się w czasie trzech lat nauki. Poza tym nie można co roku wymyślać 200 nowych tematów, to po prostu niemożliwe - komentują. Jednak renomowane licea, oprócz tematów typowych, przygotowują oryginalne i twórcze, wktórych uczniowie mogą realizować swoje pasje i zainteresowania. I LO w Chorzowie proponuje np. tematy: "Czy teksty rockowych piosenek mogą być poezją?" albo "Zjawy, duchy, upiory - wyjaśnij funkcje postaci fantastycznych w literaturze". "Zjawisko kiczu w literaturze i malarstwie XX wieku" albo "Symbol jako sposób kreacji świata wMłodej Polsce" -to oryginalne tematy z Krakowa. Tylko takie mogą zachęcić uczniów do twórczej i samodzielnej pracy - twierdzą nauczyciele.

Prostytucja w szkółce niedzielnej

- Sprzedawanie prac przez studentów to prostytucja - komentuje Piotr Kołodziej, krakowski polonista i wykładowca akademicki. - To przecież nic innego jak świadczenie niemoralnych i nielegalnych usług i czerpanie z tego korzyści finansowych. Nie chodzi już nawet o samą maturę. Uczeń po prostu przyzwyczaja się, że za pieniądze można kupić wszystko. A ta metoda na wolnym rynku nie zaprowadzi go daleko. "Producentów" prac trudno jednak do tego przekonać. - Handel prezentacjami traktuję jak każdą inną pracę, poświęcam jej wiele czasu, więc nie widzę powodów, dla których nie miałabym wziąć godziwej zapłaty - mówi Justyna z Krakowa, która sprzedażą matur zajmuje się od kilku lat. W tym roku napisała 10 prezentacji, za każdą wzięła od 200 do 350 zł. - Jestem bardzo wdzięczna Ministerstwu Edukacji za możliwość dorobienia - śmieje się. Uczniowie otwarcie przyznają, że nie mają żadnych wyrzutów sumienia przy kupowaniu prac. - Chory jest system, a my tylko to wykorzystujemy - mówi Piotr, tegoroczny maturzysta z Łodzi. W podobny sposób w ubiegłym roku "zdał" maturę jego brat. Wybierał się na studia techniczne, więc polski nie był mu do niczego potrzebny. Zapłacił, wkuł na pamięć i mógł spokojnie przygotowywać się do rekrutacji na studia. W tym stanowisku jest też sporo racji, bo w liceum uczniowie wciąż otrzymują wiedzę encyklopedyczną. Nie uczy się ich samodzielnego, twórczego myślenia czy rozwiązywania problemów. W dodatku maturzyści często czują się źle przygotowani do egzaminu. Na maturze, zamiast przedstawiać swoje poglądy, logicznie je argumentować, po prostu recytują napisaną pracę. Dochodzi więc do tego, że prace kupują nie tylko uczniowie słabi, ale nawet ci najlepsi.

Złodziejstwo niestwierdzalne


- W wypadku stwierdzenia niesamodzielności pracy maturalnej ucznia, można wnioskować o unieważnienie pracy - mówi Maria Krysakowska z krakowskiego kuratorium. Nie słyszała jednak, by takie zdarzenia dotyczyły matury ustnej. -Jestem przekonana, że nauczyciel, który przez trzy lata sprawdza wypracowania ucznia, słucha jego odpowiedzi, mógłby w czasie egzaminu wychwycić to, że maturzysta nie napisał pracy samodzielnie - tłumaczy Renata Janosz z VIII LO w Krakowie. To jednak nie takie proste. - Zadaniem egzaminatora nie jest udowadnianie przestępstwa, lecz sprawdzanie wiedzy ucznia - komentuje Teresa Burska z kuratorium w Krakowie. Poza tym egzaminator nie ma żadnego interesu w tym, żeby udowadniać maturzyście niesamodzielność. Jeśli maturzysta orientuje się w temacie i podejmuje dyskusję, nie ma podstaw, by go "oblać". I handel maturami kwitnie.

Joanna Kocik

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Maltor
  • Maltor
  • 20.06.2011 17:36

Jestem tegorocznym maturzystą, Prezentacją sie w ogóle nie przejmowałem, bo nie była mi do niczego potrzebna. Byle ten polski zdać. Nie chciałem kupować gotowca, takie coś mnie w ogóle nie interesuje. Przez 3 lata liceum przeczytałem tylko Chłopów. I to nie całych. Zawsze kończyłem klasę z 2 lub 3, miałem ten przedmiot totalnie gdzieś. Maturę miałem następnego dnia, siadłem i napisałem 8 stron zeszytowych (A5). Wieczorem ciągle sobie powtarzałem, a na maturę przyszedłem 2 godziny wcześniej. Cały czas myliłem tekst, gubiłem informacje. Wreszcie moja kolej. Wchodzę, mówię wszystko, może bez 2 zdań, 12 minut - idealnie. Odpowiadam na pytania komisji, 2 bardzo łatwe. Później czekam na wyniki i... 16/20.

Komentarz został ukrytyrozwiń

-Jestem przekonana, że nauczyciel, który przez trzy lata sprawdza wypracowania ucznia, słucha jego odpowiedzi, mógłby w czasie egzaminu wychwycić to, że maturzysta nie napisał pracy samodzielnie - tłumaczy Renata Janosz z VIII LO w Krakowie.

Pani profesor, nauczyciel, ktory uczył ucznia nie ma prawa go egzaminowac:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja w kupowaniu matury nie widzę niczego złego. Ściąganie na maturze pisemnej to nieuczciwa konkurencja, ale oceny z prezentacji i tak żadna uczelnia nie bierze pod uwagę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo trafny artykuł.Cóż,jeśli chodzi o sprzedaż matur,to jest to czarny rynek,którego nie da się rozbić.Sama jestem tegoroczną maturzystką i do szału doprowadza mnie fakt,że ludzie tak szybko idą na łatwiznę.I najgorsze w tym wszystkim jest to,że często bynajmniej nie jest to spowodowane brakiem wiedzy,ale zwyczajnym lenistwem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.